Fun Farm - recenzja gry

Autor: Paweł Olejniczak
16 kwietnia 2015

Kto z nas za młodu nie oglądał kreskówek, których bohaterami były słodkie zwierzątka: kózki, koniki, krówki i cała reszta domowego inwentarza? Wszyscy byliśmy fanami misiów, króliczków, piesków i innej menażerii, biegającej po ekranie i przeżywającej swoje przygody na wsiach, polach i w miastach. Tym razem, dzięki wydawnictwu Black Monk, będziemy mieli okazję doświadczyć postaci z bajek nie tylko w postaci obrazków, ale również pobawić się nimi w szalonej grze "Fun Farm".

Całe dobro inwentarza

Gra już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie zabawnej, gdyż pudełko zostało zaprojektowane tak, by z wnętrza spoglądały na nas... zwierzęta! Głównym elementem są bowiem duże, gumopodobne i pomalowane na wesołe kolory zwierzaczki. Prócz tego znajdujemy dwie kości (czarną i białą, z sześcioma różnokolorowymi kropkami na każdej ze ścianek), 24 karty oraz krótką, jednostronicową instrukcję. Teraz musimy szybko ruszyć do akcji, gdyż nasi podopieczni uciekają z zagród i należy ich złapać!

Rozgrywkę rozpoczynamy od rozłożenia na środku stołu figurek tak, by każdy z graczy miał do nich łatwy dostęp. Następnie pierwszy z nich odsłania kartę i wykonuje rzut kośćmi. Każda z kart przedstawia stworka oraz dwie kości - czarną i białą z kropką w jednym danym kolorze. Jeśli któraś z kości po rzucie prezentuje identyczny układ, jak ten na karcie, pierwszy gracz, któremu uda się złapać podobiznę milusińskiego przedstawionego na rysunku, otrzymuje kartę. Jeśli natomiast wynik nie jest tożsamy z rysunkiem, następuje tura kolejnej osoby, która wykłada kolejną kartę (poprzednich nie chowamy i ich liczba na stole może z czasem rosnąć, podwyższając poziom trudności) i używa kości. Jeśli wynik pokrywa się z oznaczeniami na kilku kartach, można złapać więcej zwierzaków, jednak należy pamiętać, że każdy, którego niesłusznie weźmiemy do ręki, spowoduje karę - za pomyłkę trzeba oddać jedną ze zgromadzonych uprzednio kart.

Zabawa toczy się do momentu, kiedy dobrana zostanie ostatnia z kart, natomiast zwycięzcą zostaje gracz, który zgromadził najwięcej z nich. Wszystko to zajmuje od dziesięciu do dwudziestu minut, co sprawia, że grą trudno się znużyć.

Czy warto być rolnikiem w naszych czasach?

Gra "Fun Farm" przeznaczona jest głównie dla dzieci, wiec proste zasady, śliczne figurki zwierzaczków i kolorowa oprawa graficzna stanowią jej niewątpliwą zaletę. Dzieci podczas rozgrywki nie tylko będą cieszyły się uroczą zabawką, ale również nauczą się koncentracji i ćwicząc spostrzegawczość, nabiorą refleksu. Dzięki wyglądowi poszczególnych elementów nie trzeba nakłaniać pociech do zabawy, gdyż same z chęcią będą po nią sięgały.

O dziwo okazuje się, że mimo aż narzucającego się wniosku, że tak prosta gra może spodobać się tylko dzieciom, szybkość rozgrywki i jej szalony charakter przypadną do gustu również wielu dorosłym. "Fun Farm" powinien zaskarbić sobie sympatię nawet dojrzałych ludzi, którzy nie unikają gier zręcznościowych. Również w takim towarzystwie uciekające kurczaki, krowy i dziki... konie potrafią spowodować salwy śmiechu.

Ciężkie jest życie rolnika

Niestety i ta gra nie ustrzegła się wad. Zwierzaczki zostały naprawdę dobrze zaprojektowane z jednym wyjątkiem - w quizie zatytułowanym "co to jest?", a dotyczącym czerwonej figurki, wygrały odpowiedzi: "dzik", "guziec" oraz "czerwona krowa". Prawidłowa opcja "koń" pojawia się niezwykle rzadko. Co prawda nie jest to wielka wada i można wszystko zrzucić na karb wizji artystycznej projektanta, jednak widok czerwonego... czegoś pośród zwierzyny domowej sprawia dość specyficzne wrażenie. Nie przeszkadza to jednak w rozgrywce, więc ma raczej rangę drobnego dziwactwa niż faktycznej wady. Przecież nie wszystkie zwierzęta w oborze muszą być realne, prawda?

Jeśli jednak mowa o prawdziwych wadach, trzeba nadmienić, że śliczne figurki zostały wykonane dość niedbale. Mimo że nowe prezentują się rewelacyjnie, dość szybko schodzi z nich farba, przez co po stosunkowo krótkim czasie kurczaczek może zostać pozbawiony swojego czerwonego dzioba i grzebienia oraz oczu, a owieczka stracić kolorowe nóżki. Ten mankament również nie przeszkadza w rozgrywce, jednak zwisające z maluchów płaty farby nie sprawiają dobrego wrażenia.

Hej ho, hej ho, do pracy by się szło!

Luca Bellini po raz kolejny udowodnił, że wie jak tworzyć proste gry, które zauroczą zarówno dzieci, jak i dorosłych. Po znanym i lubianym "Jungle Brunchu" jego nowy "Fun Farm" szykuje się do szturmu na pierwsze miejsca wśród najpopularniejszych gier dla dzieci. Prostota połączona z szybkością i humorem są na spółkę z chwytliwą grafiką niewątpliwym przepisem na sukces. Gra ta idealnie nadaje się na prezent dla każdego dziecka!

Ocena: 8/10

Plusy:
+ szybkość rozgrywki uniemożliwiająca nudę
+ spora interakcja
+ oprawa graficzna
+ wzbudzanie pozytywnych emocji
+ uniwersalny target wiekowy - gra zarówno dla dzieci, jak i dorosłych

Minusy:
- średnia jakość wykonania figurek
- stosunkowo wysoka cena
- koń, który jest dzikiem

Fun Farm

Gatunek gry: towarzyska
Wydawca: Black Monk Games
Liczba graczy: 2-10 osób
Czas gry: ok. 15 min.
Dopuszczalny wiek graczy: 6+
W pudełku:
  • 6 piankowych zwierzaków (Owieczka, Kózka, Konik, Świnka, Krówka, Kurczaczek)
  • 24 karty
  • Biała kość
  • Czarna kość
  • Instrukcja


blog comments powered by Disqus