Pędzące Jeże - recenzja gry

Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
9 grudnia 2014

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o grze Pędzące Jeże, nieco się zdziwiłem. Pomyślałem, że to trochę dziwne robić jeszcze raz Pędzące Żółwie, tylko z innymi zwierzętami. Choć z drugiej strony może to taki nowoczesny pomysł na dodruk. Dopiero bliższe zaznajomienie się z tematem pokazało jak bardzo się myliłem.

Z zewnątrz wszystko niemal mówi, że mamy do czynienia z grą bliźniaczą dla Żółwi, albo przynajmniej jej drugą częścią. Pudełko do złudzenia przypomina to żółwiowe, różni się tylko kolorem i zwierzątkami. Natomiast w środku, mimo zastosowania niemal identycznie wyglądających komponentów (plansza, drewniane jeże i karty ruchu) mamy inną grę.

Grę, w której choć znowu kilka zwierząt biegnie od startu do mety, to jednak nie ma tu wyścigu w czystym wydaniu. Po pierwsze gracze nie „wcielają się” w żadnego z Pędzących Jeży. Wszystkie stworzenia są wspólne. Po drugie, choć Jeże biegną do pola, które można uznać za metę, to jednak doprowadzenie jednego z nich do „mety” nie jest celem samym w sobie. Zadanie jest nieco bardziej skomplikowane.

Po pierwsze pola na planszy mają przydzielone punkty. Od wartości -1 na początku trasy, po 3 punkty na ostatnim polu. Gracze zagrywając karty z kolorowymi jeżami, przesuwają konkretne zwierzątka do przodu na torze. Kiedy jeden z jeży dotrze do ostatniego pola, rozgrywka się kończy i zaczyna się wyłanianie zwycięzcy.

A zwycięzcę wyłania się licząc w dość ciekawy sposób punkty. Każdy gracz patrzy jakie karty jeży zostały mu na ręku. Odkłada na bok wszystkie tęczowe jeże, czyli jokery, bo te punktów nie przynoszą. Następnie sprawdza dla innych kolorów, na jakim polu stoi dany jeż. A konkretnie ile punktów jest warte to pole. Dalej, mnoży liczbę kart przez liczbę punktów. Powtarza tę procedurę dla każdego jeża, którego karty zostały mu na ręku. Następnie sumuje wszystko. Kto zebrał w sumie najwięcej punktów, ten wygrywa daną rundę. Rund zwykle jest tyle ilu graczy siedzi przy stole. Ten, kto uzbiera największą sumę po wszystkich rundach zostaje zwycięzcą całego „wyścigu”. Na szczęście nie można zjechać z punktami na minus.

Jak widzicie, zasady nie należą do super prostych. Zwłaszcza w porównaniu do żółwi. I w zasadzie to jest mój największy żal do tej gry. To w jaki sposób punktujemy jest zupełnie nieintuicyjne w odniesieniu do tego co robimy na planszy. Zamiast wesołego wyścigu kolczastych jeży dostajemy dziwną matematyczną grę w planowanie.

Jeszcze bardziej zakręcone są zasady „zaawansowane”, gdzie punkty mnoży się nie tyle przez liczbę kart, co przez liczbę plusów na tych kartach. Do tego, osoba, która doprowadzi jeża na koniec toru, dostaje za to dodatkowe punkty.

I tak to właśnie wygląda.

Po kilkunastu pełnych rozgrywkach, muszę przyznać, że gra jest dość nierówna. O ile pojedynczy "wyścig" gra się dość szybko, to już pełna rozgrywka, czyli tyle wyścigów ilu jest graczy, potrafi znużyć. Do tego dziwne punktowanie, które męczy, jeśli staramy się przewidzieć co stanie się na torze i zostawić sobie odpowiednie karty. Jednak te pojedyncze wyścigi mogą sprawić frajdę.

To co najbardziej zastanawia w tej grze, to jednoczesne podobieństwo do Żółwi i różnica między tymi grami. Głębsze badanie tematu ujawnia, że Pędzące Żółwie w oryginale nazywają się Ribbit i są grą o żabach. Wyglądają jednak niemal identycznie jak polska wersja. Natomiast Pędzące Jeże to w oryginale Bucket Brigade, czyli gra o strażakach wchodzących na drabinę. Egmont chyba na siłę zmienił temat i szatę graficzną, żeby pojechać z Jeżami na grzbietach Żółwi. Z jednej strony na pewno się to udało, bo gdyby nie to podobieństwo, nigdy bym się tym tytułem nie zainteresował. Jednak z drugiej strony, po kilku rozgrywkach czułem się po prostu oszukany. Bo oprócz oprawy nie znalazłem tam nic co lubiłem w Żółwiach.

Finalnie, choć widzę w Jeżach przebłyski fajnej gry, to bardziej polecam Żółwie. Są po prostu lżejsze i przyjemniejsze w odbiorze.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Ocena: 5/10

Plusy:
+ oprawa graficzna
+ figurki jeży
+ pojedynczy wyścig trwa krótko

Minusy:
- nieintuicyjny system punktowania
- wykorzystanie popularności Żółwi 

Pędzące Jeże

Gatunek gry: towarzyska
Wydawca: Egmont Polska
Liczba graczy: 3-5 osób
Czas gry: ok. 30 minut
Dopuszczalny wiek graczy: 6+


blog comments powered by Disqus