„Wilkołaki” - recenzja gry karcianej

Autor: Marta Kononienko
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
5 maja 2017

Poker dla planszówkowiczów 

Początkowo gra Wilkołaki wydawała się całkiem prosta i myślałam, że jej pełne zrozumienie zajmie jakieś 5 minut. Niech jednak nie zmyli Was małe pudełko – gra jest wystarczająco skomplikowana, by grać w nią dzień i noc, i mimo to dalej się zaskakiwać.

O co chodzi?

Gracze wcielają się w mieszkańców wioski, którzy muszą odkryć, kto jest wilkołakiem i wyrzucić go ze swojego grona. Rozgrywka toczy się w nocy, natomiast w dzień zapadają najważniejsze decyzje. Gra jest połączeniem zwykłej karcianki i pokerowej strategii. Każdy jest podejrzany i do końca nie wiadomo jak zagłosuje.

Co znajdziemy w pudełku?

Pudełko Wilkołaków jest małe i bardzo ładnie wykończone. W środku znajdziemy karty i żetony do gry wykonane z grubej tektury z fajnymi ilustracjami. Oprócz tego dostajemy instrukcję w dwóch częściach. W jednej znajdziemy opis przebiegu gry, a w drugiej szczegółową charakterystykę postaci występujących na kartach.

Ilustracje na kartach są przyjemne dla oka i nieskomplikowane. Niestety, po całonocnym graniu w Wilkołaki część z kart lekko zniszczyła się na rogach, chociaż nie rzucaliśmy nimi po stole ani zbytnio ich nie nadużywaliśmy. Być może to kwestia wykonania, więc radzę je zabezpieczyć lub obchodzić się z nimi niezwykle ostrożnie.

Do gry można sobie także ściągnąć aplikację na telefon, która bardzo ułatwia rozgrywkę. Zdecydowanie polecam ją zdobyć. Jest całkowicie darmowa, a jej wykonanie jest niesamowite, o czym będę pisać w dalszej części recenzji.

Jak pozbyć się Wilkołaka?

Każdy z graczy otrzymuje losowo kartę postaci, którą w sekrecie ogląda i kładzie przed sobą zakrytą. Trzy pozostałe karty układamy na środku stołu zakryte, by utrudnić zgadywanie. Gra podzielona jest na dwie fazy. Pierwsza to noc, w trakcie której każdy gracz może wykonać określone działanie powiązane z jego kartą postaci. W każdej rozgrywce na pewno mamy 2 wilkołaki. Resztę kart możemy dobierać dowolnie, twórcy przygotowali ich kilka, ale na początek sugerują zestaw podstawowy, na który składają się takie postaci jak: Jasnowidz, Złodziej, Intrygant i Wieśniak. Kart zawsze musi być o 3 więcej niż wynosi liczba graczy, żebyśmy nie mogli do końca ustalić, co kto ma. Dla ułatwienia możemy położyć sobie obok żetony, które pokazują nam postaci będące w grze oraz kolejność, w jakiej będą wykonywać swoje akcje. Brawa dla twórców – żetony po kilku rozgrywkach okazały się istotnym elementem gry. Akcje, które mogą wykonywać postaci są bardzo proste, np. Jasnowidz może podejrzeć kartę innego gracza lub dwie karty z tych leżących na stole, a Intrygant zamienić dowolne dwie karty innych graczy. Działania są przeróżne, więc nie można narzekać na nudę.

Pomyślicie sobie zapewne teraz: „Wszystko fajnie, ale przecież będziemy widzieć, co kto robi, więc jaki jest sens tej gry?”. Otóż właśnie nie będziecie widzieć, dlatego że tura nocy rozpoczyna się od tego, że wszyscy gracze muszą zamknąć oczy. Można je otworzyć dopiero kiedy narrator gry – do którego zaraz przejdę – powie, że dana postać ma to zrobić. Tylko wtedy możecie wykonać przypisane Waszemu bohaterowi działanie. W ten sposób nikt do końca nie wie, kto był jaką postacią. Także po wszystkich przestawieniach kart i innych działaniach każdy z graczy na koniec nie wie kim się stał. Tura nocy kończy się, gdy wszyscy wykonają swoje akcje i narrator pozwoli otworzyć oczy. Wtedy rozpoczyna się dzień i gracze muszą zdecydować, kto jest wilkołakiem i powinien opuścić wioskę. Tu dopiero zaczyna się prawdziwa pokerowa rozgrywka, kiedy osoba będąca potworem musi przekonać resztę, że nim nie jest i spowodować wyrzucenie kogoś innego. Na koniec każdy głosuje, wskazując palcem kogo chce się pozbyć. Mieszkańcy wioski wygrywają, gdy wygnany zostanie przynajmniej jeden wilkołak lub gdy nikt nie jest wilkołakiem i mieszkańcy zdecydują się nikogo nie wyrzucić. Wilkołaki natomiast wygrywają, kiedy żaden z nich nie zostanie wygnany.

Problem z tą grą pojawił się już na samym początku. Jeden z graczy musi być narratorem, który powinien mówić, kto kiedy się budzi, by wykonać swoje akcje. Ciężko to jednak zrobić, jeśli gra się pierwszy raz i instrukcje trzeba czytać. A jak je czytać, skoro wszyscy – łącznie z narratorem – muszą mieć zamknięte oczy. Także samo zamknięcie oczu nic nie daje, ponieważ doskonale słychać, kto się porusza i które karty zamienia. Kiedy już prawie stwierdziliśmy, że Wilkołaki są kompletnie niegrywane z odsieczą przyszła aplikacja na telefon, którą twórcy polecają jako skuteczny poprawiacz komfortu gry. Rzeczywiście tak jest i ja również zdecydowanie ją polecam. Jest wprawdzie dostępna tylko w języku angielskim, ale całkowicie darmowa i z ogromną ilością funkcji. Działa zarówno na Androidzie, jak i na systemie iOS. Aplikacja pozwala na ustawienie narratora (do wyboru głos kobiecy i męski), który odczytuje po kolei wszystkie postaci. Sami możemy zdecydować o ilości kart, które są w grze, ale też o muzyce w tle (do wyboru horror, spaghetti western, disco – dla każdego coś dobrego) oraz czasie na zastanowienie i wykonanie swoich akcji. Dodatkowo od czasu do czasu narrator rzuca kilkoma żartami, polecam się dokładnie wsłuchiwać w to, co mówi. Aplikacja zdecydowanie ułatwia rozgrywkę i trochę eliminuje problem hałasowania. My jednak woleliśmy sobie dodatkowo lekko przytkać uszy i dopiero wtedy odkryliśmy geniusz Wilkołaków.

Gra wymaga od graczy dużego skupienia i wymyślenia skutecznej strategii. Jedna rozgrywka nie trwa długo (około 10 minut), ale ile się trzeba natrudzić, żeby wywnioskować, co się stało w trakcie pierwszej tury! Odkrycie blefu nie jest takie łatwe, jakby się mogło początkowo wydawać. Bardzo na plus działa także ilość kart postaci, które można dowolnie wymieniać, wprowadzając dodatkowe elementy do już trudnej gry. W Wilkołaki można grać wielokrotnie, a za każdym razem rozgrywka będzie inna. Im więcej z Was potrafi zachować kamienną twarz, tym lepiej.

Czy warto kupić?

Koszt gry waha się od 60 do 75 złotych. Moim zdaniem to stanowczo za dużo, jak za tego rodzaju grę. Zawiera ona mało elementów, które nie są najwyższej jakości. Jest raczej warta około 40-50 złotych. Można w nią grać w grupie od 3 do 10 osób, więc świetnie sprawdzi się na imprezach oraz w charakterze prezentu. Na pewno nie odstawicie jej po jednej rozgrywce, więc może warto zainwestować, by mieć ją w swoim domu.

Podsumowanie

Wilkołaki są grą niezwykle wciągającą i wymagającą ruszenia głową. Warto wspomnieć, że jednym z twórców gry jest znany z Suburbii i Zamków Szalonego Króla Ludwika Ted Alspach. Jeśli lubicie tamte gry – tę na pewno również pokochacie. Jeśli nie znacie działalności pana Alspacha, to warto poznać i zacząć od Wilkołaków. Gra nadaje się na zarówno na imprezę, jak i grę w domowym zaciszu. Koniecznie z aplikacją!

Wilkołaki

Premiera gry: 8 maj 2017
Gatunek gry: towarzyska
Wydawca: Lacerta
Liczba graczy: 3-10 osób
Czas gry: ok. 10 minut
Dopuszczalny wiek graczy: od 8 lat
W pudełku:
  • 16 kafli postaci
  • 16 żetonów postaci
  • instrukcja
  • dokładny opis postaci
Cena sugerowana producenta: 74,95


blog comments powered by Disqus