Terror in Meeple city - recenzja gry

Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
23 listopada 2014

Kiedy oglądałem filmy o Godzilli zawsze lubiłem oglądać sceny, w których król potworów niszczy Tokio. Albo inne miasto, w którym się akurat znalazł. Zastanawiałem się wtedy ile ofiar pochłonął przemarsz jaszczura między budynkami, nie mówiąc już o walce z innymi monstrami. Oczywiście były to w razie czego ofiary przypadkowe, ale kiedy patrzyłem na uciekających przed zniszczeniem mieszkańców, uznawałem, że Godzilla nie miałby (a może „miałaby”) żadnego problemu z ich wyłapaniem i skonsumowaniem.

Problemy związane z tymi pytaniami zostały zaadresowane w grze Rampage, którą zaprojektowali Antoine Bauza i Ludovic Maublanc. Gra została wydana w roku 2013, ale w 2014 pojawiło się nowe wydanie ze zmienionym tytułem. Teraz gra nazywa się Terror in Meeple City.

Terror in Meeple City, to gra o potworach, które wpadają do małego spokojnego miasteczka i robią ogólną rozwałkę. Niszczą budynki, rzucają samochodami, biją się między sobą i pożerają ludzi. Tak, dobrze czytacie. Pożerają ludzi. Biznesmenów, żołnierzy, reporterów, superbohaterów, a nawet urocze blondynki i staruszków. Wygląda na dość ciężki temat jak na grę dla ośmiolatków.

Czy jednak na pewno taki ciężki? Zobaczmy.

Gracze wcielają się w smokopodobne potwory, szalejące w mieście. Miasto składa się z kilku trzypiętrowych budynków i stadionu. Wszystkie budowle, opierają się na sile mieszkańców. I to dosłownie, bo kafelki pięter, są po prostu ustawiane na drewnianych figurkach mieszkańców. W takim otoczeniu potwory będą szalały, niosąc zniszczenie i rujnując firmy ubezpieczeniowe.

Każdy potwór dostaje na początku kartę osobowości, kartę mocy i kartę super mocy. Pierwsze dwie są jawne, trzecia tajna. Osobowość pokazuje graczowi, za co dostanie on na końcu gry dodatkowe punkty. Moc, pozwala na wykonywanie niektórych akcji dostępnych w grze, nieco lepiej, w bardziej uprzywilejowany sposób. Natomiast super moc, może być użyta tylko raz i zwykle służy do pokrzyżowania planów przeciwnikom, albo do zyskania sporej przewagi dla naszego monstrum.

Gra jest podzielona na tury. W każdej turze, gracze mają do wykonania dwie akcje. Mogą się poruszać, niszczyć budynki, ziać ogniem (albo po prostu mocno nieświeżym oddechem), czy rzucać samochodami. Ciekawe jest jednak to, że Terror in Meeple City, to gra zręcznościowa. Gracze będą więc to robić „fizycznie”, a nie zagrywając karty, czy używając umiejętności. Aby się poruszyć trzeba pstryknąć w drewniany dysk będący nogami naszego smoka. Aby zniszczyć budynek, należy zrzucić nań naszego potwora z pewnej wysokości. Rzucenie samochodem wymaga postawienia go na głowie naszej figurki i wypstryknięcie go w kierunku celu. A żeby zionąć, trzeba oprzeć brodę na naszym potworze i dmuchać w cel.

I ta właśnie informacja powinna Wam powiedzieć jaka to gra. Tu nie chodzi o planowanie, taktykę, czy kombinowanie. W Terror in Meeple City po prostu pstrykamy, staramy się rozwalić budynki i powalić przeciwników.

No dobra, trochę przesadziłem. Jest pewna doza planowania. Na końcu każdej swojej tury możemy zjeść odpowiednią liczbę mieszkańców, którzy pechowo (pechowo dla nich) znaleźli się w tej samej dzielnicy, co nasz smok. Zjedzeni ludzie przekładają się na punkty, jednak nie bezpośrednio. Liczy się bowiem nie suma zeżartych ludzi, a jakość. Punktowane są tylko pełne zestawy mieszkańców, czyli po jednym żołnierzu, biznesmenie, staruszku, reporterze, bohaterze i blondynce. Dlatego nie wcinamy jak popadnie, choć czasem ma to swoje plusy, ale starannie wybieramy posiłki. Oczywiście trzeba mieć na względzie fakt, że czasem wrogi potwór będzie w stanie wyciągnąć nam z żołądka jakieś ofiary, albo stracimy je z uwagi na uciekinierów z miasta, więc tym bardziej odpowiednia kompozycja diety bywa wskazana.

Na szczęście nie trzeba się tak ograniczać przy konsumpcji budynków. Każde zeżarte piętro, to punkt, więc im więcej tym lepiej.

Gra kończy się gdy na planszy nie ma już budynków, lub gdy w jednym z wariantów, z miasta ucieknie zbyt wiele osób – w praktyce oznacza to zbyt wiele figurek mieszkańców, które wylądowały w wyniku naszych akcji poza planszą.

I to tyle. Terror in Meeple City, to nieco głupkowaty, ale niesamowicie satysfakcjonujący i zabawny festiwal pstrykania, dmuchania i rozwalania dziwnych budowli. Jest przy nim mnóstwo śmiechu i zabawy. I to się tu liczy najbardziej.

Gra ma oczywiście kilka wad.

Jedną z nich jest samo jej rozkładanie. Ustawianie kolejnych pięter budynków, na pionkach, które stoją na poprzednim piętrze jest dość ciężkim wyzwaniem dla niektórych. Jeśli trzęsą Ci się ręce, to może lepiej poprosić kogoś innego. Przypomina to trochę ustawianie domina. Jest to dość męczące, ale jak ma się dzieci, to one z chęcią to zrobią same. Przetestowane w warunkach bojowych.

Druga sprawa, to wstępne przygotowanie do używania. W grze dostajemy masę świetnego drewna. Stertę meepli, smoki, ich nogi, samochody. Ale do tego całego drewna dostajemy jeszcze dwie tony naklejek. O ile oklejenie smoków, czy samochodów jest proste, to zabawa z mieszkańcami potrafi zabić. Licząc skromnie jest tam do przyklejenia około 180 naklejek na meeple. Masakra. Ale tu znowu z pomocą przychodzą dzieci. One z chęcią zrobią to same i nawet podziękują, że się im pozwoliło. Dobrze, że mam dwójkę.

Ja miałem tez problem z przygotowaniem planszy. Trzeba do niej przylepić w kluczowych miejscach kilka elementów, a także skleić pewien „zatrzaskowy” element, który spaja złożoną planszę. Niestety ten „zatrzask” ciągle się rozklejał. Samoklejący papier, wykorzystany fabrycznie w tym elemencie, nie chciał trzymać. Musiałem użyć kilku paseczków dwustronnej taśmy.

Poza tym, gra jest jedną z lepszych jakie znajdują się w mojej kolekcji. Oczywiście jeśli chodzi o zabawę z rodziną i dziećmi. Jasne, że nie postawię jej na równi z Pathfinderem, czy A Study In Emerald. Raczej nie rozłożę jej na standardowym spotkaniu planszówkowym (no może raz by się jej upiekło). To nie jest gra dla maniaków i wyjadaczy planszowych. Terror in Meeple City, należy raczej traktować jako zabawę z dziećmi niż grę planszową. Zwłaszcza, że można bardzo łatwo zmodyfikować zasady, żeby zagrać z młodszymi dzieciakami. Wystarczy przyjąć bezpośrednią punktację i odłożyć karty mocy. Zabawa jest nadal przednia. I możecie się zdziwić jak krwiożercze bywają dzieciaki, kiedy dowiedzą się, że przewrócenie przeciwnika, pozwala na wybicie mu zęba, który daje na końcu gry dodatkowe punkty. Szczerze polecam.

Dziękujemy wydawnictwu Rebel.pl za przekazanie gry do recenzji.

Ocena: 8/10

Plusy:
+ masa świetnego drewna
+ tematyka
+ zręcznościowy charakter
+ prosta i wciągająca
+ świetna zabawa z dziećmi

Minusy:
- długo się ją rozkłada
- pierwsze przyklejanie nalepek może zanudzić
- nie dla wszystkich

Terror in Meeple City

Gatunek gry: towarzyska
Wydawca: Asmodee Editions
Liczba graczy: 2-4 osoby
Czas gry: ok. 45 minut
Dopuszczalny wiek graczy: 8+
W pudełku:
  • 4 pionki cielska
  • 4 znaczniki łap
  • 4 paszcze / żołądki: zasłonki graczy
  • 16 zębów
  • 1 plansza miast (dwuczęściowa)
  • 1 plansza ucieczki (dwustronna)
  • 90 mieszkańców
  • 4 pojazdy
  • 19 płytek pięter
  • 6 naklejek ruin
  • 1 duży kwadrat ruin
  • 48 kart potworów
  • 1 kawałek puzzli
  • 1 pomoc
  • 1 instrukcja


blog comments powered by Disqus