Dlaczego warto się bratać

Autor: trzewik
17 maja 2007

Przesłanie tego tekstu nie jest obłędnie odkrywcze. Ono, mam w tej kwestii silne przekonanie, odkrywcze jest wręcz znikomo. Nie mniej, myślę sobie, że warto spisać te kilka słów i rzucić w eter, rzucić je w naród i pokazać publicznie. Złego z tego nic nie będzie, a dobrego i owszem, może się zdarzyć. Bo ja, moi drodzy, chciałbym zachęcić was do bratania się.

W zeszłym roku byłem sobie fanem gier planszowych, miałem kilku kumpli, którzy mniej lub bardziej podzielali tę pasję, i z którymi pogrywałem w wolnych chwilach. Niestety, pogrywałem z nimi tylko teoretycznie, bo tak naprawdę to tu spotkanie nie wypaliło, bo kumpel nie dotarł, tam spotkanie nie wypaliło, bo inny kumpel miał grypę... Bywało różnie.

Pogrywałem więc z kumplami, ale to pogrywanie tak wyglądało, że częściej kupowałem nowe gry, niż w nie grałem, pogrywałem tylko w teorii, bo w praktyce jak raz na trzy tygodnie udało się spotkać w sensownym, czteroosobowym gronie, to był cud.

Miałem tego dość. Pół szafy gier i nie było z kim grać. Cóż mi po czterech kumplach, z których każdy zarzeka się, że z chęcią zagra, kiedy tydzień w tydzień któryś z nich nawala i summa summarum nie ma jak grać? Postanowiłem działać.

Poszukałem knajpki w centrum Gliwic. Ogłosiłem na forum gry-planszowe.pl, że w każdy poniedziałek grywamy tam w planszówki. I tydzień w tydzień siedziałem tam z grami i czekałem na zagubione dusze. Siedziałem tam z dwójką kumpli, czasem siedziałem z trójką, raz siedziałem zupełnie sam jak palec, ale siedzieć nie przestawałem. Trwałem w postanowieniu i wierze, że tydzień, po tygodniu, w końcu ktoś komuś gdzieś szepnie, ktoś gdzieś usłyszy, ktoś gdzieś dowie się i powoli zacznie graczy przybywać. Minął miesiąc, kolejne tygodnie...

W knajpce pojawiła się Ola. Od tej pory przychodziła tydzień w tydzień, dziesięć razy bardziej rzetelna od moich dotychczasowych kumpli. Ola przyprowadziła koleżankę, a z koleżanką przybył koleżanki facet. Siup, i zrobiło nas się więcej. Innego razu do Kredensu wpadła dwójka dorosłych gości, jak się później okazało byli to Goor i Kornik, a jak przyszli, tak z nami zostali, jak Ola, fanatycznie oddani grom, fanatycznie wpadający do Kredensu raz za razem. Do knajpki zaczęli i zaglądać moi dawni przyjaciele, weterani gier RPG. Nieśmiało, z rezerwą, ale widzieli tłumek graczy, więc i zajrzeli raz i drugi. Był też taki dzień, gdy do knajpki dotarł Maciek, dotarł i też został, tydzień w tydzień zawsze z nami. Ludzie, których nigdy bym nie spotkał, gdybym siedział w domu i grał tylko z czwórką moich kumpli, ludzie, dziś moi przyjaciele, których poznałem dzięki temu, że z uporem maniaka wierzyłem w sens Kredensu. Poznałem ich, bo wybrałem knajpkę i ogłaszałem w internecie, że warto się tam spotkać i pograć. Kiedyś w planszówy grałem z Multidejem i Dagonem. Dziś gram z Multidejem, Dagonem, Andrzejem, Mirkiem, Maćkiem, Olą, Borsem, Mariolą, Dawidem, Patrycją, Sławkiem, Michałem, Lukaszem i wieloma innymi. Tak można realizować swoje pasje.

Od września, momentu, w którym po raz pierwszy przekroczyłem próg Kredensu minęło dziewięć miesięcy. Grupa graczy odwiedzających knajpkę to dziś grono sporo ponad dwudziestu fanów gier. W Gliwicach odbyły się w między czasie dwie edycje konwentu planszówkowego Pionek, a za miesiąc odbędzie się trzecia edycja. Na poprzednią przybyło ponad 60 graczy! Od września w Młodzieżowym Domu Kultury w Gliwicach ruszają trzy niezależne sekcje poświęcone grom planszowym dla młodzieży w różnym wieku, od najmłodszych, po grupę dla licealistów i studentów. W ciągu tych dziewięciu miesięcy udało się osiągnąć bardzo wiele.

Nie zamykajcie się w mieszkaniach z kumplami. Wyjdźcie na miasto, wyjdźcie szukać nowych przyjaciół i znajomych. Bratajcie się. Za każdym rogiem czekają nowi gracze. Rośnijmy w siłę.


Tekst ten pierwszy raz opublikowano na blogu Games Fanatic.


blog comments powered by Disqus