Recenzja gry "Mall of Horror"

Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
17 października 2007

Kojarzycie tę sytuację z filmów o zombie, gdzie grupa osób, które usiłują przeżyć, jest zmuszona zostawić kogoś na pastwę nieumarłych? Zastanawialiście się kiedyś co czują ci, którzy podejmują taką decyzję, albo co czuje ta pozostawiona osoba? Dzięki grze Mall of Horror macie szansę się tego dowiedzieć.

Mall of Horror, to planszówka wydana przez firmę Asmodee. Opowiada ona o walce grupy żywych ludzi, zamkniętych w centrum handlowym, z hordami wygłodniałych zombie. Jak widać temat, który nie umiera i który zawsze znajdzie swoich entuzjastów. Tyle tylko, że w tej grze nie chodzi o wycięcie w pień wszystkich zombiaków, a o pozostanie przy życiu. A dokonać tego można jedynie rzucając innych graczy na pożarcie. Słodkie…prawda?

Gra toczy się w centrum handlowym, podzielonym na sześć obszarów, w których można się schować. Każdy z graczy kieruje poczynaniami trójki „szczęśliwców”. Aby nie było niesprawiedliwości dziejowej, każdy ma dokładnie taką samą trójkę. Gość z baseballem, kozak z giwerą i oczytana blondyna. Przy grze w trzy osoby do dyspozycji grających jest jeszcze jedna postać, małej dziewczynki.

Sama rozgrywka może wydawać się niezwykle prosta i mało emocjonująca. Postacie ruszają się do wybranych pomieszczeń, potem przyłażą zombie, następnie tam gdzie trzeba dokonywane jest wszamanie jednej lub więcej postaci. Nudne? W żadnym wypadku.

Kluczem do sukcesu są trzy słowa: tajemnica, negocjacje i głosowanie. Choć są w grze rzeczy, o których decyduje rzut kostką, takie jak odpowiedź na pytanie, gdzie polezą zombie, to najważniejsze sprawy są ustalane przez graczy. Najsampierw każdy w tajemnicy przed innymi wybiera do jakiego pomieszczenia trafi jedna z jego postaci. W międzyczasie inna osoba rzuca kostkami, też w tajemnicy i to tak głębokiej, że nawet ona sama nie zna wyników (chyba, że w szczególnych przypadkach, o których dalej) aby dowiedzieć się, gdzie trafią nieumarli. Po tych ustaleniach następują ruchy. Każdy gracz przesuwa jedną ze swoich postaci na wybrane przez siebie pole, a gdy już wszyscy znajdą się u celu przyłażą zombie. I wtedy zaczyna się gwóźdź programu.

Jeśli w danej lokacji zombie jest więcej niż ludzi, następuje tak zwany Lunch Time, czyli martwaki wcinają jedną ze schowanych tam osób. Wybór dania głównego nie jest bynajmniej przypadkowy. To gracze, których postacie są zamelinowane w oblężonym pomieszczeniu głosują, kto zostanie podany. Każdy gracz ma specjalne koło, służące do ustalania w tajemnicy przed innymi na kogo zagłosuje. W tym właśnie momencie zaczynają się znane nam z filmów błagania o litość „Na zewnątrz czekają moje dzieci…proszę nie zostawiajcie mnie tutaj.”… „Tylko ja wiem jak odpalić ciężarówkę na krótko, beze mnie zginiecie.”… „Nie zostawiaj mnie tu przystojniaku, a jak stąd wyjdziemy, zobaczysz jak potrafię być wdzięczna….”.  To jest moment kiedy na wierzch wychodzi cała ludzka złośliwość, która pomieszana z chęcią przeżycia i oczywiście wygranej daje niezwykle wybuchową mieszankę.

Powiedzieć też trzeba, że nie ma tak łatwo. Nie ma zasady – jeden gracz, jeden głos. Głosować mogą tylko gracze, których postacie są w danej lokacji, dodatkowo każdy z nich ma tyle głosów ile jego ludków się w niej znajduje. Żeby było jeszcze ciekawiej, dochodzą pewne czynniki specjalne, jak na przykład zdolności postaci, czy karty wydarzeń. Na przykład taki gość z giwerą ma dodatkowy głos. To akurat zrozumiałe, 9mm w ręku to skuteczny argument. Gracze, których postaci nie ma w danym pomieszczeniu, mogą się wtrącić do głosowania tylko w jednym przypadku. Gdy pierwsza tura przyniesie remis.

Oczywiście są też „dobre” głosowania. Nie zawsze chodzi o wybór potrawki dla zombie. Można wybierać osobę, która przeszuka na parkingu samochody. Taki gracz może pociągnąć karty wśród których są niezwykle przydatne rzeczy, takie jak shotgun, czy możliwość ukrycia się przed zombimi i głosowaniem na obiad. Innym „przyjaznym” głosowaniem jest wybór szefa ochrony. Nie jest to fucha tylko tytularna. To szef ochrony rzuca kostkami za ruch zombie, a dodatkowo jeśli jego postać znajduje się w Biurze Ochrony, to może on podejrzeć wynik rzutu, przed wybraniem miejsca do którego wybiorą się jego podopieczni. Daje mu to sporą przewagę nad innymi. On wie, gdzie będzie najbezpieczniej…choć w sumie też nie do końca.

Zasady gry zawierają sporo ciekawych szpilek, które czynią grę bardziej nieprzewidywalną. Co z tego, że szef ochrony wie gdzie pójdą zombie, skoro nie wie, gdzie i skąd pójdą inni gracze. A to też jest ważne, bo tam gdzie po ruchu jest największa ilość ludzi, tam przyłazi dodatkowy zombiak skuszony dużą ilością móżdżków do uszczknięcia. Tak samo piski przerażonych lasek, ściągają dodatkowego głodomora do lokacji, gdzie jest ich (lasek znaczy) najwięcej. Dzięki tym elementom, rozgrywki nigdy nie da się w 100% przewidzieć. I to jest najlepsze. Losowość, bez udziału kostki.

Gra kończy się gdy wszystkie żywe postacie znajdują się w tym samym pomieszczeniu. Nie jest to zadanie łatwe, ponieważ każde pomieszczenie ma określoną pojemność. Wyjątkiem jest parking, który może pomieścić dowolną ilość postaci, ale z kolei on nie liczy się jako lokacja kończąca. Innym wariantem zakończenia rozgrywki jest sytuacja gdy żywych pozostało tyle postaci ilu jest graczy. Oczywiście nie oznacza to, że każdy musi mieć jedną żywą postać. W sumie ma ich być tyle ilu było graczy. Jednak o wygranej nie decyduje tak prozaiczna sprawa jak ilość postaci, które przeżyły. Każda postać jest warta odpowiednią ilość punktów i to właśnie suma tychże punktów decyduje o wygranej.

Czas napomknąć coś o wykonaniu gry. Nie będę za długo się rozwodził. Napisze tylko, że jest świetne. Drewniane klocuszki z nalepkami jako postacie, plastikowe zombiaki, tekturowe koła do losowania, pudełko do tajnych rzutów za zombie, karty i plansza. Wszystko bardzo porządnie wykonane i utrzymane w krwawej konwencji filmu o żywych trupach. Wszędzie plamy krwi, aż czuć grozę bijącą z tej gry. Dodatkowo plansza nie należy do olbrzymów, bo i nie musi zawierać zbyt dużo, dzięki czemu gra nie zajmuje olbrzymiej ilości miejsca na stole.

Jedną z największych zalet gry jest dla mnie (oprócz klimatu filmów o zombie) szybkość rozgrywki. Będąc otoczonym przez kilkugodzinne molochy typu Arkham Horror, Warrior Knights, czy A Game of Thrones, szybka, góra godzinna partyjka w Mall of Horror jest niczym powiew świeżego, acz krwistego wietrzyku. Jeśli jeszcze zbierze się grupa ludzi takich jak moi znajomi, gdzie każdy myśli nad swoim ruchem sporo do przodu, to nie ma mowy o dłużyznach i nudzie. Wszystko zaczyna przypominać naprawdę dobry horror z żywymi trupami na czele.

Poważnym minusem tego tytułu jest jego konfliktogenność. Niestety gra, która opiera się na nominowaniu innych do pożarcia może rodzić wiele napięć. Przed rozgrywką należy sobie dosadnie powiedzieć, że to tylko gra i wszystkie decyzje podjęte w jej trakcie trzeba traktować jako zabawę. Osoby, które nie są w stanie znieść zdrady, łamania umów i wbijania noża w plecy w grach, zdecydowanie powinny trzymać się z daleka od Mall of Horror. Szkoda waszych nerwów, a zwłaszcza nerwów współgraczy.

Mojej grupie tytuł podpasował. Może dlatego, że zdrada w grach nam nie obca, a do tego każdy film z Living Dead w tytule traktujemy jak arcydzieło. W każdym razie czuliśmy się jak ryby w wodzie. To wszystko sprawiło, że rozgrywka sporo zyskała. Łatwiej nam było poczuć ten klimat, choć i tak wyłazi on z każdego miejsca tego tytułu. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny, gracze bez cienia litości wysyłali innych na pożarcie. A na końcu gry zostawało naprawdę niewielu żywych.

Podsumowując, jeśli wasza grupa grająca lubi grać jawnie przeciw sobie, a do tego nie odrzuca jej tematyka zombie, to Mall of Horror będzie, tak jak dla nas, strzałem w dziesiątkę. Nie mogę jednak dać maksymalnej oceny, ponieważ obiektywnie rzecz biorąc gra ma pewne uchybienia. Ale nie odejmę za nie zbyt dużo.

Ocena końcowa: 9/10

Plusy:
+ zombie
+ klimat
+ mechanika
+ głosowania
+ w ogóle całokształt

Minusy:
- konfliktogenna, przez co nie jest grą dla wszystkich
- no i tematyka może nie do końca odpowiadać niektórym

Mall of Horror

Gatunek gry: przygodowa
Wydawca: Asmodee Editions
Liczba graczy: 3-6 osób
Czas gry: ok. 60 minut
Dopuszczalny wiek graczy: od 14 lat
W pudełku:
  • plansza
  • 5 zasłonek do zamkniętych miejsc
  • 21 żetonów postaci w 6 kolorach
  • 30 miniaturowych zombie
  • 6 tabliczek głosowania
  • 4 kości
  • 1 zasłonka do kości
  • 21 kart akcji
  • 1 odznaka Szefa Ochrony
Cena sugerowana producenta: 149 zł


blog comments powered by Disqus