Recenzja gry "Belfort"

Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
25 lutego 2013

Wyobraźcie sobie zamek. A właściwie twierdzę, której mury skrywają niewielkie, tętniące życiem miasteczko. Ogrody, kuźnie, piwiarnie, bibliotekę, domy gildiowe. Po uliczkach przelewa się niezliczony tłum ludzi, elfów i krasnoludów. Piękny widok, czyż nie? Tylko to wszystko najpierw trzeba zbudować. Co więc robi przedsiębiorczy władca? Zatrudnia najlepszego budowniczego, który wraz ze swoją ekipą wzniesie ten cud architektury. Tyle, że na skutek błędu w papierach, wynajęty zostaje nie jeden, a kilku budowniczych. I nagle okazuje się, że zamiast w spokoju dbać o rozbudowę twierdzy, muszą oni konkurować o tytuł najlepszego, a co za tym idzie uznanie, honory i sporą kasę.

W takiej właśnie sytuacji znajdują się gracze zasiadający do partyjki Belfort. Wcielają się oni w majstrów, którzy dostali zadanie budowy najpiękniejszej twierdzy w okolicy. Nikt im jednak nie powiedział, że to samo zadanie przydzielono kilku innym majstrom. Teraz każdy z nich będzie wytężał umysł, aby błysnąć na polu walki.

Belfort został wydany w roku 2011 przez Tasty Minstrel Games. Jednak na początku 2013 Lacerta dała nam polską wersję tej gry.

Wewnątrz standardowego pudełka znajdziemy sporo ślicznych elementów. Posegregowane w woreczki, drewniane elementy dla graczy, zasoby, pionki gnomów. Do tego dwa arkusze naklejek z krasnoludami, elfami i gnomami, które trzeba przykleić na odpowiednie pionki. Do tego tekturowe żetony złota, znaczniki graczy, karty gildii, karty budynków, plansze graczy, plansza pomocnicza i pięć kawałków planszy głównej, przedstawiającej Belfort.

Wszystko wykonane bardzo porządnie. Gruby karton na żetony i plansze, cieńszy, ale bez przesady karton na karty budynków. Grafiki świetne, klimatyczne i bardzo ładne.

Instrukcja jest napisana bardzo przystępnie, jasno i z humorem. Wystarczy ją raz przeczytać, aby załapać zasady gry. Zresztą nie są one specjalnie zagmatwane. Jest kilka zależności, o których należy pamiętać w trakcie rozgrywki, ale nie jest to nic bardzo skomplikowanego.

No dobra, przejdźmy do mięska, czyli rozgrywki.

Jak pewnie zauważyliście, napisałem iż plansza główna składa się z pięciu części. Nie oznacza to jednak, że można ja dowolnie składać. Wokół planszy biegnie tor punktów, więc trzeba ją zawsze ułożyć w ten sam sposób. Nie ma to jednak żadnego znaczenia dla rozgrywki.

W Belfort mamy do czynienia z dwiema głównymi mechanikami. Jest worker placement i area control.

Tura zaczyna się od rozmieszczenia swoich pracowników na planszach. Do dyspozycji graczy są elfy i krasnoludy. Do części miejsc nie ma znaczenia kogo poślemy, jednak są obszary, w których tylko pracownik konkretnej rasy jest w stanie coś zdziałać. Na przykład elf w lesie da nam drewno, a krasnolud w kamieniołomach, da kamień. Pracowników można przydzielić na pola dające surowce, można ich wysłać do pośredniaka po nowych pracowników, zmienić kolejność graczy w obozie króla, albo wysłać do postawionych w mieście budynków, aby wykonali dostępną w nich akcję.

Po przydziale robotników, następuje zebranie profitów. Gracze otrzymują wszelkie surowce, nowych pracowników, a także zbiera dochód ze swoich budynków i płaci podatki. Bardzo ciekawie została rozwiązana tu kwestia podatków. Ich wysokość jest bowiem uzależniona od liczby punktów zwycięstwa jakie posiada gracz. Jeśli więc ktoś zbyt szybko spróbuje wystrzelić do przodu z punktacją, bez odpowiedniego zaplecza stałych dochodów, bardzo szybko zacznie te punkty tracić, bo nie będzie w stanie zapłacić podatków. Sprytne.

Po tej fazie nadchodzi czas na wykonywanie wszelkich akcji. Akcje dostępne dla graczy, to przede wszystkim wznoszenie budynków w mieście. Na początku gry, każdy z graczy ma na ręku kilka kart budynków, a w trakcie rozgrywki może dokupować kolejne, w ramach swojej akcji. Wzniesienie budynku wymaga „zapłacenia” odpowiedniej liczby surowców do banku. Następnie gracz wykłada budynek z ręki na stół, oraz ustawia swój znacznik na planszy, zajmując pole z symbolem, który widnieje na karcie budynku. Istotne jest tutaj to, że w momencie liczenia punktów do głosu dochodzi druga z głównych mechanik, czyli area control. Każda dzielnica (czyli osobny kawałek planszy) jest rozpatrywana pod względem liczby budynków zajętych przez poszczególnych graczy. Punkty dostaje się za każdą dzielnicę, w zależności od liczby zbudowanych tam budynków. Tak więc decyzja o wzniesieniu jakiejś budowli nie zależy tylko od profitów jakie ona sama może przynieść graczowi, ale także od dostępności tego kawałka architektury w odpowiednim miejscu planszy.

Budować można też inne rzeczy, których kart nie ma się na ręku. Są to mury i gildie. Mury, to po prostu mury. Natomiast budowa gildii to zupełnie inna rzecz. Od początku gry, w mieście znajduje się kilka gildii, dających graczom pewne benefity. Jednak aby z nich skorzystać, należy zapłacić odpowiedni koszt do banku. Jeśli ktoś „zbuduje” gildię, to tak naprawdę przejmuje nad nią kontrolę. Wtedy, może z niej korzystać nie ponosząc żadnych dodatkowych kosztów, a inni gracze, kiedy będą chcieli jej użyć, będą musieli płacić właścicielowi, zamiast do banku.

Akcjami są również wszelkie rzeczy dostępne na gildiach i wzniesionych budynkach. Jeśli gracz w trakcie rozstawiania pracowników, wysłał swoje elfy lub krasnoludy do miasta i ustawił na jakichś budynkach, teraz może wykonać akcje z nimi związane.

Punktowanie w Belfort następuje trzy razy w ciągu gry. Odbywa się ono na końcu tury trzeciej, piątej i siódmej (która jest również ostatnia turą całej gry). Najpierw punktuje się oddzielnie każdą dzielnicę (czyli fragment planszy) licząc znaczniki graczy umieszczone na budynkach. Punkty otrzymują dwaj gracze z największa liczbą znaczników, a przy rozgrywce na 4 i 5 graczy, również ten na trzecim miejscu. Kiedy już wszystkie dzielnice zostaną podliczone, sprawdza się liczbę pracowników u graczy. Każda grupa pracowników jest sprawdzana osobno, a punkty dostają gracze z dwoma najwyższymi wynikami w każdej grupie.

I tak to mniej więcej wygląda. Oczywiście przedstawiłem Wam tu bardzo ogólny zarys zasad. Kiedy wczytacie się w instrukcję znajdziecie jeszcze sporo różnych szczegółów i zasad, o których nie wspomniałem, jednak nie zaburza to ogólnego opisu gry.

Belfort jest naprawdę wściekle grywalny. Sporo w niej „pół-negatywnej” interakcji, jaką jest walka o miejsca w poszczególnych dzielnicach, czy zajmowanie budynków gildii, aby inni gracze musieli płacić nam za ich użytkowanie. Jest też interakcja bezpośrednia, jeśli w grze wykorzysta się tak zwane gildie interakcyjne, dopuszczające na przykład kradzież surowców.

Ciekawe rozwiązanie podatku zależnego od liczby punktów też zmienia nieco podejście do rozgrywki. To już nie jest pogoń za zdobyczami punktowymi za wszelką cenę, a kombinowanie, żeby połączyć rozwój ekonomiczny, z wzrostem liczby punktów zwycięstwa.

Zaletą Belfort jest też całkiem dobre skalowanie. Specjalne zasady do gry dla dwóch osób sprawiają, że spokojnie da się w ten sposób grać. Choć oczywiście, jak to zwykle bywa najlepiej grać w cztery, lub pięć osób.

Polecam Belfort wszystkim miłośnikom ekonomicznego kombinowania. Gra jest wesoła, grywalna i prosta, choć jednocześnie złożona pod względem decyzji, jakie trzeba podejmować w trakcie rozgrywki. A fakt wydania przez Lacertę gry w polskiej wersji językowej, jest dodatkowym argumentem przemawiającym za tym tytułem.

Dziękujemy wydawnictwu Lacerta, za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji

Ocena 8/10

Zalety:
+ proste zasady
+ nie jest banalna
+ świetnie wydana
+ polska wersja językowa
+ nieźle się skaluje
+ ciekawe rozwiązania mechaniki

Wady:
- nie znalazłem

Belfort

Premiera gry: 28 styczeń 2013
Gatunek gry: ekonomiczna
Wydawca: Lacerta
Liczba graczy: 2-5 osób
Czas gry: 90 - 120 min.
Dopuszczalny wiek graczy: 12+
Cena sugerowana producenta: 145,00


blog comments powered by Disqus