"Stone Age" - recenzja

Autor: AvantaR
Korekta: PeggyBrown
25 października 2008

Grając w gry planszowe, po kilku miesiącach, czasem latach dochodzi się dość często do podobnego wniosku – wszystko już było. Każda gra przypomina inną, ciężko znaleźć coś nowego i świeżego. Nie znaczy to, że nie wychodzą dobre tytuły. Często jednak uświadamiamy sobie, że gra, która tak bardzo nas zachwyciła jest tak naprawdę puzzlami. Puzzlami, które składają się z wielu dobrych, sprawdzonych już elementów. Są nimi części mechaniki, pewne rozwiązania, zliczanie punktu i inne rzeczy składające się na grę. Czy to źle? Dla niedzielnego gracza z pewnością nie – w końcu interesuje go tylko tytuł, który aktualnie jest na stole. Trochę gorzej jeśli taką grę nabędzie osoba, która gra dużo i często. Można poczuć się troszkę oszukanym. Z drugiej jednak strony – jeśli gra jest atrakcyjna, to po co smęcić, że wszystko już było? Lepiej zasiąść przy stole i po prostu grać!

Dlaczego musicie na wstępie czytać moje nudne wynurzenia? Otóż, gdy po raz pierwszy zasiadałem do gry Stone Age, miałem właśnie wrażenie, że gdzieś już to wszystko widziałem. Większość elementów mechanika jest dobrze znana z innych tytułów. Szczęście w nieszczęściu – nie mam ostatnio tak wielu okazji do gry jak kiedyś, także mogę umieścić swoją osobę gdzieś pomiędzy graczem niedzielnym, a geekiem planszówkowym.

Na opakowaniu znajdziemy informacje, że grać można od dwóch do czterech osób, powyżej 10 roku życia. Rozgrywka ma trwać od godziny do dziewięćdziesięciu minut.

Stone Age zakwalifikowałbym do rodzinnych gier ekonomicznych. Tematyka gry porusza bardzo odległe czasy – mianowicie prehistorię. Każdy z graczy jest przywódcą innego plemienia, a co za tym idzie, musi tak dysponować swoimi podwładnymi oraz zasobami, aby po pierwsze – nikt nie chodził głodny, po drugie zaś, aby pokazać, kto rządzi w okolicy i zdobyć jak najwięcej punktów zwycięstwa (jeszcze nie wspominałem, że to eurogra?).

Mieszkańców naszej wioski wysyłamy w różne miejsca, po to aby zdobywali surowce, budowali budynki czy powiększali liczebność naszego plemienia. Aby zdobyć dajmy na to – drewno, wysyłamy swoich ludzi do lasu. Liczba wysłany robotników określa liczbę kostek, którymi będziemy rzucali. Każdemu pionkowi odpowiada jedna kostka. Uzyskany wynik dzielimy przez odpowiedni modyfikator. W przypadku drewna jest to liczba 3. Pożywienie posiada modyfikator 2, a na przykład najcenniejszy surowiec, czyli złoto 6. Mimo iż kostki wprowadzają pewien element losowy, nie jest on zbyt uciążliwy. Jeśli zależy nam na jakimś surowcu, wysyłamy na jego pole odpowiednio większą liczbę ludzi, co za tym idzie – rzucamy większą liczbą kostek i nasze szanse znacznie rosną. Same rzuty możemy jeszcze polepszyć specjalnymi narzędziami, które pozwalają dodać jedno oczko do uzyskanego wyniku (co czasem jest bardzo pomocne). Liczbę robotników powiększamy poprzez akcję „rozmnażania”. Surowce potrzebne są nam do budowania budynków oraz kupowania kart specjalnych. Te dwa elementy są głównym źródłem punktów zwycięstwa.

Możliwych strategii jest kilka. Generalnie powinniśmy skupić się na jednej, gdyż metoda „wszystkie wrony za ogony” może się nie sprawdzić. Bardzo dużą ilość punktów możemy zdobyć na bonusach za karty specjalne (odpowiednie ich połączenie może naprawdę wysoko zaprocentować).

Gra całkiem nieźle się skaluje, grałem zarówno w pełnym składzie jak i z mniejszą liczbą graczy, a przyjemność z gry była nadal wysoka.

Jeśli chodzi o wykonanie, to Stone Age nie ma czego się wstydzić. Wszystko na najwyższym poziomie. Przepiękna plansza wykonana z dobrych materiałów, podobnie jak karty i żetony. Grze nie grozi raczej szybkie zniszczenie (chyba, że ktoś żuje żetony w buzi). Co mnie zaskoczyło – woreczki foliowe w pudełku. Wszystko da się ładnie posortować i nic sobie nie lata swobodnie. Co za tym idzie, rozłożenie gry jest dość szybkie jak na tak dużą ilość elementów.

Instrukcji też nie można nic zarzucić, jest ładna i przede wszystkim jasno tłumaczy praktycznie wszystkie zasady. Póki co musimy posiłkować się wersją angielską, gdyż gra nie została wydana w naszym ojczystym języku (ale kto wie, może kiedyś?).

W popularnych sklepach z grami planszowymi Stone Age kosztuje około 130 złotych. Czy to dużo? Patrząc na jakość wykonania produktu nie jest to bardzo wygórowana suma.

Osobiście poleciłbym ją praktycznie każdemu. Tytuł nie jest ciężki, ale nie jest, też za lekki. Dynamiczna rozgrywka i brak uciążliwego czekania na swój ruch powoduje, że gra nie nudzi. Mimo że rozegrałem już trochę partii, wciąż mam ochotę na więcej. Ciekawy pomysł na spędzenie jesiennego wieczoru z rodziną bądź przyjaciółmi! Polecam.


Ocena 8/10

Zalety:

- wysokie "replayability"
- dynamika rozgrywki
- bardzo ładne wykonanie

Wady:

- uczucie, że to wszystko już gdzieś było
- po pewnym czasie można wypracować "jedną, słuszną" strategię

Dziękujemy sklepowi Rebel.pl za udostępnienie gry do recenzji!

Stone Age

Gatunek gry: ekonomiczna
Wydawca: Hans im Glueck
Liczba graczy: 2-4 osoby
Czas gry: ok. 60-90 minut
Dopuszczalny wiek graczy: od 10 lat
W pudełku:
  • 1 plansza główna
  • 4 plansze graczy
  • 58 żetonów surowców (20 drewna, 16 cegieł, 12 kamieni, 10 złota)
  • 40 ludzi (w 4 kolorach)
  • 8 znaczników (w 4 kolorach I 2 rozmiarach)
  • 53 żetony żywności
  • 28 żetonów budynków
  • 18 żetonów narzędzi
  • 1 figurka rozpoczynającego gracza
  • 36 kart cywilizacji
  • 7 kości
  • 1 skórzany kubek na kości
  • 1 karta pomocy
  • 1 instrukcja
Cena sugerowana producenta: 129,95 zł


blog comments powered by Disqus