Recenzja gry "Wsiąść do pociągu: Europa"

Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
Korekta: RAJ
29 lipca 2007

Podobno kiedy ojciec kupuje dziecku zabawkę, to przede wszystkim patrzy na swoje zachcianki, czyli na fakt, czy sam chętnie się nią pobawi. Wydawało mi się to okrutnie głupim stwierdzeniem, do momentu, kiedy nie naszła mnie chęć posiadania gry Wsiąść do pociągu: Europa. Oczywiście nie dla siebie, ale dla mojej córki.

Tak się bowiem złożyło, że pierwszy raz ową grę poznałem na organizowanym w Gdańsku Dniu Dziecka z grami planszowymi. Byłem tam z moim siedmioletnim wówczas dziecięciem i zauważyłem, że układanie kolorowych wagoników przypadło córce do gustu. Mnie oczywiście też, ale łatwiej wytłumaczyć nową grę w domu, tym, że kupiło się ją dla dziecka. No ale dość tych dygresji, przejdźmy do meritum.

Wsiąść do pociągu: Europa, to polska wersja znanej i lubianej gry Ticket to Ride: Europe (która z kolei jest rozwinięciem światowego hitu Ticket to Ride). Polska wersja brzmi dumnie, jednak cała „polskość” sprowadza się do przetłumaczonej instrukcji, gdyż sama gra jest całkowicie niezależna językowo. Elementy jakimi gracze posługują się w trakcie rozgrywki nie mają na sobie żadnych napisów, do których trzeba by było znać jakiś konkretny język. Mimo wszystko jednak polska wersja dzięki Rebelowi powstała i teraz można się cieszyć ładną kolorową i oryginalną polską instrukcją, a nie kilkoma kartkami z dokumentu Word (choć w żaden sposób takie instrukcje nie są gorsze od tych oryginalnych – chodzi o różnice merytoryczne).

O co chodzi w grze? Najprościej rzecz ujmując, chodzi o zbudowanie połączeń kolejowych między miastami na planszy. Plansza przedstawia Europę z roku 1900. Znajdziemy na niej również nasze dwa miasta, Gdańsk (w grze Danzig) i Warszawę (w grze Warszawa). Ponadto dane nam będzie zahaczyć o Niemcy, Francję, Grecję, Rosję, Hiszpanię, Włochy, Anglię i kilka innych państw. Pomiędzy miastami na planszy zostały poprowadzone kolorowe linie kolejowe o różnej długości, które gracze muszą wypełniać swoimi pociągami. Wypełnianie owo jest w teorii dość proste. Wystarczy zapłacić za ustawienie swojego pociągu na danej trasie. Płaci się kolorowymi kartami wagonów, które ciągnie się ze specjalnej talii w trakcie rozgrywki. Ot i tyle. Proste, łatwe i przyjemne. No może nie do końca łatwe.

Jakie trudności kryją się w tym radosnym scenariuszu? Najważniejsza to fakt, że gracz nie wymyśla sobie sam, które miasta chce połączyć. Dowiaduje się tego ze specjalnych biletów, które otrzymuje się na początku rozgrywki, a także w jej trakcie. Każdy bilet określa dwa miasta, które należy połączyć. Przebieg połączenia może być dowolny, jednak aby było ono zaliczone, na koniec gry od jednego miasta do drugiego, musi biec nieprzerwany ciąg wagoników danego gracza. Na szczęście gracz nie jest nigdy do końca skazany na otrzymane bilety. Ma możliwość odrzucenia tych, które mu się nie podobają, lub których nie będzie w stanie zrealizować. Nie może jednak odrzucać wszystkich, coś musi sobie zawsze zostawić. Każda trasa z biletu ma wartość punktową. Im dłuższa, tym oczywiście droższa. Jeśli po zakończeniu rozgrywki graczowi udało się połączyć miasta, otrzymuje on punkty, jeśli jednak nie udało się tego dokonać, punkty są odejmowane. Jak więc widać pierwszym kluczem do sukcesu jest odpowiednie żonglowanie biletami, choć element szczęścia przy ich losowaniu też niewątpliwie jest potrzebny.

Druga sprawa, to długość linii kolejowych. Każda zbudowana przez gracza linia jest warta określoną liczbę punktów. Im więcej wagoników wchodzi w jej skład, tym więcej punktów się z nią dostaje. Widać więc, że planując trasę między miastami należy brać też pod uwagę i ten czynnik. Nie wolno się jednak zapędzać. Każdy gracz dysponuje skończoną liczbą wagoników do ustawienia na planszy. Łatwo można się przeliczyć pod koniec rozgrywki i zamiast dostać punkty za bilet, można je stracić, bo do zamknięcia trasy zabrakło jednego pionka w puli. Z drugiej jednak strony właściciel najdłuższej trasy, dostaje na finiszu dodatkowe punkty. Jest więc o co walczyć.

Jest jeszcze jedna sprawa „taktyczna”, o której bywa głośno wśród graczy całej serii Ticket to Ride. Chodzi o blokowanie ruchu przeciwnika. Wystarczy bowiem odgadnąć jaką trasę buduje przeciwnik, a następnie ustawić własne wagoniki w jakimś kluczowym jej punkcie, zmuszając gracza do zbudowania długiego objazdu, lub definitywnie blokując dostęp do konkretnego miasta. Wielu graczy jest oburzonych, gdy przeciwnicy ich blokują w taki sposób. Słyszy się głosy, że takie zagrania są nie fair i skutecznie niszczą radość płynącą z gry. Po drugiej stronie barykady są osoby, dla których jest to naturalny element walki o punkty i zwycięstwo, a dodatkowo element, który jest ciężko dobrze zastosować. Jak to napisał jeden z użytkowników na forum o grach planszowych „Dobre blokowanie jest sztuką i buntują się tylko ci, którzy nie umieją tego robić.” Jak należy traktować blokowanie? To każdy z graczy musi osądzić sam.

We Wsiąść do pociągu: Europa wprowadzono dwa nowe elementy do gry. Są to tunele i dworce. Tunele ciężej zbudować, gdyż po zapłaceniu podstawowej liczby wagonów, gracz musi jeszcze pociągnąć dodatkowe karty, aby zobaczyć, czy nie będzie zmuszony dopłacić za budowę. Natomiast dworce są elementem, który w pewien sposób łagodzi efekty blokowania. Dworzec zbudowany w mieście pozwala jego właścicielowi na skorzystanie z jednej konkretnej trasy innego gracza, która wychodzi z owego miasta. Aby jednak nie stały się one czymś co wystawia się bez zastanowienia, została wprowadzona zasada, że każdy niewykorzystany dworzec na koniec gry jest wart 4 punkty.

Warto wspomnieć o wykonaniu samej gry. Twórcą i wydawcą jest firma Days of Wonder, co już daje ogólny pogląd na to co kryje się w pudełku. A tam, bardzo ładna plansza, kolorowe karty z wagonikami i biletami. Na każdym wagoniku fajny rysunek, który nawet jakoś tam współgra z kolorem karty. Do tego zestaw plastikowych wagoników dla każdego gracza (po 45 sztuk, plus kilka dodatkowych – bardzo miła sprawa). No i jeszcze drewniane znaczniki punktowe. Całość porządnie wykonana i sprawia naprawdę pozytywne wrażenie. Polskim dystrybutorem i tłumaczem jest jak już wcześniej nadmieniłem Rebel.

Reasumując, muszę powiedzieć, że w moim domu Wsiąść do pociągu: Europa jest hitem. Moja córka jest grą zachwycona, wciągnął się też szwagier i teraz dziennie gramy przynajmniej dwie partyjki w trzy osoby, a nie wiem co tam się dzieje, kiedy siedzę w pracy. Moje dziecko wciągnęło w zabawę swoją o miesiąc starszą ciocię (powiązania rodzinne to ciekawa rzecz). Zostało jeszcze nauczyć grać moją żonę i będzie ciekawie. Szwagier zapalił się do gry tak bardzo, że rozważa zakup innej wersji, aby móc też pograć na innej mapie. Innymi słowy, Wsiąść do pociągu: Europa to rewelacyjna gra dla każdego. Rewelacyjny sposób, aby pokazać „niewiernym” świat planszówek. Gra, w którą szybko i łatwo można wciągnąć całą rodzinę. Zwłaszcza, że jedna partia nie trwa długo, trzeba się nastawić na maksymalnie godzinę grania, ale to raczej rzadkość. Pokażcie tę grę rodzinie, a potem jest już z górki.

Ocena końcowa: 8/10

Plusy:
+ jakość wykonania
+ proste zasady
+ szybka rozgrywka
+ dla wszystkich
+ jest ta odrobina taktyki

Minusy
- kiedyś pewnie ta sama mapa i bilety zaczną się nudzić

Ticket to Ride: Europe

Gatunek gry: ekonomiczna
Wydawca: Days of Wonder
Liczba graczy: 2-5 osób
Czas gry: ok 30-60 minut
Dopuszczalny wiek graczy: od 8 lat
W pudełku:
  • plansza przedstawiająca mapę Europy z roku 1900
  • 240 kolorowych figurek wagonów
  • 15 kolorowych figurek dworców
  • 10 kart pociągów
  • 46 kart biletów
  • 5 drewnianych znaczników punktacji
  • instrukcja po polsku
  • numer dostępu Days of Wonder
Cena sugerowana producenta: 149,95 zł


blog comments powered by Disqus