Recenzja gry "Age of Gods"

Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
Korekta: Gruszmen
21 października 2009


Widziałem już wiele gier planszowych. Różna tematyka, gatunki, a także różne były warunki zwycięstwa. Nie widziałem jednak dotąd gry, w której niemal do samego końca, gracz nie jest pewien, czy swoimi działaniami nie robi pod górkę sobie i nie pomaga przeciwnikom. Nie widziałem, do momentu, kiedy zagrałem w Age of Gods.

Age of Gods to niezwykle ciekawa propozycja od Asmodee Editions. Gra przeznaczona dla 3 do 5 graczy opowiada o zmaganiach bogów. Choć może zmagania, to złe słowo. To co dzieje się w trakcie rozgrywki, zasługuje chyba bardziej na określenie „zabawy bogów”. Bo gracze, jako bogowie bawią się życiem mieszkańców pewnej krainy. Ale po kolei.

Sylia Bogini Miłości leniwie spojrzała w dół poprzez chmury. Gdzieś tam w dole zamajaczyły zielone połacie lasów, góry, równiny, linia wybrzeża. Ot miejsce wymarzone, aby się osiedlić. Gdy wytężyła wzrok, ujrzała grupki Centaurów i Krasnoludów, które pędziły ku sobie. Jednak ich zamiarem nie było uprawianie miłości, a wojna. Bogini westchnęła i przygotowała czar...

Gra już zewnątrz wygląda ładnie. Kolorowe pudełko, sporych rozmiarów, a jednocześnie na tyle niewielkie, aby można je było wygodnie zabierać na spotkania miłośników gier planszowych. W środku znajdują się wszystkie niezbędne elementy. Plansza, karty i cała masa żetonów. Nie zaskoczę Was pisząc, że wszystkie elementy są wykonane porządnie i estetycznie. Kolorowe, ładne i co ważne czytelne grafiki. Dobrej jakości materiał, z którego wykonano wszystkie części składowe gry. Jest to kolejny tytuł ze stajni Asmodee, który mam okazję testować i po raz kolejny nie mam nic do zarzucenia wykonaniu gry. To wielki plus dla wydawnictwa.

Ciekawostką było dla mnie znalezienie dwóch instrukcji. Po wczytaniu się w obie książeczki okazało się, że jedna z nich jest właściwą instrukcją, natomiast druga to tak zwany Player's Guide i zawiera opisy zdolności specjalnych poszczególnych ras, bogów i niektórych wydarzeń w grze. Co prawda informacje te można również znaleźć na kartach, ale umieszczenie ich wszystkich w osobnej książeczce znacznie ułatwia dostęp do nich i w efekcie grę.

Sharur Bóg Wojny zerknął przez ramię. Za jego plecami trwała gorączkowa dyskusja między Bifronsem Bogiem Śmierci i Cephalusem Bogiem Mądrości. Znowu się przeciwko niemu zmawiają, westchnął. Nie było to jednak takie ważne. Najistotniejsze było to, co działo się poniżej. Różne rasy zamieszkujące krainę wędrowały w na pozór chaotyczny sposób. Walczyły ze sobą, zajmowały kolejne terytoria. Jednak wszystko działo się pod dyktando bogów. Ci na dole, byli jedynie pionkami.

Age of Gods to gra strategiczna, jednak dość ciekawie zrealizowana. Gracze wcielają się w bogów, którzy umilają sobie czas, bawiąc się życiem mieszkańców pewnej krainy. Zmuszają ich do zajmowania nowych terenów, walki między sobą i tym podobnych rzeczy. Każdy z bogów ma oczywiście swoich faworytów. Tyle że nie zna ich od razu. Aby zabawa niosła ze sobą dawkę boskiej adrenaliny, każdy poznaje cztery rasy, które ma pod opieką w trakcie gry. Pierwszą na początku, a ostatnią niemal pod koniec rozgrywki. Sprawia to, że każde działanie może okazać się swego rodzaju strzałem w stopę, gdy gracz w jednej turze zniszczy nację, a w następnej dostanie ją pod opiekę.

Rozgrywka trwa 9 tur. W każdej turze gracze mają szansę wykonać kilka różnych akcji. Niektóre z tych akcji są opcjonalne, inne muszą mieć miejsce. Do tych, które są obligatoryjne należą na przykład zagranie karty akcji, co powoduje określone skutki w krainie, a także wykonanie ataku jedną z obecnych na planszy ras, o ile rasa ta nie znajduje się pod ich opieką (nikt przecież nie wysyła swoich pupilków na krwawą rzeź). W trakcie wybranych tur, mają miejsce również specjalne wydarzenia. Są to na przykład wylosowanie rasy, którą dany gracz ma pod opieką, a także obstawienie, które z ras osiągną swój maksymalny poziom rozwoju.

Wszystko zebrane razem daje strategię, w której z pozoru wszystko jest jasne. Jednak przez pierwszą część gry posunięcia graczy są wykonywane w pewnym sensie po omacku. Gracze nie muszą ujawniać jakie rasy są pod ich opieką, więc nie do końca wiadomo gdzie uderzyć, aby pokrzyżować komuś plany. Jeśli jednak uda się nam zniszczyć jakąś cywilizację, może się okazać, że i ten krok był dla kogoś zbawienny.

Wszystko dlatego, że o końcowym zwycięstwie decydują punkty. A te zdobywa się głównie za dwie rzeczy. Pierwsza, to liczba terytoriów, jakie zajmują nacje znajdujące się pod opieką danego boga. Druga, to wynik obstawienia ras, które osiągną maksymalny poziom. Dobre trafienie może przynieść całkiem sporo punktów, a paradoksalnie, okazuje się, że rasa, która została unicestwiona też jest liczona jako ta, która osiągnęła maksymalny poziom rozwoju. Nieco to pokrętne, ale instrukcja dość ładnie to tłumaczy. I co ciekawe ta logika ładnie wpasowuje się w grę o boskiej zabawie, gdzie głównym czynnikiem bywa chaos i niepewność.

Oddział Nekromantów siedział przyczajony na skraju lasu. Nieco niżej w dolinie obozowała grupa niczego nieświadomych Hobbitów. Powoli i cicho Nekromanci przygotowali się do ataku. Spod ziemi wygrzebały się zastępy szkieletów i zombie. Gdy armia nieumarłych była już gotowa, Nekromanci ruszyli do walki. Hobbity niespodziewanie szybko zdołały przejść do obrony. Rozgorzała okrutna bitwa. Nad głowami walczących uderzył grom. Jego głos przypominał stukot olbrzymich toczących się kości.

Do testowania Age of Gods zasiedliśmy grupą czterech osób. Grupa zaprawiona w strategicznych bojach postanowiła pobawić się w bogów. Zasady gry są bardzo proste i ich tłumaczenie zajęło bardzo mało czasu. Trochę dłużej trwało zapoznawanie się z Player's Guide’em i opisami zdolności poszczególnych bogów i ras. Pomimo tego, że gracze otrzymują swoje boskie wcielenia losowo, to i tak każdy chciał znać też zdolności przeciwników.

Po zaznajomieniu się z instrukcjami i opisami, oraz po rozłożeniu planszy i żetonów (co nie trwało długo) rozpoczęła się gra. Pierwsza partia była dość chaotyczna i szarpana. Mimo prostych zasad często ktoś zaglądał w instrukcję i do poradnika. Pojawiło się sporo pytań o to co można, co trzeba, a co nie jest wymagane, ot chociażby o kwestię ujawniania jaką rasę mamy pod opieką i jaki ma to wpływ na grę. Na szczęście instrukcja dość dobrze odpowiadała na wszystkie wątpliwości i gra mogła toczyć się dalej.

Pierwsza gra była dość ostrożna. Wykonywaliśmy głównie zwykłe ataki jednostkami znajdującymi się na mapie. Mało kto korzystał z różnych zdolności specjalnych. Widać było próbę wyczucia gry.

Kolejne rozgrywki zaczęły powoli pokazywać drugie dno Age of Gods. Gracze zaczęli powoli używać kart akcji i zdolności specjalnych swoich bogów, oraz ras na planszy. Trafiły się też kombinacje związane z wywołaniem klęski i połączeniem tego z obstawieniem odpowiedniej rasy w wyścigu do maksymalnego rozwoju. Drugą grę wygrał gracz, grający jako Bóg Mądrości, korzystając ze swojej zdolności obstawiania w ostatniej turze, a nie tak jak inni, o dwie tury wcześniej. Postawił na dwóch pewniaków i pomimo średniej liczby kontrolowanych terytoriów wygrał, choć nieznacznie dzięki punktom z „hazardu”.

Kolejne gry charakteryzowały się coraz większym kombinowaniem. Z jednej strony może się to wydawać ułatwione z uwagi na stałe rozstawienie ras na planszy. Jednak losowe przydzielanie bogów, a także kart akcji i kart przeznaczenia (które determinują jakimi rasami opiekują się poszczególni gracze), a także rzut kością pomagający w rozstrzyganiu walki nie pozwalają na ustawianie stałych taktyk. Oczywiście jest możliwe ułożenie sobie pewnych taktyk pod konkretnego boga, jednak nie oznacza to, że uda się graczowi wprowadzić taką taktykę w życie.

Bogowie przyglądali się w milczeniu krainie, nad którą unosił się dym ze spalonych wiosek. Wyglądali jakby coś liczyli. Po pewnym czasie Kraul, Bóg Technologii uśmiechnął się tryumfalnie, a reszta, cały czas milcząc, skinieniem głowy, pogratulowała mu wygranej.

Age of Gods to ciekawa pozycja. Z jednej strony mamy tu strategię, planowanie i ciągłą walkę. Z drugiej strony jest niepewność, czy nasze działania na pewno odniosą zamierzony skutek. Do tego, całość jest niesłychanie lekka i nie ma możliwości spędzenia nad tym tytułem długich godzin poświęconych na plany i knowania. Tu choć trzeba czasem pomyśleć i się zastanowić jest dużo lżej. Po pierwsze wszystkie jednostki są w pewien sposób wspólne. W trakcie gry co prawda możemy sobie ograniczyć dostęp do niektórych, ale nadal mamy do dyspozycji niemal to samo, co inni gracze. Dzięki temu nie ma tu sytuacji znanej z innych strategii, gdzie jeden z graczy zostaje zredukowany do minimalnej liczby jednostek, lub w ogóle wyeliminowany z gry. Przynajmniej my na taką sytuację nie trafiliśmy, a i z instrukcji nie wynika, aby była ona możliwa.

Age of Gods polecam wszystkim fanom strategii, którzy szukają czegoś poza rzucaniem do boju wypielęgnowanych armii i wbijania noża w plecy sojusznikom. Jeśli nie boicie się odrobiny chaosu i macie ochotę zobaczyć jak to jest zmagać się nie tylko z przeciwnikiem, ale i grą, to Age of Gods znakomicie się do tego nada.

Dziękujemy sklepowi Rebel.pl za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Ocena 7/10

Plusy:
+ wykonanie
+ proste zasady
+ ciekawe, świeże podejście do tematu

Minusy:
- niektórym może się nie spodobać duża doza niepewności utrzymująca się przez większą część gry

Age of Gods

Gatunek gry: strategiczna
Wydawca: Asmodee Editions
Liczba graczy: 3-5 osób
Czas gry: ok 90 min
Dopuszczalny wiek graczy: od 12 lat
W pudełku:
  • 1 plansza
  • 152 żetony
  • 1 instrukcja
  • 50 drewnianych znaczników
  • 72 karty działania
  • 12 kart Bogów
  • 1 kość sześciościenna
Cena sugerowana producenta: 149.95 zł


blog comments powered by Disqus