Recenzja gry "Dixit"

Autor: Pudelek
Korekta: Gambit
2 lipca 2009

„Wstrzymaj na chwilę oddech! Karty zostały odkryte. Ich wspólną cechą jest tajemnicze zdanie, lecz tylko jedna z kart jest do niego kluczem. Użyj swojego sprytu i intuicji, by nie dać się złapać w pułapkę zastawioną przez pozostałych graczy.”  Brzmi tajemniczo? A jakże. Może nawet za bardzo tajemniczo w stosunku do gry, której zasady są wręcz banalnie proste. Proste, co nie znaczy, że prymitywne lub głupie...

Dixit została zaprezentowana w Polsce przez wydawnictwo Hobbity. Gra, której oryginał powstał we Francji, cieszyła się nad Sekwaną dużym powodzeniem i otrzymała nagrodę Gry Roku na Międzynarodowym Festiwalu Gier w Cannes. Moim zdaniem całkowicie zasłużenie.

Najczęstsze określenie z jakim się spotkałem w stosunku do tego tytułu, to „słowna gra wyobraźni”. Przyznaję, że jestem dość podejrzliwy co do produkcji opisywanych w ten sposób – kojarzą mi się z godzinami spędzonymi nad jakimiś dziwnymi problemami wymyślonymi przez dziwnych ludzi. W dodatku Dixit miał zostać stworzony przez lekarza pracującego z młodymi pacjentami przeżywającymi trudności w środowisku szkolnym. Gra towarzyska jako metoda rekonwalescencji? Możliwe, ale czy będzie ona atrakcyjna również jako zwykła rozgrywka? Pytań było wiele, dopóki nie otrzymałem egzemplarza gry w swoje ręce.

Pierwsze co rzucało się w oczy to niezwykle interesujące opakowanie. Po otwarciu okazało się, że główne elementy gry – 84 karty z rysunkami Marie Cardouat - to po prostu małe dzieła sztuki! Ilustracje są dopieszczone pod każdym względem – każda karta jest inna, w różnych kolorach, tonacji; niektóre z pogranicza fantazji i bajek, inna bardziej dosłowne, zbliżone do rzeczywistości. Ale żadnej nie można jednoznacznie opisać. I o to właśnie w tej grze chodzi.

Zagrać w nią może od 3 do 6 osób – tak przynajmniej jest napisane na opakowaniu, choć instrukcja została napisana praktycznie dla grupy co najmniej 4-osobowej. Co prawda zamieszczono w niej informację o wariancie dla 3 graczy, jednak uważam, że to za mało, aby w pełni cieszyć się rozgrywką. Sama jest w 7 językach – to raczej rzadkość na rynku. Każda wersja językowa zajmuje raptem 2 strony, w tym jedna z nich ilustruje potencjalne zagrania stosownymi przykładami. Zasady, jak wspomniałem, są bardzo proste, więc taki krótki opis gry w zupełności wystarcza.

Pomiędzy graczy rozlosowujemy karty, których nie pokazujemy przeciwnikom. W każdej z rund jeden z graczy wciela się w rolę narratora – ze swoich kart wybiera jedną i stara się ją opisać w dowolny sposób. Słowo „dowolny” jest jak najbardziej na miejscu – kartę możemy skomentować jednym słowem, zdaniem, całą historią, samą mimiką. Jeśli przyjdzie nam ochota to nawet zaśpiewać, choć ten wariant nie zawsze musi iść w parze z umiejętnościami wokalnymi gracza. Następną czynnością jest wybór przez przeciwników kart ze swojej talii, które, ich zdaniem, najbardziej pasują do opisu. Przekazuje je  narratorowi – ten miesza wszystkie i, nadal nie ujawniając własnej karty, rozkłada przed sobą. Pozostali gracze muszą, także nie ujawniając swojego wyboru, oznaczyć która karta była tą „pierwszą”. Dopiero potem narrator wskazuje swoją ilustrację... Jeśli wszyscy trafili prawidłowo – dostają oni punkty, natomiast narrator pozostaje z pustym kontem, gdyż jego opis był zbyt prosty. Jeśli nikt nie trafił, to punktacja jest identyczna – wówczas narrator zostaje ukarany za zbyt trudne określenie obrazu. W przypadku gdy tylko część graczy wskaże prawidłową kartę, nagrodzony zostaje narrator oraz oczywiście osoby, które ją wytypowały. Dodatkowo po punkcie dostaje każda osoba, której kartę wskazano – opłaca się zatem dawać o zbliżonej, naszym zdaniem, tematyce. Wygrywa osoba, która na koniec będzie miała najwięcej punktów.

Z powyższego opisu wynika, że celem narratora jest taki opis ilustracji, aby został on odgadnięty tylko przez niektóre osoby. Nie możemy zatem pójść na łatwiznę i opisać rysunku byle jak, podobnie jak nie przyniesie sukcesu wymyślenie czegoś bardzo trudnego, czegoś co w żaden sposób nie może skojarzyć się z dziełem pani Cardouat. Oczywiście zawsze można liczyć na łut szczęścia, że może ktoś przez przypadek trafi na naszą kartę, jednak taka taktyka jest bardzo ryzykowna. Należy pamiętać, że pozostali gracze ze swojej talii oddają nam ilustracje, do których opis może pasować bardziej niż do karty narratora, a wówczas robi się naprawdę ciekawie.

Taktyka przyjęta przez narratora zależy w dużej mierze od przeciwników, a ściślej mówiąc od tego, jak ich dobrze znamy. Kumpel z jednej klasy, dziewczyna, mąż albo brat bliźniak będzie najprawdopodobniej zupełnie inaczej interpretował nasze zdania niż osoba poznana przypadkowo na imprezie, szef czy daleki wujek. Teoretycznie daje to pole do pewnych „nadużyć” – możemy opisać obraz w taki sposób, żeby mógł skojarzyć się tylko „wybranym”, np. poprzez ze związek z jakimś wydarzeniem w którym wspólnie braliśmy udział. Nieuczciwe? Być może, jednak nie jest to w żaden sposób zakazane – w dodatku udowodnienie takiego zagrania przez osoby trzecie jest praktycznie niemożliwe.

Nie bez znaczenia jest inteligencja osób, które zasiadły z nami do stołu. Ponieważ obrazy można próbować opisywać na zasadzie różnych skojarzeń – do scen filmowych, cytatów z książek, zdjęć, plakatów, tekstów zespołów itp. – zupełnie inaczej będzie wyglądała rozgrywka z przeciwnikami obytymi kulturalnie, z bujną wyobraźnią, a inaczej z ludźmi, których wiedza kończy się na tym, co wynieśli z podwórka.

Gra toczy się szybko – przy osobach sprawnie myślących wystarczy pół godziny. Za każdym razem wygląda inaczej, gdyż tą samą kartę można opisać na wiele sposobów. Po zakończeniu człowiek czuje niedosyt, ma ochotę zagrać po raz kolejny, bo zabawa jest naprawdę pierwszej klasy.

Dixit jest idealny na imprezę, zwykłe spotkanie towarzyskie, nawet na popołudnie z rodziną. Uruchamia wyobraźnię, stawia pole do popisu dla osób nieprzeciętnych, myślących nieszablonowo – teraz wreszcie będą mogły pokazać choćby cząstkę swojego wnętrza innym.

Jakieś wady? Przy rozpakowywaniu od razu zwróciłem uwagę, że karty z ilustracjami są zbyt duże – ledwo mieszczą się w dłoni i ciężko się tasują. Dzięki temu rysunki są większe, wyraźniejsze, ale sądzę że spokojnie mogłyby być zmniejszone do standartowych rozmiarów. I to właściwie tyle, jeśli chodzi o rzeczy do których mógłbym się przyczepić.

Podsumowując – gra jest warta polecenia i swojej ceny. Nawet jeśli to nie nasze klimaty, to czasem warto oderwać się od wyrzynania wrogich armii i cywilizacji, budowania kolejnych linii kolejowych czy ciułania złota, diamentów albo innych drogocennych kruszców. Czasem warto skupić się tylko na wyobraźni... Imagine...

Ocena: 10/10

Zalety:
+ pod względem graficznym to rewelacja
+ proste zasady
+ interesująca rozgrywka
+ bo zakończeniu chcemy grać dalej i dalej...

Wady:
- praktycznie brak, chyba, że wspomniane zbyt duże karty

Dziękujemy wydawnictwu Hobbity za udostępnienie egzemplarza gry

Dixit

Premiera gry: 27 maj 2009
Gatunek gry: towarzyska
Wydawca: Rebel
Liczba graczy: 3-6 osób
Czas gry: ok. 30 minut
Dopuszczalny wiek graczy: 8+
W pudełku:
  • 84 wielkoformatowe karty
  • 1 plansza z torem punktów wewnątrz pudełka
  • drewnianych pionków królików
  • 36 znaczników głosowania
  • instrukcja
Cena sugerowana producenta: 109,95


blog comments powered by Disqus