Gramy z dziećmi, cz. I

Autor: Aldarus
Korekta: RAJ
1 stycznia 2008

Najważniejsze, to działać z wyczuciem i umiarem. Więc od czego zacząć ? Jak każdy rodzic jestem oczywiście przekonany, że moje dziecko jest geniuszem, ale… Po krótkiej selekcji zrezygnowałem z Great War (3 mapy, 1500 żetonów), Ścieżek Chwały (12h grania) i paru innych tytułów, aby wreszcie zakrzyknąć jak Archimedes wyskakując z wanny „Aurora!”…. Eeehhh, dziecięce lata (gdy w szkole uczono o rewolucji październikowej) mi się przypomniały - „Eureka !” oczywiście. Memory - to powinna być gra w sam raz dla 3 latka.


Najpierw tłumaczenie reguł, które przeszło nad podziw gładko (co nie znaczy, że dziecko miało jakikolwiek zamiar ich przestrzegać). Dla tych, co nie grali - gra składa się z szeregu kartoników, wśród których znajdują się pary (obrazek parasola, samochodu itp.). Wybieramy sobie odpowiednią ilość kartoników (w zależności od liczby graczy i wieku dziecka) i układamy je losowo (najlepiej w kwadrat, bo łatwiej się kojarzy) zakrytą stroną do góry. Następnie gracze kolejno odsłaniają po 2 kartoniki. Jeżeli stanowią one parę, to zdobywają punkt i mają prawo odsłonić kolejne 2 kartoniki. Jeżeli nie stanowią one pary, to kolejka przechodzi na następnego gracza. Ot cała filozofia.

Najlepiej grać oczywiście rodzinnie – czym więcej osób, tym większa frajda dla dziecka. Dziecko jak to dziecko – to sobie odkryje parę kartoników na raz, to zwędzi tacie punkty – ale cóż, świat nie jest czarno -biały i dzieci szybko odkrywają, że sposobów na zwycięstwo może być wiele. Nie należy, moim zdaniem być tutaj zbyt zasadniczym, najważniejsze dziecka nie zniechęcać – niech się dobrze bawi. Ale powinniśmy się przy tym starać tłumaczyć mu, że pewne reguły jednak obowiązują – po miesiącu grania dziecko zdaje się rozumieć, że są reguły których należy przestrzegać (choć jak się wydaje, jest to obwarowane zastrzeżeniem „o ile ja wygrywam”). Tu dotykamy kolejnej kwestii – dziecko oczywiście che wygrać. Skoro chce, to niech wygrywa. Ale żeby uczyć go, że nie zawsze w życiu się wygrywa, przyjąłem mniej więcej przelicznik 1:4, czyli na 5 partii, jedną wygrywam. Jak się wydaje jest to akceptowalny przez moje dziecko poziom porażek z ojcem. Memory, oprócz tego że pozwala spędzać rodzinie czas razem, uczy dziecko kojarzenia, ćwiczy jego pamięć, a co najważniejsze (jeśli mamy na uwadze temat artykułu) wprowadza go w świat gier planszowych.


Jednak największą furorę robi u nas obecnie to, co nazwaliśmy zręcznościową odmianą Memory. Zabawa jest przeznaczona dla minimum 3 graczy. Również rozkładamy określoną liczbę par kartoników w sposób losowy, ale tym razem obrazkami do góry. Następnie jeden z graczy mówi nazwę jakiegoś rysunku będącego na kartce, np. „piłka”. Wtedy dwaj pozostali mają za zadanie jak najszybsze odnalezienie wśród obrazków właśnie tych z „piłką” i zgarnięcie ich dla siebie (najlepiej obu, choć podział punktów oczywiście jest dopuszczalny). Tu się liczy nie tylko spostrzegawczość, ale i refleks. Dodatkowym smaczkiem gry jest runda, kiedy to dziecko określa nazwę przedmiotu, którego będziemy szukać (mój syn często celebruje ten moment, jak dobry konferansjer), bo rywalizacja między tatą i mamą często jest większa, niż na prawdziwych zawodach sportowych :) Gra dostarcza naprawdę dużo śmiechu i dobrej zabawy.

Gra z dzieckiem jest dobrym sposobem spędzania czasu (oczywiście musimy brać pod uwagę, że po jakichś 30-40 minutach dziecko chce się zająć już czymś innym) i integracji rodziny. Oczywiście musimy cały czas pamiętać z kim gramy i dlaczego gramy. Trudno grę oceniać, więc za ocenę niech wystarczy stwierdzenie, że znakomicie nadaje się do gry z trzylatkiem.

Memory

Gatunek gry: towarzyska
Wydawca: Ravensburger
Liczba graczy: 1-6 osób
Czas gry: 15 minut
Dopuszczalny wiek graczy: 3+


blog comments powered by Disqus