Recenzja gry "Machina II: Przeładowanie"

Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
22 lipca 2007

Lat kilka temu, wydawnictwo Portal dało światu Machinę. Była to rewelacyjna gra planszowa o grupie dziarskich inżynierów, usiłujących zbudować wszelkimi możliwymi sposobami własne Machiny. Gra podbiła serca graczy, stała się bestsellerem i cały nakład z wszelkimi dodrukami został dosłownie zmieciony z półek. Dla tych co nie zdążyli nastały smutne czasy. Portal jednak ma miękkie serduszko i zdecydował się nie tyle na dodruk starej Machiny, ile na wypuszczenie nowej. I tak oto światło słoneczne ujrzała Machina 2: Przeładowanie.

Pierwsze wrażenie może być dla niektórych piorunujące. Machina 2 została wydana w sposób „budżetowy”. Tekturowe białe pudełko z czarnym nadrukiem, w środku żetony części machin na grubym kartonie, cztery plansze z zaznaczonymi polami i garść kart na tekturce jak z odzysku. Może to szokować, ale jak się zastanowić, to takie wykonanie raz, że doskonale pasuje do tematyki gry, a dwa dzięki temu druga część Machiny kosztuje 35 złotych, a nie 135. Jest w tym jednak pewien zgrzyt. Żetony w wielu egzemplarzach (na przykład w moim, ale i mnóstwo osób na forach internetowych na to się skarży) są niedokładnie wybite. Nie chodzi już o to, że część z nich jest wybita krzywo, przez co połowa obrazka jest poza żetonem. Najgorsze jest to, że są wybite za słabo. Dlatego też wyciąga się je potwornie ciężko, ale również zdarzają się sytuacje, gdzie żeton po prostu się rozdziera. To poważna usterka gry, która nie powinna mieć miejsca nawet w wydaniu „budżetowym”.

No ale wystarczy biadolenia. Czas zająć się grą. W rozgrywce może wziąć udział od 2 do 4 graczy. Nie muszę chyba dodawać, że gra na dwie osoby nie daje zbyt wielkiej frajdy. Gracze wcielają się w inżynierów, starających się zbudować niesamowitą machinę z powszechnie dostępnych części, takich jak kosz na śmieci, koła, wzmacniacz, czy silnik atomowy. Oczywiście nie ma radosnej dowolności. Każdy gracz losuje na początku gry kartę Machiny, jaką ma zbudować i trzyma ją przy sobie w tajemnicy przed innymi. Jest to ważne, gdyż jeśli nasi przeciwnicy dowiedzą się jakie części potrzebujemy, będą w stanie odciąć nas od potrzebnych elementów.

Rozgrywka jest bardzo prosta. Każdy z graczy po kolei wykonuje swoją turę. W jej trakcie, najpierw może zagrać kartę specjalną, symbolizującą jakieś niezwykle ważne wydarzenie, na przykład zawalenie magazynu przeciwnika śrubkami. Karta taka może również pełnić funkcję pomocnika dla gracza, albo przeszkadzajki dla oponenta.

Kolejnym ruchem jest dobranie elementów, z których buduje się Machinę. Dobierać można spośród znanych elementów z Hurtowni, lub w ciemno z Hali Maszyn.

Kiedy już dobierze się elementy, czas wykonać Akcje. Można montować części w swoim Laboratorium, kraść elementy z Magazynu przeciwnika, demontować części z Laboratorium innego gracza, a nawet montować element ze swojego Magazynu w Laboratorium oponenta. Wbrew pozorom nie jest to takie głupie. Laboratoria mają ograniczoną liczbę miejsc na montaż. Każda nadprogramowa część, może stanowić nie lada przeszkodę w ukończeniu Machiny i w wielu przypadkach musi być usuwana, co może spowodować spore problemy w pracy „obdarowanego” inżyniera.

Niezwykle fajnie zostały rozwiązane wszelkie sytuacje sporne, w których jeden gracz ingeruje w Magazyn, albo Laboratorium innego gracza. Następuje wtedy licytacja Prezentów. Jednak nie kończy się to tym, że osoba, która zalicytuje najwięcej automatycznie wygrywa. To by było zbyt proste. Po zakończonej licytacji, gracze biorą wykorzystane Prezenty w dłoń i podrzucają do góry. Następnie liczone są u każdego z nich te Prezenty, które spadły obrazkiem do góry. U kogo jest ich więcej ten wygrywa. Sympatyczne, czyż nie?

Rozgrywka kończy się dokładnie w momencie, gdy jeden z graczy ukończy swoją Machinę i obwieści to radosnym okrzykiem. Może się to stać również w turze innego gracza, gdy ten domontuje swojemu przeciwnikowi jakiś element, który okaże się być tym kluczowym. Oczywiście zmontowanie Machiny nie jest łatwe. Nie zawsze znajdzie się odpowiednie elementy i niektóre z nich, trzeba będzie składać z innych rzeczy. Trzeba też zadbać o odpowiednie zasilanie, a także upewnić się, ze kreacja nie generuje zanieczyszczeń. Żywot inżyniera jest niezwykle ciężki.

Cała gra jest utrzymana w niezwykle humorystycznej konwencji. Wesołe rysunki, podpisy pod kartami, czy wreszcie same tytuły kart wywołują uśmiech na paszczach graczy. Dodatkowo twórcy gry radzą, aby w trakcie rozgrywki spotęgować klimat i odzywać się do współgraczy per Panie Inżynierze.

Reasumując muszę przyznać, że Machina 2: Przeładowanie, to całkiem sympatyczny przerywnik między cięższymi rozgrywkami. Można spokojnie rozegrać ze dwie partyjki w godzinę, a potem ruszyć w bój przy innych tytułach. Gra doskonale sprawdza się też w knajpkach (trzeba tylko uważać, żeby nie być usuniętym z lokalu za zbyt głośne zachowanie). Za tak niską cenę, grzech nie kupić.

Ocena końcowa:
7/10

Plusy:
+ humor
+ cena
+ krótki czas gry

Minusy:
- źle wybite żetony
- niektórych może razić „budżetowe” wykonanie gry

Machina II: Przeładowanie

Gatunek gry: towarzyska
Wydawca: Portal
Liczba graczy: 2-4 osoby
Czas gry: 30-60 minut
Dopuszczalny wiek graczy: od 12 lat
W pudełku:
  • 4 plansze
  • 32 karty specjalne
  • 16 kart machin
  • żetony
  • instrukcja
Cena sugerowana producenta: 35 zł


blog comments powered by Disqus