Domek - recenzja gry

Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
12 czerwca 2016

Domek wjechał na stoły z impetem. Gracze bardzo szybko zakochali się w grze, w której urządzamy swój dom marzeń. Postanowiłem przyjrzeć się temu fenomenowi. Co zastałem w Domku? Już Wam piszę.

Gra zatytułowana Domek, została wydana przez Rebel.pl. Jej autorem jest Klemens Kalicki. „Fabuła” gry jest niezwykle prosta. Oto przed nami stoi dom, który trzeba wykończyć. Trzeba przystosować pomieszczenia, położyć dach, ewentualnie dorzucić jakieś fajne sprzęty. Dzięki temu na końcu gry będziemy mieli przepiękny dom i nadzieję na największą liczbę punktów, co pozwoli nam wygrać.

Grać może od dwóch do czterech osób. Każdy dostaje swoją planszę domku, która faktycznie ma kształt domu. Na owej planszy jest dwanaście miejsc na karty pokoi. Pokoje można ustawiać na dwóch piętrach (po pięć kart na każdym piętrze) i w piwnicy (dwie karty). Dodatkowo, jest miejsce na karty dachu, który składujemy pod domem, zanim trafi na sam jego szczyt.

Na stół trafia też plansza główna, na której wykładane będą karty pomieszczeń, oraz dodatków. Z tych właśnie kart, gracze będą budowali swój wymarzony dom. Karty pochodzą z dwóch talii. W jednej są pokoje. Znajdziemy tam karty łazienek, salonów, sypialni, czy kuchni, ale także garaż, gabinet czy spiżarnię. Druga talia, to talia dodatków. Tam znajdują się karty dachów, wyposażenia domu, narzędzi, a także pomocników.

Obie talie tasuje się porządnie przed rozgrywką. Oczywiście każdą talię osobno, bo każda ma swoje przypisane miejsce na planszy głównej. Następnie wykłada się karty z każdej z nich na planszę główną. Po wyłożeniu, będą tworzyć pary (co jest ważne dla rozgrywki) złożone z jednej karty pokoju i jednej karty dodatku. Choć nie do końca. Bowiem na planszę wykłada się o jedną kartę pokoju więcej, niż kart dodatków. Ten „nadprogramowy” pokój, tworzy parę ze znacznikiem pierwszego gracza.

Rozgrywka jest banalna. Gra trwa dwanaście rund, czyli dokładnie tyle ile potrzeba do zapełnienia całej planszy gracza pokojami. W trakcie rundy, każdy gracz, zaczynając od pierwszego gracza, wybiera z głównej planszy jedną parę kart, czyli pokój i kartę dodatku, która nad nim leży. Wyjątkiem jest karta pokoju, która leży w parze ze znacznikiem pierwszego gracza. W tym przypadku gracz dostaje tylko kartę pokoju, ale od kolejnej rundy staje się pierwszym graczem.

Po wzięciu kart, należy od razu zrobić z nimi to, co każą. Jest to oczywiście bardzo proste. Karta dachu, ląduje zakryta w odpowiednim miejscu. Karta pokoju może zostać umieszczona w domku, oczywiście przy zachowaniu odpowiednich zasad. Karta narzędzia lub pomocnika, ląduje obok planszy gracza i czeka na wykorzystanie. Karta wyposażenia domu zostaje wymieniona na odpowiedni żeton, a ten ląduje w odpowiednim pokoju (o ile mamy taki pokój w domu).

Następnie karty, które nie zostały wzięte są usuwane z głównej planszy, wykładany jest nowy komplet i rozpoczyna się kolejna runda. Po dwunastej rundzie, gracze mają zapełnione domy i rozpoczyna się podliczanie punktów.

Zastanawiacie się teraz, gdzie tu jest ta świetna zabawa, o której tyle się słyszy przy okazji gry Domek. Już tłumaczę.

Kiedy wybieramy w swoim ruchu parę kart z głównej planszy, musimy dokonać pewnego wyboru. Wszystko rozbija się właśnie o zasady umieszczania pokoi w domu i o punktację. Mamy sporo pokoi do wyboru, jednak ważne jest to, jak będziemy je umieszczać w domu. Część kart można umieszczać obok siebie, dzięki czemu na koniec dadzą nam więcej punktów. Nie można jednak przesadzać. Na przykład salon może się składać maksymalnie z trzech ułożonych obok siebie kart. Jest wtedy wart aż 9 punktów. Natomiast malutki salonik z jednej karty, to tylko 1 punkt na końcu gry. To tylko jeden z kilku aspektów. Budowa pokoi musi też być w zgodzie z grawitacją. Nie można położyć karty, jeśli pod nią nic nie będzie. To dyskwalifikuje na dzień dobry całe pierwsze piętro i fragment parteru leżący nad piwnicą. Dopiero kiedy zabudujemy coś na dole, możemy dobudować coś u góry.

Z tym wiąże się kolejna „pułapka”. Może się okazać, że nie mamy możliwości położenia wziętej karty pokoju. Na szczęście nie odrzucamy nic i na koniec nie zostajemy z dziurą w konstrukcji. Jednak musimy położyć taki pokój na swojej planszy rewersem do góry. Rewers natomiast oznacza pusty, niewykończony pokój, który nie daje nam na koniec gry żadnych punktów. Niestety jednak, czasem jego pojawienie się w naszym budynku, będzie smutną koniecznością.

Jak więc widzicie, wybór pary kart wiąże się z niezłym kombinowaniem. A przecież nie patrzymy tylko na pokój. To, jaką kartę dodatku weźmiemy, jest równie ważne. Pomocnicy i narzędzia, mogą nas nieco odciążyć podczas kolejnych wyborów, w przyszłych rundach. Pomocnicy mogą też dać nam dodatkowe punkty na koniec gry. Wyposażenie domu, to dodatkowe punkty, choć czasem będą blokować rozbudowę naszych pokoi. Z kolei karty dachu mogą na koniec dać sporo punktów, ale trzeba się przy nich wykazać dość dobrą pamięcią. Staramy się bowiem zebrać karty w tym samym kolorze, ale po zabraniu karty dachu z głównej planszy, trzymamy ją u siebie zakrytą i nie możemy jej podglądać do końca gry. Trzeba pamiętać, co się zbiera.

Na końcu gry, jak już napisałem, następuje podliczenie punktów. Te dostajemy oczywiście z pokoi, zgodnie z tym co jest na nich napisane. Dodatkowo punktują żetony wyposażenia, pomocnicy i to, czy byliśmy w stanie umieścić w domu konkretne rodzaje pomieszczeń. Do tego dochodzi dach. Jeśli nie udało się nam go skończyć (czyli mamy mniej niż cztery karty dachu) to nie dostajemy żadnych punktów. W przeciwnym wypadku możemy dostać od 3 do nawet 9 punktów. Ta najwyższa wartość pojawia się, gdy skompletujemy dach w jednym kolorze i dodatkowo z oknem.

Kto ma najwięcej punktów, wygrywa grę. I to tyle. Aż tyle i tylko tyle.

Domek to bardzo fajna gra. Przynajmniej na początku. Kapitalne grafiki na kartach i świetne wykonanie komponentów, z miejsca chwytają za serce. Próby zebrania potrzebnych pokoi, też są emocjonujące. Zwłaszcza, kiedy para kart nie do końca nam pasuje, albo ktoś przed nami podbierze nam to, czego potrzebowaliśmy. Emocje sięgają momentami zenitu. Tyle, że to wszystko mija wraz z kolejnymi rozgrywkami. Dość szybko zauważamy jak grać, co zbierać, za co dostaje się punkty i jak bronić się przed wpadkami. Bardzo szybko emocje ustępują miejsca dość mechanicznemu zbieraniu kart i układaniu ich na planszy domu.

Domek okazuje się przyjemną grą dla rodzin. Przyjemną grą, na wprowadzenie nowicjuszy, czy młodych graczy w świat planszówek. Nie jest jednak grą, w którą da się grać często, ponieważ w takim układzie dość szybko się nudzi. Choć przyjemny dla oka, Domek jest powtarzalny. A im więcej i częściej się w niego gra, tym bardziej ta powtarzalność wyłazi na wierzch. Dlatego Domek jest fajny, ale w małych porcjach.

Dziękujemy wydawnictwu Rebel.pl za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Ocena 7/10

Plusy:
+ rewelacyjne ilustracje
+ proste zasady
+ rodzinny klimat
+ dobra na gateway

Minusy:
- szybko robi się powtarzalna
- łatwo się nudzi

Domek

Gatunek gry: towarzyska
Wydawca: Rebel
Liczba graczy: 2-4 osoby
Czas gry: ok. 30 min.
Dopuszczalny wiek graczy: 7+
W pudełku:
  • plansza
  • 4 plansze gracza
  • 60 kart pokojów
  • 28 kart dachów
  • 20 kart narzędzi, wyposażenia i pomocników
  • 10 żetonów wyposażenia
  • znacznik pierwszego gracza w kształcie miniaturowego domku
  • notes do zapisywania wyników
  • instrukcja


blog comments powered by Disqus