Wyspa Skye - recenzja gry

Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
23 czerwca 2016

W roku 2001 świat poznał niezwykle ciekawą grę kafelkową zatytułowaną Carcassonne. Gra przyjęła się, dostała toną dodatków, a także różne wersje. Nie tylko takie, które zmieniały jedynie grafiki, ale również takie, które przynosiły świeżość w kwestii zasad. Jednak cały czas mieliśmy do czynienia z czymś, co znaliśmy. Aż tu nagle, pojawiła się Wyspa Skye.

Oczywiście, Wyspa Skye nie jest kolejną odsłoną Carcassonne, jednak mechanika gry nie pozwala na przejście obok, bez nawiązania do słynnego „kafelkowca”. Przez sporą część rozgrywki w Wyspę Skye, będziemy się czuli, jak podczas układania terenu w Carcassonne, jednak na szczęście, to w jaki sposób ubrano to budowanie terenu, sprawia, że Wyspa Skye to faktycznie zupełnie inna gra.

Choć w trakcie gry będziemy układać wyspę z kafelków bardzo przypominających te z Carcassonne, to jednak punkty zdobywać będziemy w zupełnie inny sposób. Po kolei jednak.

Sercem gry jest plansza główna, która po pierwsze odmierza czas gry (pięć, lub sześć rund w zależności od liczby graczy), a także pokazuje co i w którym momencie będzie przynosiło graczom punkty. W jaki sposób? To proste. Na planszy umieszczamy cztery kafle punktacji, wybrane losowo spośród szesnastu. One pokazują co będzie punktowało w trakcie rozgrywki. A co pokazuje, kiedy? To pokazuje tor rund. Pod każdym polem tego toru, mamy litery od A do D, w różnych konfiguracjach. Pola, na których leżą kafle punktacji, również mają przypisane litery od A do D. Dlatego, jeśli w trzeciej rundzie widzimy, że punktować będą litery A i C, od razu możemy zobaczyć o które kafle punktacji chodzi i na czym się skupić. Proste i niezwykle skuteczne, bo Nawet jeśli w dwóch grach mielibyśmy takie same kafle punktacji, to wystarczy inaczej je rozłożyć na polach, by mieć nieco inną rozgrywkę.

No dobra, wiemy co i kiedy punktuje, ale jak stworzyć strukturę, dzięki której w ogóle będziemy mogli myśleć o punktach. To już jest nieco bardziej złożone.

Każdy z graczy ma do dyspozycji pewną gotówkę, żeton odrzucenia, oraz zasłonkę. Do tego przed zasłonką każdy układa swój kafel terenu z własnym zamkiem, który posłuży mu za punkt wyjście do zbudowania własnej wyspy. Tak, w grze Wyspa Skye, każdy buduje swój skrawek ziemi. Na początku tury, każdy gracz ciągnie z woreczka trzy kafle terenu i układa je przed zasłonką. Teraz zaczyna się zabawa.

Gracze w tajemnicy przed innymi (czyli za zasłonką) przypisują do jednego ze swoich kafelków żeton odrzucenia. Spowoduje on, że przypisany do niego kafelek terenu wróci do woreczka. Do pozostałych kafli, gracz musi przydzielić co najmniej po jednej sztuce złota ze swoich zasobów. Jednak tu pojawia się „zagadka”. Ile złota położyć przy kafelku? Wbrew pozorom jest to istotne. Już piszę dlaczego.

Otóż kiedy wszyscy gracze przydzielą za swoimi zasłonkami żeton odrzucenia i złoto do wylosowanych przez siebie kafli, zasłonki idą na bok. Kafelki przy których był żeton odrzucenia wracają do worka, a reszta trafia „na rynek”. Rynek polega na tym, że każdy gracz, począwszy od pierwszego, ma prawo kupić jeden z kafelków od innego gracza. Aby to zrobić, musi ze swojego skarbca (nie ruszając złota, które położył przy swoich kafelkach) zapłacić graczowi tyle, na ile ten wycenił swój kafelek. Bierze wtedy taki kafel i odkłada go na bok, aby móc za chwilę go wybudować, a gracz, od którego kafelek był kupiony chowa otrzymaną kasę, wraz z tą, którą wcześniej przydzielił do kafelka.

Każdy z graczy ma szansę kupić jeden kafelek od innych, lub spasować, jeśli nie chce lub nie może tego zrobić. Kiedy wszyscy wykonają swoją akcję „na rynku” każdy musi zapłacić za kafle, których nikt od nich nie kupił, czyli musi odrzucić złoto jakie do nich przypisał. Następnie można już budować swoje królestwo.

Budowanie królestwa jest banalne. Trzeba po prostu dołożyć kafelek (lub kafelki) do istniejącego już terenu. Zasada jest jedna. Przylegające do siebie tereny muszą się zgadzać. Góra do góry, pole do pola, woda do wody. Co ciekawe, drogi nie muszą się ze sobą łączyć. Miłośnicy Carcassonne pewnie będą się do tego długo przyzwyczajać, ale dadzą radę. Zresztą, mimo iż nie trzeba tego robić, to jednak warto dbać o ciągłość dróg. Jeśli bowiem na kafelku, który dołożymy pojawi się ikona beczek z whisky, i będzie ona połączona drogą z naszym zamkiem, dostaniemy dodatkową kasę w fazie przychodu. A kasa jest ważna, jak już zauważyliście.

Kiedy wszyscy zbudują swoje kafle, następuje punktacja, czyli otrzymuje się punkty za określone kafle punktacji. Następnie zaczyna się kolejna tura. A tura zaczyna się od przychodu, kiedy każdy gracz dostaje pięć sztuk złota za swój zamek i jedną za każdy symbol beczek z whisky, który jest połączony drogą z jego zamkiem. Co ciekawe od trzeciej tury w fazie przychodu pojawia się mechanizm pozwalający nadgonić graczom z tyłu stawki. Otóż ci słabsi dostają określoną liczbę monet za każdego gracza, który jest przed nimi na torze punktów.

I tak się to toczy przez pięć, lub sześć rund. Losujemy kafle, wyceniamy, usuwamy, kupujemy, budujemy, punktujemy. Kto na końcu gry będzie miał tych punktów najwięcej, ten zostaje zwycięzcą.

Może to wyglądać na banalną grę, w której nie ma nad czym myśleć. Jednak to nie do końca prawda. Jest o czym pomyśleć w trakcie rozgrywki. Kombinujemy jakie kafelki wybierać, na jakie punktowanie najbardziej się nastawić. Który kafelek wywalić, żeby nie dostali go inni. Jak wycenić pozostałe kafelki, tak aby z jednej strony odstraszyć innych, a z drugiej nie zbankrutować. Ewentualnie tak, aby trochę zarobić, gdy ktoś coś od nas kupi. Kombinujemy też co gdzie położyć, kiedy już budujemy swoje królestwo. Troszczyć się o drogi, czy je zignorować? Jak rozbudować królestwo, żeby nie zblokować się w przyszłych rundach. Dodatkowo fakt losowania kafli co rundę, zmusza nas do reagowania, a niekoniecznie ułożenia i kurczowego trzymania się długofalowej strategii.

Jeśli chodzi o wykonanie, nie ma się do czego przyczepić. Z drugiej strony nie ma się też nad czym rozpływać. Porządna robota, z dość sztampowymi grafikami. Jakość komponentów jest dobra, nic nas nie rozprasza w trakcie gry.

Ogólnie Wyspa Skye to bardzo ciekawa propozycja dla ludzi, którzy lubią kafelki, układanie terenu i pewnego rodzaju „aukcje w ciemno”. Gra się dość szybko, chyba że trafimy na kogoś kto uwielbia myśleć.

Dziękujemy wydawnictwu Lacerta za udostępnienie gry do recenzji

Ocena: 7/10

Plusy:
+ układanie kafelków
+ punktacja
+ aukcjonowanie kafelków

Minusy:
- nie bardzo jest do czego się przyczepić

Wyspa Skye

Gatunek gry: ekonomiczna
Wydawca: Lacerta
Liczba graczy: 2-5 osób
Czas gry: ok. 60 min.
Dopuszczalny wiek graczy: 8+
W pudełku:
  • 1 plansza
  • 16 żetonow punktacji
  • 78 żetonow terenu
  • 1 worek
  • 5 znaczników punktacji
  • 6 żetonów odrzucenia
  • 6 parawanów
  • 1 znacznik rund
  • 1 żeton gracza rozpoczynającego
  • 73 monety
  • 1 instrukcja


blog comments powered by Disqus