Recenzja gry planszowej pt. "Gorące talerze"

Autor: Artur Sobala
Korekta: Marta Kononienko
2 stycznia 2018

Gotuj szybciej!

Programy kulinarne, w których uczestnicy gotują i są oceniani przez jury, a dodatkowo muszą przygotowywać potrawy jak najszybciej oraz jak najlepiej, cieszą się sporą popularnością. Walcząc z czasem, nie można zapomnieć o żadnym składniku, a cierpliwość gości szybko się kończy. Tę atmosferę doskonale oddaje gra planszowa Gorące talerze.

Co to za restauracja?

Gracze wcielają się w role właścicieli restauracji oraz kucharzy, których celem jest przygotowanie posiłków odwiedzającym ich gościom. Każdy z nich zamawia coś innego, a znalezienie odpowiednich składników nie jest takie proste. Ponadto klienci szybko się irytują i wychodzą głodni, zostawiając knajpie złą opinię. Kilka negatywnych ocen może doprowadzić do upadku lokalu.

Co w menu?

W wysokim pudle ukryto planszę, wykonaną z grubego kartonu, na której przedstawiono kuchnię, salę dla gości oraz chodnik przed jadłodajnią. Ten ostatni element jest kompletnie niepotrzebny i posłużył autorom głównie po to, aby zamieścić tam wielkie logo gry. Planszę zdecydowanie można było zaplanować inaczej, żeby na przykład zajmowała mniej miejsca. Pozostałą przestrzeń natomiast wykorzystano dobrze, ponieważ zaprezentowano tam pomieszczenia widziane z góry. W kuchni szybko uwija się kucharz, a przez salę przemierza szybkim krokiem kelner. Wszystko utrzymano w kreskówkowym tonie, przez co oprawa graficzna jest bardzo lekka.

Kilkadziesiąt kart składników i potraw ma taką samą stylistykę, przypadając do gustu zarówno dorosłym, jak i najmłodszym. Ponadto mają one walor edukacyjny, ponieważ dzieci mogą się dzięki nim dowiedzieć, jakie są dania i co mniej więcej potrzeba do ich przyrządzenia. Niestety karty są nieco cienkie, a ich rozmiar utrudnia schowanie w protektory. Nie jest to jednak jakość wykonania, która sprawia, że gra nie wytrzyma trzech partii. Z pewnością karty długo posłużą, gdyż nie ma konieczności trzymania ich w dłoni.

Jednym z istotnych komponentów gry jest woreczek, który mieści trzydzieści pięć pionków klientów (wykonane zostały z grubego kartonu, z plastikową podstawką). Torebka mogłaby być większa, ponieważ jej rozmiar jest na styk i utrudnia losowanie nowych osób, które mają odwiedzić restaurację. Rodzaj wylosowanej klienteli ma znaczenie, dlatego ten czynnik jest tak istotny.
Instrukcja to zaledwie sześć stron, co prawda, z tekstem o małej czcionce, jednak jest w niej tyle ilustracji i przykładów, że lektura zajmie dosłownie kilka minut. Spis reguł napisano bardzo czytelnie i przejrzyście, nie pozostawiając żadnych wątpliwości.

Jak dbać o klientów?

Przed rozgrywką każdy gracz otrzymuje cztery karty składników, a do sali wchodzi czterech klientów. Rozwiązano to bardzo ciekawie, ponieważ na planszy znajdują się stoły i krzesła. Na blatach należy wyłożyć cztery karty potraw, a obok nich postawić po jednym kliencie. Każde danie oraz gość mają określoną cyfrę, która oznacza ilość punktów zdobytych po wydaniu posiłku danej osobie.
W swojej rundzie gracz może odrzucić jeden składnik i pobrać nowy ze spiżarni lub wymienić się nimi ze współgraczami. Następnie przechodzi do realizacji zamówienia, a więc zgodnie z wymaganiami konkretnego dania (na przykład Sałatka z rukolą i wędzonym łososiem wymaga trzech kart: warzywa, ryby i bagietki) zagrywa odpowiednie składniki. Jeśli wszystko zostanie przygotowane, zabiera się kartę obiadu oraz klienta jako trofeum. Po wykonaniu zlecenia, można dobrać ze spiżarni jeden składnik. Wydane jedzenie oznacza się na torze realizacji zamówienia specjalnym pionkiem.
Każdy przy planszy wykonuje trzy fazy rundy, a gdy zrobi to ostatni gracz, następuje przydzielanie znaczników głodu, mających postać pustych talerzy. Należy uważać na te żetony, ponieważ jeśli klient będzie miał aż trzy, to niezadowolony wyjdzie z lokalu. Pewna ilość gości, którzy opuścili restaurację skutkuje przegraniem, a więc mimo współzawodnictwa, należy dążyć do kooperacji, aby nie przegrali wszyscy.

Warto tu jeść?

Całą zabawę urozmaica to, że wśród składników znajdują się także zgniłe elementy oraz magiczny dodatek. Oba rodzaje mają specjalne właściwości. Dodatkowo dopuszcza się improwizację w kuchni, czyli zastępowanie jednej rzeczy dwoma innymi tego samego rodzaju (zamiast ryb – 2 karty warzyw). Klienci są niezwykle zróżnicowani nie tylko pod względem punktów, ale również wyglądu, a przede wszystkim – wśród nich znaleźli się także krytycy kulinarni (zilustrowane osoby są niezwykle podobne do Magdy Gessler i Macieja Nowaka) oraz Sanepid. Mimo takiego zróżnicowania zabawy należy przyznać, że w grze dwuosobowej rozgrywka jest diabelnie trudna, zwłaszcza jeśli nie dopisze szczęście i wylosuje się potrawy z trzech składników, których akurat nie udaje się dobrać. Wtedy łatwo doprowadzić do upadku lokalu. Zdecydowanie łatwiej jest grać w kilka osób. Można sobie szybko poradzić z tym problemem poprzez ułożenie na spodzie talii najtrudniejszych dań, co zalecałbym podczas zabawy dwuosobowej lub z dzieckiem.
Ciekawa jest też dopuszczalna negatywna interakcja, czyli podczas wymiany składnikami z inną osobą można obiecać np. sery, a zamiast nich dać mięsa. Z pewnością wywoła to zdziwienie i śmiech, jednak zaowocuje brakiem zaufania.

Proszę pochwalić kucharza?

Promocja magazynu kulturalno-kulinarnego Kukbuk poprzez grę planszową to świetny pomysł. Fani gotowania powinni z radością realizować kolejne zamówienia, mało tego – może podczas rozgrywki wpadnie im do głowy pomysł na jutrzejszy obiad? Proste reguły sprawiają, że Gorące talerze mają niski próg wejścia i poradzi sobie z nimi każdy laik, o ile nie przeszkodzi losowość. Początkujący i dzieci będą zadowoleni.

Gorące Talerze

Gatunek gry: towarzyska
Wydawca: KUKBUK
Liczba graczy: 2-6 osób
Czas gry: 30 minut
Dopuszczalny wiek graczy: od 8 lat
Cena sugerowana producenta: 110


blog comments powered by Disqus