Recenzja gry "Wiochmen 2"
W czasach, gdy za sprawą Roberta Kubicy przyszła moda na wyścigi Formuły 1, warto spróbować własnych sił na torze. Taką możliwość daje nam gra Wiochmen 2. Co prawda furmanka nie bolid, ale zawsze pojazd kołowy i ścigać się można. Mknie ona z oszałamiającą prędkością 20 km/h a przyśpieszyć może nawet do 25 km/h, natomiast trasa wiedzie „w tajemnicze ostępy polskiej wsi, gdzie nigdy nie stanęła stopa mieszczucha”.
Wiochmen 2 to nowa edycja gry Wiochmen Rejser, szybkiej karcianki wydanej przez Kuźnię Gier. Jednak jak przystało na prawdziwą grę planszową —rozgrywka toczy się na planszy.
Gdy otworzymy małe, ale solidne pudełko, pierwsza rzeczą, która przyciąga uwagę to Beret HiperFurMana, z antenką oczywiście. Są różne modele beretów, mnie trafił się różowy. Za beret—wielkie gratulacje dla pomysłodawcy. Od razu chce się poznać dalszą zawartość i przede wszystkim zasady gry. I co tam dalej mamy: Żetony i Karty Wozów (dla każdego odpowiednio po jednej), pionki do zaznaczania liczby dzieci i Popędu oraz Żetony—Flaszki . W tym momencie zacytuję instrukcję: „Każdy szanujący się wozak posiada pod ręką ten wielofunkcyjny środek dopingujący. Myślicie o nim, jak o butli nitro w stjuningowanym Maluchu.” (I to niby gra od 12 lat, hmm...) Do rozgrywki potrzebne są jeszcze Karty Wozaka, zagrywając, które zwiększamy swoje lub zmniejszamy możliwości współtowarzyszy. Np. dodają lub pomniejszają Popęd, pozwalają zrzucić z innego wozu dziecko. Natomiast z Kart Szosy budujemy planszę, czyli tor, po którym będziemy się ścigać. Karty są bardzo ciekawe. Zarówno ich plastyczne wykonanie — rysunki, jak i teksty. Jednak zastanawiam się czy do takiej gry nie pasowałyby w bardziej kiczowatych kolorach a nie w odcieniach szarości. Oczywiście jest też instrukcja, którą się bardzo przyjemnie czyta. Wszystkie elementy są bardzo przyzwoicie wykonane. Jedyne do czego można się przyczepić to fakt, że część kart była lekko wygięta, ale można sobie z tym poradzić.
Wiochmen oparty jest na zasadach typowej, wręcz dziecięcej planszówki. Mamy tor, wszyscy stają na starcie-ściernisku, gdy wiadomo o ile mamy się poruszyć to przesuwamy się w kierunku mety-remizy, wykonując polecenia z pola, na którym skończyliśmy ruch. Wygrywa ten, kto pierwszy przekroczy linię mety. A co różni go od takiej mało ciekawej gierki? Cała reszta. Ale zacznijmy po kolei.
Najpierw budujemy tor, układamy go z odwróconych Kart Szosy, dzięki czemu mamy zarówno element losowości, a także pewnej tajemniczości i nerwowego oczekiwania, co kryje się po drugiej stronie karty. Mogą mieć one zarówno pozytywne, jak i negatywne efekty. W skrajnym przypadku wszyscy grający mogą odczuć bolesne skutki właśnie odkrytej Karty Szosy.
Czas zacząć wyścig!
Każda kolejka dzieli się na fazy:
- Faza Ciągnięcia — ciągniemy Karty Wozaka
- Faza Targowania — ustalamy wyjściowy Popęd (zależy on od ilości kart Wio! i kart z owsem), a tak naprawdę walczymy o beret(a jest o co walczyć!)
- Faza Rozpędu — zagrywamy kartami by sobie pomóc lub komuś zaszkodzić
- Faza Jazdy — jedziemy i rozpatrujemy to co każe nam Karta Szosy, na której się zatrzymaliśmy
Wiochmen 2 zapowiada się bardzo ciekawie. Sprawia wrażenie humorystycznej gry idealnie nadająca się jako lekka rozrywka na towarzyskim spotkaniu czy w ramach odpoczynku lub odstresowania się po jakiejś innej grze. Zabawne są karty, teksty i przede wszystkim beret, jednak niekoniecznie sama rozgrywka. Jak na grę imprezową ma zbyt długie zasady, co może odstraszyć potencjalnych graczy. Po kilku partiach jest już łatwiej i można odwrócić uwagę od próby zapamiętania co po czym i jak, i zwrócić ją w kierunku dowcipu i „wiochmeństwa”. I wtedy dopiero zaczyna się niezła zabawa.
Dziękujemy za udostępnienie egzemplarza do recenzji wydawnictwu Kuźnia Gier.
Ogólna ocena: 7
Plusy:
+Beret!
+dowcipne tło, karty, teksty
+duża interakcja pomiędzy graczami
Minusy:
-długie zasady
-poznanie kart wymaga wnikliwego czytania







