Recenzja gry "Zombiaki II: Atak na Moskwę"

Autor: Matio.K
25 lipca 2010

Czas zaciera postrzeganie pewnych rzeczy. To co zapamiętaliśmy jako dobre, po ponownym spotkaniu po latach może być jak bezpośrednie zderzenie czołowe z TIR-em. To co dawno temu było cool, dziś bowiem może okazać się pozbawione dawnej magii. Zombiaki pojawiły się po raz pierwszy dokładnie 6 lat temu. Były "cool". Czy przetrwały próbę czasu?

Niedawno powróciły odświeżone w sequelu. Tak, odświeżone to dobre słowo. Stara, dobrze znana formuła powraca bowiem niemalże niezmieniona. Znów więc jeden z graczy wcieli się w zaciekle broniących przejścia ludz, a drugi, oczywiście jako zombie, otrzymuje zadanie przebicia się przez nie za wszelką cenę [nawet za cenę … życia ludzkiego!]. Nie pokuszono się o zwiększenie liczby graczy, radykalną zmianę mechaniki, czy dodania choćby jednego, najmniejszego innowacyjnego elementu, który wyróżniałby ją spośród konkurencji. Ale o tym nieco później.

Grę zapakowano w kiepskiej jakości tekturę, która imituje pudełko, bądź służy tylko na czas dostarczenia przesyłki do klienta/doniesienia do domu. Karty w koszulkach i tak się w nim nie zmieszczą, co świadczy o braku elementarnej wyobraźni. Można co prawda spiąć je potem gumką, ale chyba nie o to chodzi. Minus.

Same karty są przeciętnej wielkości, a do grania wystarczy powierzchnia około 1m x 0,5m. Nie będzie to co prawda wygodne, szczególnie, że karty są stale w ruchu, ale fakt faktem można. Plus.

Nie zaznałem również znaczników, choć na bazie kilku innych gier wiem, że w pudełku o podobnej strukturze można zmieścić przybliżoną ilość kart jak i wspomniane znaczniki. Niektórzy stosują zamiennie zużyte karty, bądź monety, ale to i tak minus.

Sama oprawa nie przemawia do mnie – jednostajne barwy męczą, mimo, ze w teorii miało to zapewne pomóc w szybkiej identyfikacji siebie i wroga. Ilustracje są kiepskie, pozbawione przysłowiowego ‘jaja’, a objaśnienie fabularne próbuje być śmieszne. Bardziej pod tym względem podobał mi się poprzednik. Niezbyt udanie oddano ducha Rosji i grając nie czuć, że znajdujemy się w oblężonej przez zombie Rosji. Zgadnijcie co.

Na czym polega sama gra nakreśliłem powyżej. W szczegółach nie jest dużo trudniejsza – wszystko rozbija się zasadniczo o kwestię poznania umiejętności kart/symboli i jest kwestią jednej rozgrywki. Jest jednak bardzo losowa i, nie ukrywajmy, lwia część porażek/zwycięstw rozbija się o dobór kart. Prosty przykład : zagrałem niegdyś 2 rundki w pierwsze „Zombiaki”, a kiedy po raz pierwszy przyszło mi zagrać w sequel, rozgromiłem wielkiego miłośnika serii i od dłuższego czasu posiadacza dwójki. Z kartami zaznajomiłem się w trakcie. W Neuroshimie Hex, którą cechuje podobny system, nie odczuwa się tego w równie mocny sposób co tutaj. Bez problemu można jednak opracować domowymi metodami własne zasady odnośnie doboru kart, które problemu nie zmarginalizują, ale z pewnością nieco podniosą przyjemność z gry, czyniąc ją faktycznie taktyczną.

Wracając do braku zmian – ujawnia się to już na etapie przeglądania kart. Więcej niż co druga jest żywcem przeniesiona z poprzednika, zyskując tylko nową ilustrację, czasem nazwę. No, zwracam honor – niektóre zombiaki mogą przesuwać się … w bok. Z czego i tak rzadko się korzysta, bo jest to mało funkcjonalne. Wolałbym osobiście, by posiadały, prócz różnej ilości punktów zdrowia, specjalne umiejętności. Niestety tak jak tylko z kilkoma, reszta to klasyczne mięso armatnie. No i jedna karta zombiaków jest dosłownie bezużyteczna. Dosłownie, bo takie było zamierzenie autora i opis fabularny. Po co, pytam się? Po co?

Co do ludzi – w tej odsłonie mają iście pod górkę. Nie dość, że dysponują kartą „Amerykański shit”, który losowo dociągnięty sprawia, ze tracimy kolejkę [i staje się najczęstszą przyczyną przegranej], tak jeszcze kończy dociąg kart. Poza tym bardzo szybką kończą się im środki, a tym samym nie pozostaje im nic jak patrzeć na pochód żywych trupów na barykady mimo bardzo zaciekłej obrony. Racjonalizowanie kart wychodzi słabo w grach o czynniku losowym i przymusowym odrzucaniu.

Jednak pomimo wszystkich tych wad posiada w sobie to coś co każe do niej wracać. Może to fakt, że do zabawy wystarcza już dwójka osób? Świetne rozwiązanie awaryjne [na wypadek, gdy na umówionym spotkaniu pojawi się jedna osoba] i doskonała na wykładach/lekcji. Poza tymi kilkoma faktami, w gąszczu lepszych gier nie ma dla niej racji bytu. Nawet jako wypełniacz czasu.

Ocena : 5/10

Zalety
+ Wystarczą dwie osoby do gry
+ Szybka rozgrywka
+ Niewielkie gabarty w trakcie rozgrywki
+ Ma w sobie coś co mimo wad każe do niej wracać

Wady
- Balans, czy raczej jego brak
- Wykonanie
- Oldshool

Zombiaki 2: Atak na Moskwę

Gatunek gry: karciana
Wydawca: Portal
Liczba graczy: 2 osoby
Czas gry: 15 min.
Dopuszczalny wiek graczy: 8+
W pudełku:
  • kart talii ludzi
  • kart talii zombiaków
  • 5 kart planszy
  • instrukcja


blog comments powered by Disqus