Relacja z rozgrywki

Autor: Clagus
26 maja 2007

Dzisiaj w szranki stanęli na przeciw siebie Leszek i Leszek (Leo i Clagus) a pomiędzy nimi znalazła się plansza do War of the Ring. Po losowaniu koronę władcy ciemności założył bardziej doświadczony gracz, a kontrolę nad wolnymi ludami przejął ambitny młodzieniec.

Plansza została rozłożona, figurki ustawione, żetony porozdzielane a kostki przydzielone i zaczęła się rozgrywka! Najsampierw inicjatywę przejął książę zła. Zwerbował on sługę - Sarumana, który przeprowadził podstępny i zdradziecki atak na swoich sąsiadów z Rohanu. Spowodowało to totalne rozbicie oddziałów stacjonujących przy brodach na Isenie. W tym czasie od drużyny pierścienia odłączył się Gandalf, Obieżyświat i Meriadok. Pierwsi dwaj ruszyli pośpiesznie na południe zatrzymując się na wysokości Orthanku. Natomiast Meriadok zwrócił się na zachód i z okrzykiem(Gore! Gore! Wróg!) wkroczył do Bree mobilizując plemiona północy do wojny. Jak się miało później okazać, to z pozoru nic nie znaczące królestwo, odegrało kluczową rolę w Wojnie o Sródziemie...

Wracając jednak do głównego nurtu... Władca ciemności nie przejął się specjalnie wybuchem na odległej północy i skupił się na niszczeniu Rohanu. Lud tego kraju, tak mocno osłabiony przez nagły atak, ledwo zdołał zebrać resztki swoich wojów i schronić się w Helmowym Jarze...
Mimo pomocy Gandalfa Białego i ataku entów na Orthank nie udało się Rohirrimom powstrzymać szaleństwa Białej Dłoni. Gandalf i Theoden zginęli, a starożytna twierdza padła. Po niej upadło Edoras, a Sarumańska horda w swoim niepowstrzymanym pędzie dotarła w końcu aż pod Minas Tirith...

Pewnie chcecie wiedzieć co uruk-hai ujrzeli dochodząc do stolicy Gondoru?

Cofnijmy się kilka kości akcji do tyłu... otóż w międzyczasie Aragorn przedostał się do Dol Amroth. Tam założył koronę króla i pognał dalej, aż do Pelagiru. Czarny Władca widząc to okropnie się rozgniewał i rzucił swoją hordę z Mordoru aby zgnieść potomka Isildura... Ten wyszedł mu na przeciwko zbierając sporą armię w Osgilliath. Sauronleo dał się sprowokować i rozkazał atak na umocniony bród. Jednak przechodząc przez południowe Ithilien wpadł w pułapkę zastawioną przez Faramira. Ten mężny kapitan Gondoru wyrządził sporą krzywdę oddziałom z Minas Morgul, a sam wycofał się do fortyfikacji na Anduinie, jeszcze bardziej wzmacniając garnizon Osgilliath. Widząc, że jedna armia nie wystarczy, mroczny pan wezwał na pomoc bestie z południa. Haradrimowie korzystając z pomocy korsarzy z Umbaru desantowali się w Pelagirze. Dzielny pojedynczy oddział tego miasta wytrzymał pierwszą falę najeźdźców zadając również straty wrogowi. Mimo to wobec miażdżącej przewagi liczebnej wroga musiał opuścić pozycje i wycofać się na zachód w stronę Dol Amroth. Aragorn dostrzegając manewr taktyczny wroga ,który wkroczył z flanki do Lamedonu graniczącego z prawie pustą Minas Tirith, postanowił wycofa... znaczy się... zająć z góry ustalone pozycje w stolicy Gondoru . W Osgilliath pozostały tylko 2 oddziały ochotników. Gdy król Aragorn powrócił do stolicy wielu wspaniałych żołnierzy przybyło aby walczyć za kraj, wzmacniając tym samym garnizon Minas Tirith.

To właśnie ujrzała horda Sarumana dochodząc do północnej granicy Pól Pellenoru... Ze wschodu armię Mordoru zdobywającą właśnie brody w Osgilliath, a z południa nacierającą armię Haradu.

Myślicie sobie teraz: ha! Więc Minas Tirith upadło, a Gondor pogrążył się w chaosie zagłady! Otóż nic z tych rzeczy! Warto wspomnieć, że Minas Tirith do końca gry nie została nawet oblężona! Mało tego... Pelagir został odbity przez dzielnych ochotników, których Aragorn pozostawił do strzeżenia brodów. Jak? Otóż po wytrzymaniu pierwszego szturmu i poniesieniu strat w wysokości połowy ludzi(zadając wrogowi dwukrotnie większe straty!) załoga Osgilliath wykonała manewr taktyczny(nie wcale nie uciekła!) zachodząc armię Haradu od zaplecza. Tak, zgrupowani w jeden oddział ludzie, przejęli kontrolę nad pozostawionym bez straży miastem Pelagir.

Wielki Władca Ciemności nie popełnił drugi raz tego błędu i od tej pory zawsze strzegł swoich zdobyczy...

Podczas gdy 3 armie rozłożyły się obozem wokół Minas Tirith(nie oblegając jej na razie) dzielna drużyna ruszyła wraz z Frodem w stronę Mordoru.

Pat na froncie w Gondorze i poruszenie drużyny odwróciło uwagę Wielkiego Oka w stronę północnych krain. Nakazał więc on wielu królom którzy oddali mu się na usługi aby ruszyli wraz z armiami w stronę samotnej góry.

Ale uwaga! jak sobie pewnie przypominacie, ludy północy przystąpiły do wojny już na początku kampanii. To dało im dużo czasu na zebranie sił potrzebnych do obrony królestwa spod góry. Tak więc się stało, że wielka armia Easterlingów starła się w epickim boju z armią króla Branda. Mimo wielkich wysiłków taktycznych i wykorzystywaniu wielu atutów bojowych, król Brand zginął... ale zginął mężnie! Gdy kurz wzniecony przez walczących opadł, oczom zbierających się już sępów, ukazała się wspaniała perspektywa... tysiące nieruchomych, krwistych, pysznych i świeżych trupów. Nieliczni Easterlingowie, którzy wciąż żyli, sformowali jedyny oddział, który przetrwał bitwę. Tak oto wielka armia ze wschodu została zatrzymana za cenę śmierci nielicznych, ale walecznych ludzi z Dale.

Widząc ogromną klęskę swoich sprzymierzeńców, Władca Ciemności nakazał swoim świeżo zwerbowanym oddziałom z Dol Guldur(z Mrocznej Puszczy) frontalny atak na słabo bronioną dziedzinę elfów w Woodland Realm. Elfowie niestety nie byli przygotowani na wojnę i ich forteca padła stosunkowo szybko.
Mimo dwóch wielkich bitew, przegranych przez wolne ludy, sytuacja nie stała się przegrana. Trudności na froncie bowiem, odciągnęły uwagę Saurona na tyle długo aby Frodo mógł przebyć w ukryciu długą drogę. Dzięki temu, podczas gdy gród elfów został splądrowany, a Dale zniszczone, Frodo znalazł się w pobliżu wejścia do Mordoru.

W tym momencie zmagań rozpoczął się największy i najbardziej emocjonujący wyścig. Władca Ciemności był już naprawdę bliski złamania oporu wojsk wolnych ludów, a z kolei Frodo był już o krok od szczelin zagłady. Emocje zwiększyły się jeszcze bardziej kiedy to drużyna pierścienia zadeklarowała, iż weszła do Mordoru, a Mroczny Władca wysłał swego sługę - Czarnoksiężnika z Angmaru - do swojej ojczyzny, rozkazał mu zwerbować armię i nakazał wymarsz na Bree i Shire!

Od tej pory liczyła się każda kość i każda zagrana karta. Najpierw marsz oddziałów Saurona spowolnił Tom Bombadil. Nie trwało to jednak długo. Mroczna potęga Przywódcy Nazguli złamała ten opór. Armia z Angmaru zbliżyła się do Bree. Dzielny Meriadok wykonał jednak błyskawiczny manewr i zmuszając oddziały z Bree do długiego marszu, przybył do Shire gdzie ufortyfikował pozycje werbując hobbitów (Swords of Eriador). Mroczny Władca wzmocnił więc swoje siły Trollami i dzikimi ludźmi z okolic, i tak powiększoną armią natarł na Meriadoca.

W tym czasie Frodo wytrwale zmierzał do góry Orodruiny - góry Przeznaczenia. Nim jednak przebył połowę drogi przez popioły Gorgoroth Armia dowodzona przez Czarnoksiężnika i dwóch innych Nazguli natarła na Shire...

Walka była ostra i pełna okrzyków znad planszy (kto był w sali ten słyszał). Szturm rozpoczął się korzystnie dla oddziałów zła. Zdobycie murów przypłacili co prawda stratami, ale sami również zadali znaczące straty armii wolnych ludów. Dalej wydarzenia potoczyły się szybko i dramatycznie. Otóż ludzie odkryli w sobie drugie siły, a na dodatek mieli lepszą znajomość terenu, więc gdy siły ciemności wdarły się do Shire, armia dowodzona przez Meriadoca zaskoczyła ich i zadała porażające straty. Szale wyrównały się. Król Upiorów postanowił więc sam stanąć na czele szturmu. Meriadoc zaś stanął na czele pozostałych oddziałów hobbitów i ludzi. Tak ten mały i niepozorny hobbit starł się w epickim pojedynku z najpotężniejszym sługą Władcy Ciemności...

Oczekujecie happy endu? Wierzycie w heroizm i bajki o herosach?

Spójrzmy prawdzie w oczy... hobbit nie miał szans. Po krótkiej i nierównej walce, wielka buława Czarnoksiężnika, zmiażdżyła delikatne ciało Meriadoca.

Nie proszę! Nie płaczcie! Posłuchajcie dalej! Jego śmierć nie była nadaremna!

W hobbitów, widzących śmierć swojego lidera, wstąpił istny demon walki. Nim król upiorów zdołał zdrapać szczątki bohatera ze swojej broni, jego armia przestała istnieć, a ostatni oddział właśnie uciekał z pola bitwy. Za nim z okrzykami plugawymi niczym sam język Mordoru pędziły bojowe oddziały z Shire. W obliczu tak totalnie zaskakującej i zwalającej na kolana klęski... zaczęliśmy się wraz z Leo, donośnie śmiać nad planszą.

Gdy byliśmy w stanie wrócić do rozgrywki sprawa była już przesądzona. Armia ciemności na północnym zachodzie została rozbita. Armię na północnym wschodzie zatrzymały w patowym oblężeniu siły krasnoludów dowodzone przez Boromira, który odłączył się od drużyny tuż przed jej wejściem do Mordoru. Z kolei horda pod Minas Tirith w patowej sytuacji stacjonowała wciąż wokół twierdzy.

Tak powstrzymane ataki zaprzątnęły całe myśli Wielkiego Oka. Korzystając więc z pomocy magicznego flakoniku Galadrieli Frodo dotarł do szczelin zagłady(z wyzerowaną deprawacją!) i cisnął Jedyny Pierścień w ogień.

Nie trzeba chyba rozpisywać się nad tym co się stało dalej?

Nie wiecie?

Na prawdę się nie domyślacie?

No dobrze powiem wam...

Otóż Aragorn... wraz z resztą figurek trafił do siatki, żetony wpadły do pudełka, a złożoną planszę z resztą elementów schowaliśmy do pudełka od gry.

I tak, uściskiem dłoni, w tym wczorajszym upale, zakończyła się rozgrywka. Naprawdę bardzo bliski zwycięstwa Leo przegrał minimalnie, dzięki rzutowi na taśmę moich postaci. Mam nadzieję, że gra pozostawiła pozytywne odczucia. Ja na pewno wspominać ją będę bardzo przyjemnie.


Tekst pochodzi z Forum Strategie.

War of the Ring

Gatunek gry: strategiczna
Wydawca: Fantasy Flight Games
Liczba graczy: 2-4 osoby
Czas gry: ok. 120 minut
Dopuszczalny wiek graczy: od 12 lat
W pudełku:
  • duża, kolorowa mapa o wymiarach 68cm na 104cm
  • ponad 200 plastikowych figurek - armie i bohaterów
  • ponad 100 kart wydażeń i postaci
  • 135 znaczników
  • 20 kostek
  • instrukcja w języku angielskim
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus