Recenzja gry "Here I Stand"

Autor: Leo
4 marca 2007

Wojny religijne w XVI w. nie są tematem zbyt znanym w Polsce. Naszą tolerancyjną Rzeczpospolitą Obojga Narodów ta burza ominęła bokiem. Na szczęście. Jednakże nikt nie neguje kolosalnego znaczenia jakie przyniosło dla Europy i świata wystąpienie Marcina Lutra 31 października 1517 roku.. Uczniowie w szkołach (również w Polsce) uczą się o reformacji i kontrreformacji, o pokoju w Augsburgu i jezuitach, o problemach Henryka VIII z uzyskaniem rozwodu i utopijnych pomysłach anabaptystów. Wszystkie te kwestie (i dużo, dużo więcej) znajdziemy w wydanej w 2006 roku przez GMT grze Here I Stand.

Szata graficzna
Już pudełko gry, nawet bez czytania napisów, sugeruje nam tematykę – jest tam m.in. i przemawiający kaznodzieja i XVI-wieczny żołnierz i ówczesny żaglowiec. To jakby kwintesencja płaszczyzn, na których toczy się gra…Ale o tym napiszę później.
 Mnie pudełko się bardzo podoba i wyróżnia się na tle innych, czasami koszmarnych, opakowań produktów tej firmy (np. „Sword of Rome”). Wewnątrz pudełka znajdziemy estetyczną i czytelną planszę (w systemie „point to point”), zestaw kilkuset żetonów i 110 kart. Dodatkowo 10 kostek K6 w dwóch kolorach, 10 torebek strunowych i plastikowe podstawki pod żetony wodzów. Wszystko jest czytelne, w dobrze i gustownie dobranych kolorach. Jak dla mnie strona graficzna gry jest bez zarzutu.

O co w tym biega?
Gra jest przeznaczona dla od 3 do 6 graczy. Mogą oni próbować poprowadzić do zwycięstwa następujące strony: Imperium Habsburgów, Francję, Anglię, Turcję, Papiestwo i Protestantów.
Przy grze w 5 osób jeden z graczy dowodzi Anglikami i Protestantami, przy 4 – oprócz w/w Habsburg kieruje też Papiestwem. Przy 3 graczach Francuz otrzymuje pieczę nad hufcami tureckimi. Każdy z graczy ma inne cele i inną ścieżkę od zwycięstwa, co jest zresztą oczywiste.

HIS jest mutacją systemu Card Driven Game. Dzieli się na 6 etapów, ale może też skończyć się wcześniej (najczęściej zdarzało się to nam w 4 etapie). Każdy etap składa się z kilku tur. Najważniejszą z nich jest ta, w której gracze po kolei zagrywają z ręki wylosowane wcześniej karty. Zagranie ich skutkuje wprowadzeniem w życie opisanego na karcie wydarzenia lub wykorzystaniem punktów operacyjnych (również znajdujących się na karcie). Punkty te można przeznaczyć np. na ruch i mobilizację oddziałów, na działania reformacyjne i kontrreformacyjne czy też na eksplorację Nowego Świata.

 Ruch oddziałów odbywa się podobnie jak w innych grach z systemem „point-to-point”. Szczególną rolę na planszy (i w grze) odgrywają tzw. „pola kluczowe”. Są to najczęściej stolice i strategicznie ważne miejscowości. Za nie dostaje się punkty i wokół nich ogniskują się walki. Mobilizować możemy dwa rodzaje wojsk – oddziały regularne i najemników. Ci drudzy są tańsi, ale oczywiście mogą zdradzić, albo odmówić walki (są na to specjalne karty).

Walka religijna toczy się pomiędzy dwoma graczami – Protestantem i Papieżem (pozostałe strony walczące mają na nią tylko pośredni wpływ). Można w niej próbować konwertować regiony i miasta na swoją religię, tłumaczyć Biblię i wyzwać swojego rywala na teologiczną debatę. Może się ona skończyć w miarę polubownie, ale przy pechu jednej a szczęściu drugiej strony może się też zakończyć spaleniem teologa na stosie...
Warto zainwestować też w eksplorację Nowego Świata, bo przy odrobinie szczęścia przynosi to spore profity. Dzięki odkryciom i koloniom zyskujemy punkty zwycięstwa i dodatkowe karty, a to jest bardzo cenny łup...

Bardzo dużą rolę w grze odgrywa dyplomacja. Na początku etapu gracze mają czas na dogadywanie się między sobą i m.in. na zawieranie sojuszy. Bez umiejętnego rozegrania tego elementu gry trudno marzyć o zwycięstwie (co zresztą dla amatorów gier wieloosobowych akurat chyba nie jest zbyt wielką tajemnicą…).

Dalej już nie będę dokładnie opisywał zasad gry, bo zanudziłbym Czytelników – w końcu nie o to chodzi w recenzji…Natomiast warto podkreślić, że zasady te nie są zbyt trudne. Ktoś je nazwał „intuicyjnymi” i to jest trafne określenie. Wprawdzie zapoznanie się z przepisami zajmuje trochę czasu (wyjaśnienie ustne np. około godziny), ale później już gra przebiega płynnie i nawet kompletnie „zieloni” gracze szybko „łapią” o co chodzi.

Małe resume:
Ja i większość moich Kolegów z Klubu na Smolnej uważamy Here I Stand za bardzo udany produkt. Ba, nawet nie zawaham się stwierdzić, że jest to jak na razie najbardziej trafiony zakup jakiego dokonaliśmy w naszym Klubie. Podsumowując – gra ma następujące zalety:
 1. Rozwinięty element dyplomacji czego efektem jest duży poziom interakcji pomiędzy graczami.
2. Duże zróżnicowanie możliwych strategii dla każdego z graczy.
3. Klarowne i dość proste przepisy.

Ponieważ nikt nie jest idealny, gry też, to po dłuższym zastanowieniu można powiedzieć, że wadami gry są:
1. Zasady zwycięstwa są tak opracowane, że gra kończy się czasami zbyt szybkim zwycięstwem jednego z graczy (zanim inni zdołają się „rozkręcić”)
2. Znacząca rola kostek i konieczność wykonywania czasami dużej ilości rzutów.

Ocena gry:
Grafika: 7/10
Klimat/wartość merytoryczna: 9/10
Grywalność: 9/10



Na koniec kilka rad dla graczy:
Jeśli grasz Turcją:
Zdobądź jak najszybciej Belgrad, Rodos i Tunis. Zbuduj silną flotę. Nie zaniedbuj piractwa i staraj się prowadzić równolegle działania morskie i lądowe!

Jeśli grasz Anglią:
Twoim głównym celem na początku powinna być Szkocja. Jeśli szybko ją pokonasz później masz rozwiązane ręce i możesz nawet podbijać Nowy Świat! Nie dopuść do utraty Calais!

Jeśli grasz Habsburgami:
To duże wyzwanie. Masz najsilniejszą armię, ale musisz walczyć na kilku frontach jednocześnie. Na pewno warto zainwestować w odkrycia i podboje Nowego Świata. I dogadać się z jednym z potencjalnych przeciwników…

Jeśli grasz Francją:
Powinieneś jak najszybciej zdobyć Metz i starać się utrzymać Mediolan (dopóki trzymasz to drugie miasto warto zagrywać kartę „domową” na inwestycję w budowę pałaców). Dość trudno się gra Francuzami, bo podobnie jak Habsburg można być zaatakowanym na kilku frontach. Ale od czego jest dyplomacja…

Jeśli grasz Protestantami:
Tłumacz i drukuj jak najwięcej. Umiejętnie korzystaj z karty „domowej” - dzięki niej możesz przejąć sporo wartościowych kart. Staraj się jak najszybciej przejąć kontrolę nad elektoratami. Wydatnie wzmocnią one Twoje siły zbrojne przed powstaniem Ligi Szmalkaldzkiej.

Jeśli grasz Papiestwem:
Spróbuj podporządkować Florencję i bronić wpływów religijnych w Rzeszy. Wszystkiego obronić się nie da, ale jeśli utrzymasz Austrię i 1-2 elektoraty, to będziesz miał łatwiejszą drogę do kontrreformacji. Warto też nie zaniedbywać mecenatu nad sztuką…

Here I Stand

Gatunek gry: historyczna
Wydawca: GMT Games
Liczba graczy: 3-6 osób


blog comments powered by Disqus