DZIAŁY

SKLEP.GILDIA.PL

Michael White. Pierścień Borgiów.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 32,00 zł  35,60
Stacia Kane. Downside #2 - Nieświęta magia.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 31,30 zł  34,80
Star Wars (Egmont) - Rycerze Starej Republiki: Flashpoint, tom 2.
Dostępność: 2-3 dni robocze
Cena: 35,10 zł  39,00

BANNERY

Gildia > Gildia Gier Planszowych > Gry planszowe > Wallenstein > Recenzja gry "Wallenstein"


Recenzja gry "Wallenstein"

Data publikacji artykułu: 28 listopada 2006
Autor: Pancho
okładka

Wreszcie Wallenstein przestał dla mnie być enigmatyczną nazwą i mogłem sprawdzić go w praniu. Szczególnie, że na horyzoncie pojawił się Shogun, który jest reedycją Wallensteina. Zmieniono w nim tylko rys historyczny i odświeżono oprawę graficzną.

Wracając jednak do pierwowzoru. Rozgrywka dzieje się w czasie wojny trzydziestoletniej, czyli w pierwszej połowie XVII wieku. Wszystko ma miejsce głównie na terenie dzisiejszych Niemiec i Austrii. Każdy z graczy otrzymuje w quasi-losowy sposób kilka początkowych prowincji. Umieszcza też na nich początkowe armie. Celem oczywiście jest zdobycie jak największej liczby punktów zwycięstwa.

Wallenstein to ostatnio bardzo modne połączenie gry wojennej z elementami Eurogry. Mamy zatem typowo strategiczny, militarny charakter gry, a jednocześnie nowatorską i prostą mechanikę, dostarczającą wiele wyborów i możliwości. W czasie rozgrywki nie tylko budujemy armię, toczymy potyczki i zdobywamy nowe ziemie, ale też zarządzamy naszymi posiadłościami. Odpowiadamy za zbieranie plonów oraz gotówki, radzenie sobie z niepokojami chłopskimi, stawianie pałaców, katedr czy faktorii handlowych.

Planszówka zawiera dwa fajne, oryginalne pomysły co do sterowania przebiegiem rozgrywki. Po pierwsze gracze dostają karty swoich prowincji i przed rozpoczęciem danego sezonu muszą zaplanować co będzie się działo na danych ziemiach. Czy zostaną pobrane podatki czy może zapełnione żywnością spichlerze, a może zrobimy rekrutacje wojska w danym miejscu lub wydamy rozkaz wymarszu i zaatakujemy sąsiada? W każdej prowincji można zdecydować się tylko na jedną czynność, a więc trzeba dokładnie zaplanować kto co będzie robił. Najlepiej jednocześnie wzmacniać gospodarkę i prowadzić podboje. To co gracze zaplanują zostanie później "odpalone" w pewnej kolejności, nie zawsze od razu znanej wszystkim uczestnikom. Drugi fajny patent to mechanizm bitwy. Oparty on jest o ciekawą konstrukcję przypominającą połączenie dice tower z miską dla psa. Generalnie chodzi o to, że wrzucamy kostki reprezentujące siłę naszych wojsk do wieży, ale nigdy nie wiemy ile stamtąd ich wypadnie. Jeżeli przegramy bo wypadnie kostek mniej to pozostałe kostki zostają gdzieś w wieży i przy następnych bataliach mogą nas nagle wspomóc. Ciekawy mechanizm bo dostarcza nam losowości, ale jednocześnie redukuje jej kompletną nieprzewidywalność. Podczas rozgrywki jeszcze całkowicie nad nim nie panowałem i nie mogłem wyciągnąć korzyści z pamiętania co mi w wieży zostało, jednak ufam, że da się tym jako tako sterować.

Graliśmy podczas rozgrywki w piątkę: ja, Don Simon, Valmont, jax i ragozd. Nie do końca początkowo wiedziałem co trzeba robić, aby było dobrze. Stąd w pierwszej turze olałem zbieranie żywności. Jak się okazało był to niewybaczalny błąd, bo w zimie nie wystarczyło mi na wyżywienie ludności i spotkałem się z gwałtownym protestem moich podwładnych. Krótko mówiąc miałem kilka buntów chłopskich. Wallenstein należy do gier, które nie wybaczają błędów, tak więc po pierwszej kolejce nie byłem już dla doświadczonych graczy zagrożeniem w walce o zwycięstwo.

Jak pokazała rozgrywka bardzo duże znaczenie ma umiar w walce i prawidłowe sojusze. Oczywiście bitwy odbywają się, przynoszą korzyści, ale trzeba wiedzieć kiedy powiedzieć stop i zająć się rozwojem swoich ziem pod względem infrastruktury. Bo właśnie przewaga w pałacach, katedrach czy faktoriach handlowych daje najwięcej punktów. Do tego zbyt duża liczba prowincji jest trudna w wyżywieniu. Sojusze są często decydujące i znalezienie dobrego partnera, może pozwolić na sukces podczas gry. Nawet jeżeli będziemy promować rozgrywkę pasywną nad agresywnym działaniem. Co pokazał sojusz jax - ragozd. Obaj byli w czołówce punktacji, a ragozd ostatecznie wygrał. Pomimo, że bitew nie stoczył zbyt wiele.

Generalnie bardzo fajna gra, oparta o inteligentną mechanikę. Dobrze, że wyszła jej reedycja, do tego w ciekawszym dla mniej klimacie japońskich konfliktów. Warto więc pomyśleć o zdobyciu Shoguna. Sama rozgrywka nie należy do krótkich, szczególnie gdy w czasie partii prowadzi się sporo negocjacji dyplomatycznych. Nam partia zajęła około trzech godzin. No i trochę bolesne jest, że jak na starcie popełnisz poważną pomyłkę to przestajesz się liczyć w walce o zwycięstwo. Poza tym szykuję się, żeby znowu ją sprawdzić. Wreszcie gdy wiem już jak grać, będę mógł być groźniejszym przeciwnikiem dla współgraczy.

Gra Shogun dostępna jest w sklepie Nowej Gildii.

Recenzja pochodzi z bloga Games Fanatic.