Recenzja gry Diplomacy

Autor: RAJ
10 października 2004

Czym jest wojna? Na pewno krwawymi walkami pomiędzy wielkimi armiami. Ale przede wszystkim: Wojna jest przedłużeniem polityki. To stwierdzenie Clausewitza było, jest i zawsze będzie prawdziwe. Nie toczy się wojen dla samego wojowania. Wojna jest środkiem, który ma umożliwić osiągnięcie celu którego nie udało się osiągnąć metodami pokojowymi.

Gra Diplomacy jest doskonałą demonstracją tego zjawiska.

Europa przed I Wojną Światową. Najprawdziwszy kocioł sprzecznych interesów i chęci zdobycia "przestrzeni życiowej". Ten właśnie moment w historii tworzy legendę dla gry. Gracze mogą grać jednym z siedmiu mocarstw: Anglią, Francją, Niemcami, Austro-Węgrami, Rosją, Turcją lub Włochami (hmmm... może jeszcze przemyślę słowo "mocarstw"). Ale to nie jest opowieść o I WŚ. W Dyplomacji nie ma sztywnych sojuszy. Anglia wspólnie z Niemcami może udowodnić Francuzom kruchość jej egzystencji aby zaraz później wspólnie z Austriakami wbić Niemcom nóż w plecy. Bagno... to jest... polityka w najczystszej postaci.

Mechanika gry jest bardzo prosta. Mapa Europy została podzielona na prowincje. Najważniejsze z nich to prowincje kluczowe, które pozwalają na sformowanie nowych jednostek (gracz może posiadać tyle jednostek ile ma takich prowincji). Także zwycięstwo w grze zależy od ilości zdobytych prowincji kluczowych.

Jednostki wojskowe dzielą się na armie oraz floty. W jednej prowincji (lub na jednym morzu) może stać tylko jedna jednostka. Gracze zapisują rozkazy dla wojsk a następnie odczytują je i symultanicznie wykonują. Każda jednostka posiada jeden punkt siły. Jeżeli armia stara się wkroczyć do prowincji gdzie jest wroga armia to nie może tego wykonać bo mają remis (1 punkt siły przeciwko 1 punktowi). Jeśli jednak agresor będzie dodatkowo wspierał wkroczenie inną swoją armią lub flotą wtedy będzie 2 do 1 i obrońca będzie zmuszony do wycofania.

Banalne, prawda? Faktycznie te podstawowe zasady są proste, jednak komplikacja rozgrywki jest niesamowita - jeżeli np. Sojusznik obrońcy wesprze broniącą się armię to znowu będzie remis (2 do 2). Zamiast wspierania może on zaatakować prowincję w której znajduje się armia wspierająca atak. Wtedy związana walką nie będzie mogła już zapewnić wsparcia i znowu wynik podstawowy wyniesie 1 do 1.

Te nieskomplikowane zasady pozwalają na budowanie imponujących, zagmatwanych kombinacji (ten uderzy tu, ze wsparciem tego, a tamten uderzy tam, żeby ci nie mogli wspierać... ). Jeżeli graliście kiedyś w grę "Książę" to nie będziecie zaskoczeni - jest to praktycznie identyczny system (mechanika "Księcia" była na nim wzorowana).

Diplomacy świetnie pokazuje przenikanie się polityki i wojny. Cały czas warto się zastanawiać czy sojusznik przypadkiem nie zamierza wbić Ci noża w plecy lub też rozważyć korzyści jakie dałoby wbicie jemu noża w plecy. Nigdy jednak nie można zapomnieć o tym, że bez sojuszników nie da się się przeżyć.

Chociaż gra ta ma już prawie 30 lat (pierwsze wydanie Avalon Hill było w roku 1976) to dzięki swej formule ani odrobinę się nie zestarzała. Najlepiej świadczy o tym jej niedawne wznowienie. Najnowsza edycja została wydana przez Hasbro w roku 2000. W pudełku znajdziemy świetną sztywną planszę, małe mapy do knucia na boku z sojusznikiem (baaardzo przydatne), flagi do zaznaczania przynależności prowincji oraz metalowe działa i okręty symbolizujące jednostki bojowe. Wszystko ładne i estetyczne.

Na koniec wspomnę o jedynym naprawdę dużym minusie Diplomacy. Aby porządnie sobie w nią pograć powinno być co najmniej pięciu graczy. Czterech to absolutne minimum i nie jest to już niestety ta sama gra...

Diplomacy

Gatunki gry: historyczna, strategiczna
Wydawca: Avalon Hill
Liczba graczy: 2-7 osób
Dopuszczalny wiek graczy: od lat 12 wzwyż
W pudełku:
  • sztywna plansza
  • małe mapki do omawiania sytuacji i spiskowania z sojusznikami
  • flagi do zaznaczania przynależności prowincji
  • metalowe działa (70 sztuk)
  • metalowe okręty (70 sztuk)


blog comments powered by Disqus