„Najeźdźcy z Północy” – recenzja gry planszowej

Autor: osti
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
31 sierpnia 2017

Take what you can!

Wikingowie to temat w zasadzie nieśmiertelny, a przedstawiani jako brodacze w rogatych hełmach wojacy swoją popularnością ustępują prawdopodobnie tylko zombie. Nawiązania do nich regularnie możemy oglądać w popkulturze, są także częstymi gośćmi pośród licznych gier planszowych i karcianych.

Najeźdźcy z północy to produkcja poświęcona w całości Wikingom i ich łupieżczym wyprawom. Zadaniem graczy jest przypodobanie się jarlowi (wodzowi), poprzez składanie mu licznych darów. Żeby mieć co sprezentować swojemu szefowi, musimy zebrać ekipę i za jej pomocą zaatakować znajdujące się za morzem wioski i miasta.

Co w pudełku?


Pierwsze, co rzuca się w oczy, to oczywiście bogate wydanie produkcji. Śliczne obrazki, wysokiej jakości materiały i spora liczba różnych elementów przekładają się na bardzo efektowne pierwsze wrażenie. Instrukcja napisana jest przystępnym językiem, same zasady zaś są znacznie mniej skomplikowane, niż to wygląda na pierwszy rzut oka. Większość niuansów da się zapamiętać już po pierwszych dwóch rozgrywkach, co jest niewątpliwie sporym plusem. Szczególnie jeśli chcemy „wikingować” ze znajomymi.

Aby zorganizować wyprawę po łupy musimy mieć swoich wiernych towarzyszy oraz odpowiednie zapasy, abyśmy nie padli po drodze z głodu. Niezbędne „formalności” załatwiamy w naszej wiosce – trwa to zwykle kilka krótkich rund. Gdy już jesteśmy gotowi, wybieramy się w morską podróż, aby ściąć parę łbów toporem i nakraść tyle złota, żelaza i bydła, ile tylko wlezie. Czasami zdarza się, że po jednego z wojów przybywa Walkiria – nie jest to jednak zwykle duża strata, gdyż każdy poległy w boju Wiking zapewnia nam dodatkową chwałę i punkty zwycięstwa.

Jak przypodobać się jarlowi?


Mechanika zręcznie łączy zasady znane z gier ekonomicznych i karcianych. Sami obieramy własną ścieżkę rozwoju. Choć możliwych do wyboru akcji jest całkiem dużo, a niezbędne do wygranej punkty możemy gromadzić w różny sposób, jedyną naprawdę pewną drogą do dominacji nad konkurentami jest przeprowadzanie licznych wypraw.

W ten sposób objawia się największa – i w zasadzie jedyna – wada Najeźdźców z północy. Bo choć możemy ciułać różne bonusy w naszej wiosce albo, niczym w karciance, dobierać członków załogi i wykorzystywać ich unikalne umiejętności, to żadna z tych dróg ostatecznie nie zapewni nam ilości punktów gwarantującej wygraną. Żeby podlizać się jarlowi trzeba mieć dużo łupów, a zdobyć możemy je tylko na wyprawach. Zatem każda czynność nie przybliżająca nas do kolejnego najazdu, jest tylko stratą tury i ostatecznie oddala nas od zwycięstwa.

Gra oferuje bardzo niewiele mechanizmów interakcji między graczami – każdy skupia się raczej na sobie. Dlatego, kiedy o względy wodza zabiega dwóch doświadczonych wojów, Najeźdźcy z północy zamieniają się w emocjonujący wyścig po najatrakcyjniejsze cele. Fanów Chińczyka zasmuci informacja, że w omawianym tytule do absolutnego minimum ograniczono element losowości. Szczęście w rzutach kośćmi zapewni nam parę dodatkowych atutów, ale do wygranej prowadzi tylko dobre planowanie i optymalne wykorzystanie posiadanych zasobów.

Podsumowanie


Najeźdźcy z północy
są więc idealnym tytułem dla domorosłych strategów. Każda kolejna rozgrywka jest niestety dość podobna do poprzedniej, ale w zamian za to pozwala nam szlifować swoje umiejętności. Bardzo ładne wydanie, rozsądna cena i nieprzesadnie skomplikowane zasady sprawiają, że gra jest naprawdę warta zakupu – dla siebie lub na prezent.

Najeźdźcy z Północy

Premiera gry: 4 sierpień 2016
Gatunek gry: ekonomiczna
Wydawca: Games Factory Publishing
Liczba graczy: 2-4 osoby
Czas gry: ok. 80 minut
Dopuszczalny wiek graczy: od 12 lat
W pudełku:
  • ilustrowana instrukcja
  • plansza gry
  • 122 drewniane zasoby
  • 16 kafelków darów
  • 32 srebrniki
  • 32 zapasy
  • 1 woreczek
  • 2 kostki do gry
  • 75 kart (54x86 mm)
Cena sugerowana producenta: 129,95


blog comments powered by Disqus