Recenzja gry "Prime Suspect: Tajemnice Vileburga"

Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
Korekta: Gruszmen
30 stycznia 2010


Obecnie, aby zaistnieć na rynku gra planszowa potrzebuje czegoś ekstra. Może to być fakt, że gra bazuje na filmie, książce, czy grze komputerowej. Może to być niesamowicie dopracowane wykonanie. A może też być niezwykły pomysł i ciekawa mechanika. Szczególnie napracować się w tej kwestii musi nowe wydawnictwo, które pojawia się na rynku ze swoją pierwszą grą planszową. Takim właśnie świeżym mięskiem, które trafiło w moje zakrzywione szpony był Prime Suspect: Tajemnice Vileburga wydawnictwa EVS Education.

Wydawnictwo i gra są jak najbardziej polskie. To miła wiadomość na sam początek. W zalewie zachodnich produkcji i przedruków, tytuł stworzony przez naszych krajan,  jest zawsze wart uwagi.

Pan Smith…

Po otrzymaniu gry, zacząłem oczywiście od zanurzenia się w głąb pudełka. Pudełko Prime Suspect nie jest duże i przypomina kształtem i rozmiarem stary dobry Eurobusiness (naprawdę takie było moje pierwsze skojarzenie). Na pokrywce, utrzymanej w czarnej kolorystyce, widnieją policyjne taśmy, obrys ciała i informacja, że Prime Suspect jest grą dla dociekliwych. Jako, że Dociekliwy, to moje drugie imię zajrzałem pod pokrywkę.

W środku pudełka plansza, 12 kopert z tytułami spraw do rozwiązania, kilkadziesiąt kart – głównie z sylwetkami jakichś osób – a także pionki, kostki, instrukcja i notatnik. Koperty były zaklejone, więc postanowiłem ich na razie nie otwierać. Karty z postaciami i z wydarzeniami zrobiono z dość cienkiej tektury. Wydaje mi się, że są cieńsze niż inne karty, z którymi zetknąłem się w planszówkach. Zaciekawiła mnie plansza. Znajduje się na niej kilka miejsc specjalnych, takich jak Azyl, Schowek, czy Szpital, a także mnóstwo kolorowych heksów, po których gracze poruszają się pionkami.

Instrukcja jest krótka, ale dość dobrze wyjaśnia zasady gry. Nie ma ich zresztą zbyt dużo. Najważniejsze informacje to te, że gracze dzielą się na dwie grupy. Jeden z nich to tytułowy Prime Suspect, który zna wszystkie szczegóły sprawy, bo jest przecież sprawcą, a reszta to detektywi, usiłujący rozwikłać zagadkę. Druga ważna rzecz, to kolejność działań jakie mogą podejmować detektywi. Najpierw zebranie dowodów, potem wyłonienie podejrzanego i zaproszenie go na przesłuchanie, a w końcu rewizja i usiłowanie ujęcia sprawcy. Brzmi trochę jak Cluedo prawda? Jednak gra się w to zupełnie inaczej.

Z ciekawości zerknąłem jeszcze do jednej z kopert, aby zobaczyć jak wyglądają akta spraw. To co zobaczyłem niezbyt mnie ucieszyło. Akta sprawy to zestaw zwykłych zadrukowanych kartek o różnych wielkościach. O ile w przypadku zeznań, opisu miejsca zbrodni takie rozwiązanie ujdzie, to dowody można było zrobić nieco inaczej. Aż prosi się, aby była tam jakaś grafika. Dodatkowo zwykłe kartki nie należą do najtrwalszego materiału z jakiego można wykonać elementy gry planszowej.

…zabił świecznikiem…

Prime Suspect łączy w sobie dwie mechaniki. Pierwsza to Roll & Move. Gracze rzucają kostkami i przesuwają pionki po planszy. W zależności od tego na jakim polu staną, mogą wykonać określoną akcję. Żeby nie było zbyt liniowo i przewidywalnie, tor po którym poruszają się gracze ma sporo rozgałęzień, więc możliwości rozplanowania ruchu jest dość dużo.

Druga mechanika, to umysły graczy i ich umiejętność kojarzenia faktów. Detektywi zdobywają w trakcie gry wszelkiej maści dowody. Najpierw są to różne dowody rzeczowe. Najpierw informacje na temat jak wyglądało miejsce zbrodni, potem wyniki sekcji, czy analiza śladów pobranych z miejsca zbrodni. Na ich podstawie muszą oni wytypować podejrzanych. Oczywiście od każdego z graczy zależy kiedy wytypuje swoich podejrzanych. Czy wystarczy mu do tego opis miejsca zbrodni, czy może będzie potrzebował nieco więcej dowodów. Gracz wcielający się w sprawcę zbrodni może krzyżować tu plany detektywów ukrywając kluczowe dowody w sprawie. Dzięki temu nie tylko opóźnia śledztwo, ale może również skierować je na inne tory.

Oprócz dowodów rzeczowych, są również dostępne zeznania świadków. Świadków można wytypować zapoznając się z opisem miejsca zbrodni, ale również kojarząc fakty przedstawione w dowodach, czy innych zeznaniach. Każdy gracz ma do dyspozycji karty 20 mieszkańców Vileburga. Każdy z nich jest opisany i każdy może być świadkiem, lub sprawcą. Trzeba kojarzyć fakty, aby nie wytypować kogoś, kto nie ma ze sprawa zupełnie nic wspólnego.

Gdy detektyw uznaje, że zebrane informacje wystarczą do wytypowania podejrzanego, zarządza u niego przeszukanie. Ten punkt jest dla całej gry newralgiczny, ponieważ od tego momentu sprawca może rozpocząć ucieczkę, nawet jeśli rewizja została przeprowadzona u kogoś innego. Detektywi mogą podjąć pościg tylko jeśli po rewizji, detektyw który jej dokonał wystąpi o nakaz aresztowania podejrzanego. A i tak, wytypowany podejrzany musi być faktycznym sprawcą. Jeśli detektyw się pomylił, Prime Suspect może kontynuować ucieczkę, a detektywi ciągle muszą wykombinować kto jest prawdziwym sprawcą, zanim ten dostanie się do Azylu i ujdzie sprawiedliwości.

Samo złapanie podejrzanego nie wystarcza. Ostatnim krokiem jest „zabawa” w pytania i odpowiedzi. Detektywi zadając podchwytliwe pytania starają się dowiedzieć jak przebiegła zbrodnia i co było jej motywem. Ułatwieniem jest to, ze Prime Suspect nie może kłamać. Tyle, że i tak, trzeba zadawać odpowiednie pytania. Wygrywa ten detektyw, który wpadnie na finalne rozwiązanie. Ewentualnie Sprawca, jeśli uda mu się ujść sprawiedliwości.

…w sali balowej…


Do gry siadałem z zaciekawieniem i sporymi nadziejami. Za pierwszym razem przyjąłem rolę Prime Suspect’a, jako że do gry posłużyła pierwsza sprawa, którą zdążyłem już przeczytać, nie mogłem więc starać się jej rozwiązać.

Moja rola sprowadzała się głównie do wychodzenia z aresztu, do którego co chwila wsadzali mnie detektywi, abym za dużo nie bruździł i chowaniu obciążających mnie dowodów przed ich wzrokiem. Niestety raz schowane dowody i tak mogą być odzyskane, a na dodatek okazało się, że ukrywając dowody które dość mocno wiązały mnie ze zbrodnią sam kręciłem na siebie bat. Pierwsza gra zakończyła się moja sromotną porażką. Gwoździem do trumny okazał się być mechanizm poruszania. Modlitwy o dobry rzut kością nie wpływają pozytywnie na ucieczkę przed psami gończymi. A poza tym scenariusz o stopniu trudności I okazał się być pestką dla moich znajomych.

Do kolejnej próby ponownie podszedłem jako sprawca. Tym razem wybraliśmy scenariusz o stopniu trudności II. Ja sam objąłem nieco inną strategię i postanowiłem ukrywać dowody mogące wskazywać na inne osoby powiązane ze sprawą. Początkowo przyniosło to skutek, jednak dość szybko koledzy wrócili na dobry trop. I znów w ostatecznej rozgrywce padłem ofiarą kiepskich rzutów.

W kolejnych grach postanowiłem zostać detektywem. Okazuje się, że niekoniecznie łatwo jest poskładać strzępki informacji w logiczną całość. Może to dlatego, że później graliśmy jedynie w scenariusze o trudności III. Wytypowanie świadków nie jest już takie proste, a i motyw bywa zagmatwany.

W trakcie gry denerwował fakt, że zeznania od świadków można wyciągnąć tylko jedne i zawsze brzmią tak samo. Nie ma żadnego powiązania między tym jakie zdobyliśmy dowody a tym jakie zeznania wydobędziemy od świadka. To trochę psuje klimat rozwiązywania zagadki kryminalnej.

…bo się zdenerwował.

Gra niestety cierpi na sporo innych przypadłości, oprócz tej o której wspomniałem przed chwila. Pierwszą jest spore uzależnienie od wyniku kostki przy ruchu. Nawet spora liczba rozgałęzień trasy i możliwość wyboru drogi nie ratują sytuacji. Zdarzają się momenty, kiedy dość długo nie możemy trafić tam, gdzie potrzebujemy.

Kolejna sprawa, to karty Wpadki i Bonusu. Ich zadaniem było chyba wprowadzenie większych „przygodowych” emocji do gry. I pewnie spełniły by to zadanie, gdyby nie fakt, że jest ich tylko po 10 i na dodatek powtarzają się. Karty Szansy w starej Fortunie były o niebo ciekawsze niż to co dostajemy w Prime Suspect.

Najważniejszą bolączką jest fakt, że w tę grę da się zagrać skończoną liczbę razy. Dokładnie 12 razy, czyli tyle ile jest spraw. Niby można powiedzieć, ze te 12 razy to da się zagrać jako detektyw, a potem można grac i grac jako sprawca, ale przecież trzeba by co jakiś czas dobierać zupełnie nową ekipę do zabawy. To może być ciężkie. Miejmy nadzieję, że wydawca zadba o dodatkowe sprawy do rozwiązywania. Jednak najpierw musi zająć się czymś innym. Otóż na kartce z każdą sprawą znajduje się tajemniczy kod dostępu, który wpisany na stronie internetowej gry, da dostęp do szczegółów dotyczących sprawy. Problem w tym, że na dzień dzisiejszy nie ma gdzie wpisać tego kodu na stronie. A gra jest na rynku już niemal dwa miesiące.

Również wykonanie pozostawia sporo do życzenia. Za 120 złotych oczekuje się obecnie czegoś więcej niż tylko sterty zadrukowanych kartek w kopertach i kilkudziesięciu kiepskiej jakości kart.

Sprawa zamknięta!

Werdykt w tej sprawie nie jest jednoznaczny. Z jednej strony gra ma potencjał i jest oparta na bardzo ciekawym pomyśle. Z drugiej kuleje w niej sporo rzeczy, począwszy od wykonania, po fakt, że ów świetny pomysł w pewien sposób pogrąża grę, nie pozwalając w nią grać tyle razy ile się człowiekowi zachce.

Mam wrażenie, że tej grze przydało by się nieco więcej dopracowania, i to na wielu płaszczyznach. Na dzień dzisiejszy dostajemy produkt, w który można zagrać, ale dość szybko  wyczerpiemy jego możliwości i dodatkowo w trakcie zabawy będziemy znajdować w nim dziury, które powinny być załatane. A szkoda, bo Prime Suspect był szansą na naprawdę ciekawą kryminalną grę.

Dziękujemy firmie EVS Education, za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Ocena 5,5/10

Plusy:
+ pomysł
+ ciekawe sprawy
+ trzy poziomy trudności spraw

Minusy:
- wykonanie
- można w to zagrać skończoną liczbę razy
- karty wpadki i bonusu
- mechanika roll&move czasem przeszkadza w grze
- bezużyteczny kod dostępu umieszczony w dokumentacji spraw (bezużyteczny na dzień pisania recenzji)
- brak zależności zeznań od zebranych dowodów

Prime Suspect: Tajemnice Vileburga

Gatunek gry: przygodowa
Wydawca: EVS Education
Liczba graczy: 2-5 osób
Czas gry: do 3 godzin
Dopuszczalny wiek graczy: 15+
W pudełku:
  • 12 kopert z aktami spraw
  • 4 zestawy po 20 kart postaci w czterech kolorach
  • 10 kart „Wpadka”
  • 10 kart „Bonus”
  • Plansza
  • 2 kostki
  • 5 pionków
  • Instrukcja
  • Notatnik
Cena sugerowana producenta: 120,00 zł


blog comments powered by Disqus