Galaxy of Trian - recenzja gry

Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
12 sierpnia 2015

Dawno temu, kiedy grywałem w różne rodzinne planszówki, obok Osadników z Catanu, na stole pojawiało się również Carcassonne. Podobała mi się idea losowania kafelków, dopasowywania ich do tego co na stole i próby zapunktowania poprzez zamykanie obszarów. Dlatego kiedy usłyszałem o Galaxy of Trian i zobaczyłem, że to rozwinięcie pomysłów z Carcassonne, bardzo się ucieszyłem.

Zacznę od tego, że Galaxy of Trian to gra polskich autorów, która została ufundowana na Kickstarterze. Jak widać nie trzeba być wielkim znanym wydawnictwem, żeby mieć udaną zbiórkę w światowym crowdfundingu.

Ale wróćmy do samej gry. W bardzo ogólnym spojrzeniu, Galaxy of Trian, to po prostu Carcassonne w kosmosie. Mamy bowiem tę samą główna mechanikę, jaką jest dokładanie kafelków do rosnącego świata (tu wszechświata), zamykanie pewnych obszarów, kontrolowanie ich poprzez umieszczanie nań swoich pionków i punktowanie takich miejsc. Jednak to tylko bardzo ogólne spojrzenie, bowiem Galaxy of Trian ma wystarczająco dużo różnic, aby nie być zwykłym klonem Carcassonne tylko umieszczonym w innym świecie.

Pierwsza różnica, która rzuca się w oczy, to fakt, że kafelki, z których budujemy galaktykę są trójkątne. A do tego dwustronne. Trójkątny kształt po prostu zmienia nieco sposób budowania mapy gry. Nadal musimy oczywiście dobrze dopasować elementy, pilnując aby odpowiednio połączyć pustą przestrzeń, mgławice, chmury gazów, czy planety.

To, że kafelki są dwustronne wpływa już dużo bardziej na decyzyjność w trakcie rozgrywki. W Galaxy of Trian nie losujemy kafelków z woreczka, czy z zakrytej kupki na stole. Tu, kafelki są ułożone w dwa stosy w specjalnym drewnianym stojaczku (rewelacyjna sprawa), przez co gracz zawsze widzi jedną ze stron dwóch kafelków. To może wpływać na jego wybór. No i oczywiście, jak nie pasuje to co widzimy, to zawsze można mieć nadzieję, że po drugiej stronie jest coś ciekawszego.

Kiedy gracz dołoży kafelek przestrzeni na stół, ma jeszcze jedną możliwość działania. Może on albo położyć żeton Emisariusza na właśnie położonym kafelku, co sprawi, że zacznie on walkę o dominację nad jakimś obszarem kosmosu, albo aktywować pewne obszary. Aktywując obszary, mamy możliwość wykonania kilku ciekawych akcji. Można przenosić żetony Emisariuszy z miejsca na miejsce teleporterem. Można budować stacje naukowe i stacje kosmiczne, dzięki czemu na koniec gry zdobędziemy więcej punktów za jakiś fragment galaktyki.

Ciekawostką są też kryształy, które pojawiają się na planszy po zamknięciu obszarów Mgławic. Kryształy te mogą być zbierane na początku każdej tury przez gracza kontrolującego mgławicę. Co takiego dają? To proste. Dają sporo punktów zwycięstwa.

Dlatego w trakcie gry bardzo mocno trzeba kombinować gdzie położymy jaki kafelek. Gdzie ustawić swoich emisariuszy, w których miejscach blokować przeciwnika, gdzie i kogo teleportować. Możliwości jest naprawdę sporo i ta dynamika na planszy jest jednym z głównych powodów, dla których Galaxy of Trian nie jest tylko klonem Carcassonne.

Kolejna rzecz, to dodatek, który znajduje się w sklepowej wersji gry, zwanej Deluxe. Nosi on tytuł The Beginning of Conquest i dorzuca do gry możliwość budowania statków kosmicznych, które przemieszczają się po kosmosie. Statków są dwa rodzaje. Jeden to takie zaczepne draństwa zwane Łupieżcy, którymi możemy na przykład podbierać innemu graczowi minerały z jego mgławicy. Te drugie to statki nieco większe, zwane Korwetami, służące generalnie do tropienia i niszczenia wrogich statków. Bitwy są rozstrzygane niezwykle prosto. Korweta zawsze wygrywa z Łupieżcą, a walka między statkami tego samego typu jest wygrywana przez atakującego. Oczywiście wygrana w takiej bitwie oprócz dzikiej satysfakcji, daje również punkty zwycięstwa.

Statki oczywiście oprócz swoich głównych ról, pełnią też funkcję ruchomych blokerów. Można dzięki nim odciąć przeciwnika od jakiegoś skrawka galaktyki, utrudnić mu rozbudowę na fragmencie mgławicy, którą chcemy kontrolować, czy wręcz uniemożliwić ustawianie emisariuszy w danym kawałku galaktyki.

Oczywiście sam fakt wybudowania, czy poruszenia statku, to kolejne możliwości akcji, jakie gracz dostaje po wyłożeniu kafelka na stół.

Jak więc widać gra jest niezwykle prosta jeśli chodzi o zasady. Mechanicznie to, co możemy zrobić w swojej turze, jest banalne. Prawdziwa głębia pojawia się przy rozpatrywaniu konsekwencji tego co zrobimy. Wybory mają tu dużo większe znaczenie niż w Carcassonne. Choć może powinienem napisać inaczej. Wyborów jest tu dużo więcej niż w Carcassonne i są one bardziej znaczące. Walka o tereny również nabiera zupełnie innej jakości, gdy możemy dokładać swojego emisariusza na obszar, w którym leży już emisariusz przeciwnika. Tu już nie ma kombinowania „uda się przyłączyć mojego gościa do tego terenu, albo nie”. Tu jest bezpośrednia rywalizacja. I o to właśnie chodzi.

Trzeba jednak wspomnieć, że rozbudowane możliwości wyboru w grze, dają też pole do popisu ludziom, których głównym celem w życiu jest lagowanie przy stole. Najpierw mają wybór między dwoma kafelkami na stojaku. Potem między dwiema stronami wybranego kafelka w połączeniu z ewentualnym umiejscowieniem tego trójkąta. Potem jaką akcję wykonać. Im dalej w grę, tym więcej się tego robi i tym łatwiej o paraliż decyzyjny. Bo początek gry jest szybki. Niewiele w nim kosmicznego planowania.

Muszę też wspomnieć o jakości wykonania Galaxy of Trian. Jest po prostu świetnie. Śliczne grafiki na kafelkach kosmosu. Patrzenie na fragment złożonej „planszy” to czysta przyjemność. Rasy obcych na planszach graczy, przypominają mi czasy Master of Orion III (to oczywiście pozytywne odczucie dla takiego dinozaura jak ja).  Kryształki zasobów są bardzo miłym dodatkiem. Żetony wykonano z fajnego grubego kartonu.

Ale zupełnym szokiem jest drewniany stojaczek na kafelki kosmosu. Prostokątna podstawka z pięcioma drewnianymi „kolumnami”, między które wkłada się stosy kafelków. Niesamowita rzecz. Kiedy po raz pierwszy widzi się to w pudełku, po prostu człowieka zatyka.

Ogólnie Galaxy of Trian to bardzo przyjemna i ciekawa gra. Dzięki prostym zasadom i jakości wykonania, można jej użyć do przyciągania planszowych nowicjuszy na naszą stronę mocy. Szczerze polecam, zwłaszcza fanom Carcassonne. Tylko nie zdziwcie się, kiedy zaczniecie liczyć punkty w setkach. W tej grze da się rozwinąć skrzydła.

Dziękujemy wydawnictwu CreativeMaker LLC za udostępnienie gry do recenzji

Ocena 7/10

Plusy:
+ proste zasady
+ kapitalna jakość wykonania
+ można grać z początkującymi

Minusy:
- podatna na paraliż decyzyjny w późniejszej części rozgrywki

Galaxy of Trian

Gatunek gry: strategiczna
Wydawca: CreativeMaker LLC
Liczba graczy: 2-4 osoby
Czas gry: ok. 45 min.
Dopuszczalny wiek graczy: 10+


blog comments powered by Disqus