Tikal - recenzja gry

Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
27 lipca 2015

Na rynku gier planszowych pojawia się coraz więcej nowych tytułów. Pogoń za nowościami wydaje się nie mieć końca. Ale od czasu do czasu na półki sklepowe trafiają kilkunastoletnie perełki w nowych odsłonach. Tak stało się niedawno dzięki wydawnictwu Egmont, które wydało polską wersję gry Tikal.

Tikal, to hit autorstwa Michaela Kieslinga i Wolfganga Kramera, który po raz pierwszy ujrzał światło dzienne w 1999 roku. Dobrze widzicie. Ta gra ma już szesnaście lat. Zaraz po wydaniu Tikal zyskał wielkie uznanie, co zaowocowało nagrodami Deutscher Spiele Preis Best Family/Adult Game Winner i Spiel des Jahres w 1999, a także International Gamers Awards - General Strategy; Multi-player w roku 2000. Czy upływający czas był dla niej łaskawy? Odpowiem Wam na to pytanie, jak tylko napiszę jak się gra w Tikal.

Gra opowiada o zmaganiach kilku grup badaczy w amazońskiej dżungli. Badacze, jak to badacze szukają starożytnych świątyń, skarbów i innych takich rzeczy. Tura każdego z graczy składa się z dwóch faz. Najpierw mamy fazę eksploracji. Gracz bierze kafelek terenu ze stosu i układa go na planszy, pilnując wszelkich zasad dotyczących układania nowych kafelków. Wiecie, takie tam rzeczy, że musi być obok innego kafelka i musi być do niego dojście. Standardzik. Owe kafelki mogą przedstawiać kilka różnych rzeczy. Może to być pusty teren, może to być starożytna świątynia, albo miejscówka ze skarbem. Czasem trafi się też wulkan, który pełni specjalną rolę, ale do niej jeszcze wrócę.

Następnie jest faza akcji. W tej fazie gracz ma do dyspozycji dziesięć punktów akcji, które może wydać na wykonywanie…no cóż…akcji. Możliwości jest sporo. Można poruszać swoich archeologów, budować nowe obozy, wystawiać na planszę kolejnych badaczy, odkopywać nowe poziomy napotkanych świątyń, czy zbierać skarby. Każda akcja ma swój koszt, więc kluczem jest odpowiednie wydawanie tych dziesięciu punktów w swojej turze.

Celem gry jest oczywiście posiadanie jak największej liczby punktów na końcu. A za co i jak zdobywa się te punkty? To dość proste i jednocześnie bardzo ciekawe.

Punkty zdobywa się za kontrolowane świątynie i posiadane skarby. Każda kontrolowana przez gracza świątynia warta jest tyle punktów ile widnieje na jej najwyższym odkrytym poziomie. Kontrola świątyni, oznacza, że gracz ma na jej terenie najwięcej członków ekspedycji. Skarby z kolei punktowane są w zestawach. Im więcej skarbów danego rodzaju ma gracz, tym więcej punktów za taki zestaw dostaje.

Sposób punktacji jest całkiem ciekawy. Liczenie punktów ma miejsce cztery razy w ciągu rozgrywki. Trzy razy, kiedy gracze odkryją kafelek wulkanu podczas dociągania kafelków terenu w fazie eksploracji (są dokładnie trzy kafelki z wulkanem) i na końcu gry (gdy wyczerpią się wszystkie kafle terenu). Gracz, który uruchomił fazę punktowania wykonuje swoje akcje wydając 10 punktów, a następnie liczy własne punkty bazując na obecnej sytuacji na planszy i na tym co w tym momencie posiada. Następnie kolejny gracz wykonuje akcje wydając swoje 10 punktów (bez fazy eksploracji) i liczy swoje punkty bazując na tym co ma i co dzieje się na planszy. Następnie to samo robi kolejny gracz, i kolejny. Gdy kółko się zamknie i dotrzemy do gracz, który „uruchomił” punktowanie, kładzie on kafelek wulkanu na mapie i wykonuje swoją normalną turę. Po czym gra jest kontynuowana w normalny sposób. O ile oczywiście nie jest to punktowanie kończące grę.

Gra zawiera też wariant zaawansowany, w którym gracze nie wykonują swoich tur w ustalonej kolejności, a licytują się o to. W tym wariancie, każdy zaczyna z dwudziestoma punktami zwycięstwa, bo to właśnie te punkty są walutą, która jest używana w trakcie licytacji. Na stół wykłada się pierwsze kafelki terenu w liczbie równiej liczbie graczy. Następnie gracze zaczynają licytować przywilej bycia pierwszym w wyborze kafelka i wykonania swojej tury. Gracz, który wygra tę licytację, wybiera kafelek terenu i wykonuje swoją turę. Jeśli wybierze kafelek wulkanu, uruchamiana jest standardowa tura punktowania.

Gdy pierwszy gracz skończy swoją turę, pozostali rozpoczynają licytację o prawo bycia drugim. Potem o prawo bycia trzecim. Ostatni gracz nie musi nic licytować i wykonuje swoją turę za darmo.

Ten wariant daje nieco więcej kontroli nad tym co dzieje się na planszy i jest bardzo ciekawym doświadczeniem. Jeśli ogracie Tikala na podstawowym poziomie, to zachęcam do wypróbowania tej modyfikacji.

Nie będę owijał w bawełnę. Odpowiedź na zadane na początku tej recenzji pytanie brzmi „Zdecydowanie tak”. Gra nie zestarzała się ani trochę. W żadnym momencie zabawy nie czułem, że to co robię trąci myszką. Mechanika jest świetna i działa jak w zegarku. Wydawanie punktów, na wykonywanie akcji jest kapitalne. System punktowania, w którym każdy gracz tuż przed podliczeniem punktów ma szansę na poprawę swojej sytuacji, lub całkowite odcięcie przeciwnika jest bardzo przyjemny. Dodaje smaczku całej grze. Dwa warianty sprawiają, że gra działa świetnie jako tytuł dla rodziny, ale i dla wyjadaczy.

Nowe wydanie jest bardzo ładne. W zasadzie nie ma się do czego przyczepić, choć ja dwie takie rzeczy znalazłem.

Pierwsza, to oczywiście kwestia gustu. Na pudełku pierwszych wydań Tikala widniała wielka aztecka maska. Podobne pojawiły się na pudełkach gier Mexica i Java, przez co gry te zostały nazwane Trylogią Maski. Wydanie od Egmontu już niestety tej maski nie ma (to znaczy gdzieś tam w kącie okładki leży jakaś maska), co w jakiś sposób zrywa z tradycją. Trochę to boli, choć nowa okładka jest naprawdę ładna i klimatyczna.

Druga rzecz dotyczy jakości komponentów, a konkretnie planszy. Po wyjęciu z pudełka, okazało się, że plansza jest nieco powyginana na łączeniach. Zawsze „naprawiam to” w taki sposób, że po rozłożeniu, lekko „przeginam” planszę wbrew kierunkowi w jakim powinna być złożona. Zawsze działało to bez pudła. Niestety kiedyś musiał nadejść moment, w którym przestało to działać i to w spektakularny sposób. Plansza po prostu się rozdarła po lekkim nacisku i jej ćwiartka została mi w dłoni. Po bliższym badaniu okazało się, że tektura w miejscu łączenia była bardzo cienka i chyba dość kiepskiej jakości. Smutne to, a dla mnie tragiczne.

Poza tymi dwiema rzeczami nie mam do Tikala zastrzeżeń. Polecam tę grę każdemu, kto interesuje się grami planszowymi, albo dopiero ma zamiar się zainteresować. To będą na pewno dobrze wydane pieniądze.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska, za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji

Ocena: 8,5/10

Plusy:
+ proste zasady
+ dwa tryby
+ można pogłówkować
+ świetnie wygląda
+ nie zestarzała się

Minusy:
- słaba jakość niektórych elementów
- szkoda maski z pudełka

Tikal

Gatunek gry: strategiczna
Wydawca: Egmont Polska
Liczba graczy: 2-4 osoby
Czas gry: ok. 120 min.
Dopuszczalny wiek graczy: 10+


blog comments powered by Disqus