Mumia: Wyścig w Bandażach - recenzja gry

Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
20 grudnia 2014

Bardzo lubię być zaskakiwany przez gry planszowe. Oczywiście tylko pozytywnie. Najlepiej, kiedy siadam do gry nie spodziewając się niczego specjalnego, a dostaję bardzo przyjemną zabawę, która jest jednocześnie prosta, ale i wymaga pewnego skupienia. Taką niespodziankę sprawiła mi ostatnio gra Mumia: Wyścig w Bandażach od Egmontu.

Mumia to polska wersja gry That’s Life, co jednak nic mi nie mówiło, bo w pierwowzór nie grałem. Całość natomiast jawiła mi się jako prosta gra wyścigowa dla dzieci, w której staramy się zebrać różne skarby i omijać pułapki. Po pierwszej rozgrywce wiedziałem jednak, że to tylko część prawdy.

Faktycznie w Mumii gracze „ścigają się” do mety, ale po pierwsze mają kilka pionków, a po drugie dotarcie do celu jako pierwszy wcale nie musi tu być dobre. Trasa wyścigu ułożona jest z różnych kafelków. Część z nich ma wartość dodatnią (to skarby), część ujemną (to pułapki), a część to wielbłądy. Pułapek jest mniej więcej dwa razy tyle, co skarbów (w końcu nikt nie powiedział, że ma być łatwo). Wielbłądy są kartami specjalnymi, ale do tego jeszcze dojdziemy.

Tor, po którym pionki graczy ścigają się do mety można ułożyć na wiele sposobów. Jest predefiniowany tor pokazany w instrukcji, można też złożyć go rozkładając kafelki losowo. Co kto lubi. Każda z tych opcji jest dobra. Choć na początku na pewno lepiej grać na tym predefiniowanym torze.

Zasada gry jest dość prosta. Każdy gracz ma do dyspozycji trzy swoje piony, którymi musi przejść od startu do mety. W swojej turze rzuca dwiema kostkami. Jedna z nich, pokazuje czym można się ruszyć, a druga o ile pól. Ruch można wykonać swoim pionkiem, pionkiem strażnika, lub mumią. Jak na razie wygląda nudno, prawda? Jednak w grze nie chodzi o jak najszybsze dotarcie od startu do mety, a o zgromadzenie jak największej liczby punktów po drodze. Bowiem jeśli w trakcie ruchu. Nasz pionek (lub poruszana przez nas Mumia) pozostawia pole, z którego rozpoczyna swój ruch, zupełnie puste, to gracz bierze taki kafelek do siebie. Zupełnie puste, czyli nie ma na nim pionków żadnego gracza (nawet tego, który się rusza), strażnika, lub Mumii. To powoduje, że ruch wcale nie jest taki oczywisty w tej grze. Każdy chce ominąć pułapki, aby nie brać kafli z ujemnymi punktami. Każdy chce dobrać się do skarbów, aby mieć punkty na plusie. A jeszcze bardziej, każdy chce dorwać wielbłądy, żeby móc zamienić ewentualne pułapki w skarby, bo wielbłąd zestawiony z kafelkiem pułapki, zamienia punktu ujemne, na dodatnie. Poruszając pionkami, zaczynamy kombinować. Jak się ruszyć mając do dyspozycji pionki wskazane kostkami, aby nie tylko wyjść na swoje, ale jeszcze zablokować innym graczom możliwość zgarnięcia dobrych kafli, albo pozostawić ich samotnie na pułapce.

Punkty można też dostać dzięki Mumii. Kiedy dotrze ona do mety, wcale nie kończy swojej wycieczki, a kontynuuje ją od startu. Gracz, któremu udało się „zamknąć” okrążenie Mumią otrzymuje żeton z dodatkowymi punktami. Takie żetony są cztery. Kiedy zostaną wydane wszystkie, Mumia jest usuwana z gry, a gracze rzucają już tylko zwykłą kością sześciościenną, bez kostki określającej czym można się poruszyć. Wyścig staje się nieco bardziej taktyczny.

„Moment!” moglibyście teraz zakrzyknąć. „A co z trasą wyścigu, kiedy zabiera się z niej kafle?” Nic specjalnego. Dziury powstałe w trasie po zabraniu z niej kafla są ignorowane. Nie ma kafelka, to dziurę przeskakujemy nie licząc na nią żadnego ruchu. Proste i przyjemne rozwiązanie.

A teraz najlepsze. Już sama podstawowa wersja Mumii stanowi bardzo przyjemną i wymagającą grę. A tu się okazuje, że w pudełku dostajemy jeszcze dodatki. Jeden dorzuca do trasy wyścigu specjalne Kafle Przeznaczenia. Mają one nadrukowaną zarówno wartość ujemną, jak i dodatnią. Na końcu gry, każdy sprawdza ile takich kafli zebrał. Jeśli ma ich nieparzystą liczbę, to uznaje się, że wszystkie liczą się jaki ujemne. Jeśli ma ich parzystą liczbę, wszystkie są dodatnie. Drugi, daje specjalne kafelki Zamiany. Dzięki nim, możemy zamienić jeden ze swoich kafli, ze zdobytym przez przeciwnika. Jednak, aby nie było przekrętów, w wariancie wykorzystującym zamianę, trzeba zdobyte kafle przechowywać w stosach i wymiana dotyka tylko tych z wierzchu stosu.

Trzeci dodatek to kapelusze. Są dwa. Jeden daje +10 punktów, a drugi -10 punktów. Kapelusze zaczynają na głowach dwóch różnych pionków. W trakcie wyścigu mogą zmieniać właściciela. Można je sobie zabierać, albo przekazywać. Jeśli pionek z kapeluszem na głowie dotrze do mety, gracz dostaje odpowiednią premię punktową.

Dodatek ostatni, to żetony akcji, które stanowią osłodę przy zdobywaniu kafli z ujemnymi punktami. Żetony te pozwalają graczom, na różne ciekawe rzeczy, takie jak ponowny rzut kością, zamianę miejscami swojego ionka z innym, czy odepchnięcie innego piona. Całkiem sympatyczna rzecz, dająca nowe możliwości.

I to tyle. A właściwie i to AŻ tyle. Otwierając pudełko z Mumią w życiu nie przypuszczałem, że gra w której rzucamy kostką i przesuwamy pionek o tyle pól ile wskazuje liczba wyrzuconych oczek, może być tak dobra. Mumia, to gra, w której trzeba przewidywać, kombinować, wybierać, podejmować ryzyko. Do tego jest naprawdę ładnie wydana. Kafle duże i kolorowe, z przyjemnymi „egipskimi” grafikami. Mumia jest typowo kreskówkowa, więc dzieciaki nie będą miały problemu z kolesiem w bandażach.

No właśnie…Dzieciaki. Gra z dziećmi młodszymi niż dolny próg wiekowy wskazany na pudełku (czyli poniżej 8 lat) nie stanowi problemu. Jeżeli chcemy, łatwo można zmodyfikować zasady punktowania, jeżeli latorośl jeszcze nie łapie całego konceptu kombinowania z ruchem, aby innych blokować, a siebie odblokować. Grałem z niespełna siedmioletnim synem i bawił się świetnie.

Osobiście polecam grę Mumia: Wyścig w Bandażach nie tylko osobom, które mają w domu dzieci, którym chcą przybliżyć planszówki. Nawet dla wyjadaczy Mumia może stanowić chwilę oddechu między cięższymi pozycjami. Czasem miło jest rzucić kostką, żeby zobaczyć jak daleko można zajść.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Ocena: 7,5/10

Plusy:
+ łatwa do nauczenia
+ bardzo ładnie wykonana
+ przyjemna dla młodszych i dla wyjadaczy
+ ciekawa mechanika

Minusy:
- czasem trudno ogarnąć mnogość opcji na torze

Mumia: Wyścig w bandażach

Gatunek gry: towarzyska
Wydawca: Egmont Polska
Liczba graczy: 2-6 osób
Czas gry: ok. 30 minut
Dopuszczalny wiek graczy: 8+


blog comments powered by Disqus