"Wolsung" - recenzja gry
Wiadomość o powstaniu świata Wolsunga – rodzimie polskiego roleplay’a steampunkowego szczerze mnie ucieszyła. Ciężko jest nie lubić tej alternatywnej XIX wiecznej rzeczywistości, w której magia miesza się z techniką. I w której fantastyczne wydarzenia (i jak w przypadku świata Wolsunga stworzenia), wypełniają historie świetnie nam znane z amerykańskich westernów i wiktoriańskich powieści - na których to spora część z nas (chcąc - nie chcąc) została wychowana. Jeszcze bardziej ucieszyła mnie wiadomość, że Kuźnia Gier wydaje planszówkę osadzoną w tych właśnie realiach. Zarówno ze względu na domniemany dobry klimat gry osadzonej w czasach XIX-wiecznej magicznej rewolucji przemysłowej, jak również ze względu na reguły gry oparte w dużej mierze na licytacji. Pudełko, które otrzymałam pocztą również wygląda na pierwszy, drugi i trzeci rzut oka bardzo zachęcająco, a bardzo udane i dowcipne grafiki zdają się obiecywać bardzo dobrą zabawę w bardzo ciekawym klimacie.
Wszystkie pozytywne odczucia opuściły mnie jednak, gdy je otworzyłam i zobaczyłam bardzo skromnych rozmiarów plansze, 3 kartonowe pudełka – kombinaty i kilka ton różnokolorowych klasycznych, drewnianych znaczników. W pudełku znajdują się również karty, przedstawiające maszyny i karty z warsztatami, które choć zdobione bardzo ładnymi rysunkami nie wróżą zbyt długiego użytkowania, bo wykonane są z dość kiepskiej jakości materiału. Tak samo wygląda wnętrze pudełka z wkładką, na której widok gracz zadaje sobie pytanie: dlaczego to się jeszcze nie rozpadło? Plansza również niezbyt udana, po pierwsze mała, po drugie nieczytelna.
Podsumowując pierwsze wrażenie, gra wydana jest niskobudżetowo, choć dużym jej plusem są bardzo przyjemne i inteligentne grafiki ze świata gry. Jako osoba lubiąca kolorowe figurki i inne gadżeciki, jakie znaleźć można w pudełkach z grami byłam zdecydowanie rozczarowana. Nikłe pocieszenie znalazłam w bardzo ładnej instrukcji wydrukowanej (w trzech językach) na papierze kredowym. Autorom udało się na sześciu stronach stosunkowo zwięzłego opisu, czytelnie przedstawić zasady gry, które w stosunkowo szybkim czasie da się przekazać współgraczom, którzy nie zdążyli przeczytać instrukcji.Przygotowanie stołu do gry nie zajmuje również zbyt dużo czasu, co jest zdecydowanym plusem gry. Sama rozgrywka trwa zazwyczaj około godziny, więc gra nie wymaga poświęcenia na nią całego wieczoru. Na czym zatem ów gra polega?
Gracze wcielają się w role projektantów przygotowujących się do nadchodzącej wystawy światowej, budując skomplikowane maszyny. Każdy z nich ma swój warsztat, który może rozbudowywać o 3 ulepszenia i w którym przechowuje sowich robotników. Projektanci wykorzystują pracę robotników w trzech różnych kombinatach, do produkcji surowców, z których budują swoje steampunkowe cudeńka– brzmi ciekawie, prawda? Ilość surowców jest ograniczona, a kolejność ich wybierania z poszczególnych kombinatów zależy od przeprowadzonej wcześniej licytacji. Właśnie licytacja jest najbardziej charakterystycznym i najciekawszym elementem gry, o którym za chwilę.
W skrócie rozgrywka polega przede wszystkim na gromadzeniu surowców, za sprawą nie jawnej licytacji i budowaniu maszyn, które zadziwić mają jurorów wystawy światowej. W praktyce za surowce kupujemy karty maszyn latających, pociągów, automobili oraz golemów, które w prosty sposób przeliczają się na punkty zwycięstwa pod koniec rozgrywki.Jak nie tylko ja zauważyłam reguły gry nie należą do najbardziej skomplikowanych, co w przypadku gry ekonomicznej cieszy i dziwi zarazem. Cieszy, bo potrzeba bardzo niewiele czasu by wszyscy gracze „załapali” o co chodzi, jednak z drugiej strony ta prostota zasad budzi dość poważne obawy, że po kilku już rozgrywkach da się ją opanować w stopniu w którym żaden newbie nie ma z Tobą najmniejszych szans, a przez to gra traci jakże ważny aspekt zdrowej konkurencji. Zapewne tak by było, gdyby nie mechanizm licytacji, który polega na wrzucaniu robotników w czeluści kartonowego kombinatu. Po pewnym czasie przy bardzo emocjonującej okazji otwarcia kombinatu, liczebna przewaga nad robotnikami przeciwnika pozwala mieć pierwszeństwo w wyborze wyprodukowanych surowców.
O ile w towarzystwie nie znajduje się osoba obdarzona ponad przeciętną pamięcią ten sposób licytacji wydaje się dodawać grze pewnego smaczku. Jednak z drugiej strony o ile traktujesz grę jako rozrywkę, w której nie masz ochoty wytężać umysłu by cały czas pamiętać takie szczegóły jak liczba swoich robotników oraz robotników przeciwnika w każdym z trzech kombinatów mechanizm ten sprawia, że gra staje się dość nieprzewidywalna, by nie powiedzieć losowa. Co do tego czy to dobrze czy to źle że gra ma silne aspekty losowe – jak powszechnie wiadomo zdania, a właściwie gusta są podzielone. Muszę jednak powiedzieć, że moment, w którym uświadamiasz sobie, że nie pamiętasz czy w żółtym kartoniku - kombinacie jest dokładnie sześciu twoich robotników czy pięciu, a twój konkurent ma o jednego więcej czy mniej, dla mnie nie należy do najprzyjemniejszych.
Dla tych, którzy lubią tego typu emocje, gra zdecydowanie zapewnia wysoki poziom adrenaliny, dodatkowo świetnie utrzymuje ona wysoki poziom napięcie gdyż o wygranej większości licytacji decydują pojedynczy robotnicy.Sama rozgrywka trawa średnio koło godziny w zależności od ilości osób i zdecydowanie ciężko się nią znudzić. Emocje, bowiem towarzyszą nie tylko licytacji, ale również decyzjom związanym z wyborem machin, które gracz musi wybudować. Na początku gry dostaje on, bowiem kartę tajnych zadań specjalnych, za które dostaje dodatkowe punkty zwycięstwa na końcu rozgrywki. Co sprawia że trzeba się trochę nakombinować by dostać największą możliwą ilość punktów.
Największym plusem gry jest zdecydowanie jej wywarzenie, tzn. pod koniec gry między graczami nie powstają miażdżące różnice w punktacji i każdy będzie mógł powiedzieć, że brakowało mu „tylko tyle” do zwycięstwa.
Mimo pewnych wad Wolsung to ciekawa pozycja familijna stanowiąca pod względem fabularnym bardzo miłą odmianę, a nowatorski sposób licytacji wprowadzi zapewne dodatkowe emocje, przy których na pewno doskonale bawić się będzie cała rodzina.
Dziękujemy za udostępnienie egzemplarza do recenzji wydawnictwu Kuźnia Gier.
Ocena ogólna: 7/10
Plusy:
+ ciekawe realia
+ ładne grafiki
+ Proste zasady
Minusy:
- jakość wydania: pudełko, elementy
- nieczytelna, mała plansza







