Flick‘em Up! - Dzika Strzelanka - recenzja gry

Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
9 października 2016

Gry zręcznościowe mają wiele oblicz. Część z nich zakłada, iż gracze będą musieli wykonywać dziwne gesty, lub będą wyginać śmiało ciało. Inne wymagają spokojnej i pewnej ręki niczym u chirurga. Niezależnie jednak od tego jak bardzo zręcznościowa jest taka gra, jedno jest niezmienne. Bardzo rzadko można do określenie „gra zręcznościowa” dostawić słowo „klimatyczna”. Bardzo rzadko, ale nie nigdy. Bo taką właśnie klimatyczną zręcznościówką jest Flick’em Up.

Flick’em Up przenosi graczy do świata Dzikiego Zachodu. Co ciekawe klimat westernu nie przejawia się tylko na pudełku, czy grafikach i komponentach. Klimat ten wylewa się z całej gry, oczywiście na tyle, na ile pozwala na to zręcznościowy charakter rozgrywki. Na szczęście w tym wypadku pozwala na sporo.

Flick’em Up to pojedynek w samo południe. Choć pojedynek może tu być złym słowem. Bo choć do gry może zasiąść dwóch graczy, to jednak każdy z nich ma pod kontrolą grupę kowbojów. Jeden „kieruje” szeryfem i stróżami prawa, a drugi bandytami. Dlatego też Flick’em Up lepiej porównać do tego momentu w westernie, kiedy do miasteczka wjeżdża gromada bandytów i rozpoczyna się regularna strzelanina między nimi a stróżami prawa.

Bo we Flick’em Up chodzi właśnie o strzelanie do siebie. Stróże prawa i bandyci stają naprzeciw siebie i zaczynają do siebie strzelać. Gracze mają pod opieką po pięć postaci, reprezentowanych przez białe i czarne plastikowe „meeple”. Napisałem to w cudzysłowie, bo te meeple są dużo większe od standardowych, bo też inną rolę będą pełnić w grze.

Mechanicznie rozgrywka jest banalnie prosta. Gracze wykonują swoje ruchy na przemian, aktywując po jednym kowboju z danej grupy. Aktywowany kowboj może wykonać dwie akcje.

Pierwszą jest ruch. Aby się ruszyć, kładziemy na stole w miejscu kowboja specjalny krążek i pstrykamy nim tam, gdzie chcemy być. Jeśli krążek nie dotknie niczego po drodze, ruch się powiódł i kładziemy kowboja w nowym miejscu. Co ważne, pstryka się nieco inaczej, niż możecie być przyzwyczajeni. Nie używamy kciuka jako elementu wzmacniającego pstryknięcie. Można używać tylko jednego palca. Przez to pstryknięcia są nieco słabsze, ale i dokładniejsze.

Drugą akcją jest oczywiście strzał. Aby do kogoś strzelić, kładziemy obok naszej „postaci” krążek reprezentujący pocisk z rewolweru. Następnie pstrykamy nim w kierunku gościa, którego staramy się odstrzelić. Jeśli trafisz i przewrócisz kowboja, to znaczy, że go postrzeliłeś. Traci on punkt życia (jeśli stracił ostatni, to niestety zszedł z tego świata), i zostaje powalony, do momentu jego najbliższej aktywacji. Jest to istotne, bo do powalonych postaci nie można strzelać. Nawet jak się je przypadkiem trafi, to nic im się nie stanie. Co ciekawe i bardzo fajne, można przypadkiem postrzelić też kowboja z własnej drużyny. Trzeba więc być ostrożnym.

Trzecia akcja, zależy od scenariusza w jaki gramy, Można coś podnieść, położyć na ziemi, albo wymienić z innym kowbojem.

No właśnie. Scenariusze. To chyba dość niespodziewane słowo jeśli mowa o grze zręcznościowej. A jednak. Flick’em Up to nie gra, w której bezmyślnie strzelamy do drużyny przeciwnej. Mamy tu scenariusze, w których każda z drużyn ma swoje cele. Raz faktycznie trzeba po prostu wystrzelać drużynę przeciwną, ale czasem trzeba będzie odstrzelić konkretnego kolesia, albo znaleźć żetony dowodów, albo zgromadzić złoto w odpowiednim budynku, albo uratować kogoś z szubienicy. Masa możliwości. A skoro są scenariusze, to i różne krajobrazy. W grze mamy budynki (do których można wchodzić, co jest opisane w mechanice gry), mamy płotki, beczki, bele siana, kaktusy, a nawet wspomnianą już szubienicę i nawet postacie specjalne. Każdy scenariusz jasno określa co gdzie ma stać na początku, gdzie rozmieszczone są poszczególne drużyny i co trzeba zrobić. A także ile jest na to czasu. Każda runda, czyli aktywacja wszystkich postaci, to jedna godzina na zegarze dołączonym do gry. Każdy scenariusz zaczyna się i kończy o wskazanej godzinie. Fajna sprawa.

Polska wersja językowa wydana przez Lacertę, jest wersją z plastikowymi komponentami. Wersja „oryginalna” to wersja drewniana. Nie wiem jak wypada porównanie „grywalności” między drewnem, a plastikiem we Flick’em Up, jednak muszę stwierdzić, że pstrykanie plastikiem jest całkiem przyjemne i nie czułem, że coś jest nie tak. Do tego wersja plastikowa kosztuje mniej niż połowę tego, co drewniana. To chyba spory plus, prawda. Z drugiej strony, do drewnianej jest już dodatek. Czy będzie do plastiku? Mam nadzieję, bo gra jest tego warta.

Flick’em Up to naprawdę świetna zręcznościówka. Klimatyczna i pełna dobrej zabawy. Trzeba tylko uważać podczas gry na stole, bo krążki mają tendencję do spadania i toczenia się pod kanapę, lub szafę. Na szczęście dzięki słabszej technice pstrykania nie jest to aż tak tragiczne, jak mogłoby być. Jedynym chyba minusem jest fakt, że rozłożenie gry, ustawienie wszystkich kaktusików, żetonów i budynków według wskazań scenariusza, apotem ich złożenie, może trwać dłużej niż sama rozgrywka. To bywa irytujące w każdej grze. Na szczęście we Flick’em Up nie zdarza się aż tak często, a do tego na jednej rozgrywce raczej się tu nie kończy. Polecam wszystkim, bo przy tej grze może się bawić każdy. Dojrzały gracz i nowicjusz. Dzieci też, wszak pstrykanie do celu to dość naturalna sprawa.

Dziękujemy wydawnictwu Lacerta, za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Ocena: 8/10

Plusy:
+ klimat
+ jakość wykonania
+ masa zabawy

Minusy:
- ciężko się gra na stole

Flick‘em Up! - Dzika Strzelanka

Gatunek gry: towarzyska
Wydawca: Lacerta
Liczba graczy: 2-10 osób
Czas gry: ok. 45 min.
Dopuszczalny wiek graczy: 8+
W pudełku:
  • 12 figurek
  • 12 zdejmowalnych kapeluszy
  • 10 żetonów kowbojów
  • 6 budynków
  • 1 szubienica
  • 72 żetonów (dynamit, rewolwer, strzelba i inne.)
  • 37 innych elementów (kaktusy, beczki, itp.)
  • instrukcja


blog comments powered by Disqus