Vudu - recenzja gry

Autor: Paweł Olejniczak
18 sierpnia 2015

Wudu jest religią pełną sprzeczności. Łączy chrześcijański monoteizm z politeizmem rodem z Afryki. Daleko jej jednak do przerażającego kultu, jakim ją rysują amerykańskie filmy grozy. Nie polega (a przynajmniej nie tylko) na wbijaniu igieł w lalki przedstawiające znienawidzone osoby, czy produkowaniu zombie (choć i takie elementy można tutaj znaleźć). Czy zatem widząc wyznawcę wudu, powinniśmy uciekać, czy próbować się bratać?

Twórcy gry „Vudu” twierdzą, że nie ma lepszej obrony niż atak, a atakować powinniśmy śmiechem. Włoski zespoł składający się z mniej lub bardziej doświadczonych twórców - Francesco Giovo, Marco Valtriani oraz graficzki Margherity Cagnoli stworzył grę, która nawiązując do afroamerykańskich wierzeń ma za zadanie polepszyć humor nawet największym ponurakom. Robią to w prosty, ale skuteczny sposób.

Pierwsze co można zauważyć po otworzeniu pudełka z najnowszą grą imprezową spod szyldu Black Monk, to ciekawa oprawa graficzna, oraz dobra jakośc wykonania elementów. Sześćdziesiąt dużych kart, znaczniki punktów dla każdego z graczy, dedykowane do gry kości składników oraz laleczka wudu! Rysunki stworzone przez artystkę z Italii od razu nasuwają skojarzenie, że uczestników czeka szalona zabawa. Wesołe laleczki, szalone zombie i słodkie szmaciane kociaczki znajdujące się na obrazkach tworzą zwariowany klimat, którego bynajmniej nie zburzą podobne do nich w tym elemencie zasady gry. Na czym to jednak polega?

Na początku należy podzielić wszystkie karty na Talię Klątw, Talię Klątw Wiecznych oraz Talię Artefaktów. Następnie każdy z graczy dobiera jedną Kartę Klątwy o koszcie dwóch składników, kładzie swój pionek na torze punktacji, a najbardziej pechowy uczestnik rozpoczyna grę. Tury rozgrywa się zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a każda skłąda się z następujących trzech etapów:

1) Przygotowanie składników: gracz wykonuje rzut kośćmi by uzyskać składniki, za które będzie mógł wykonywać kolejne akcje. Jeśli wynik nie jest satysfakcjonujący, można odrzucić jedną z kości, by przerzucić dowolną liczbę pozostałych.
2) Rzucanie Klątw i inne akcje: tutaj możliwe jest kilka różnych akcji:
- każda klątwa ma swój koszt w składnikach, które możemy uzyskać rzucając kośćmi. Aby wykorzystać kartę, należy odrzucić kości przedstawiające właśnie te elementy, a następnie wybrać ofiarę Klątwy i umieścić przed daną osobą kartę. Po otrzymaniu Klątwy, gracz dostaje również Kartę Celu (ten, kto ją posiada, nie może stać się ponownie celem),
- można odrzucić dwie dowolne kostki, by dobrać dowolną kartę z Talii Klątw lub Talii Artefaktów,
- jest to też etap, na którym używa się artefaktów, te zaś rzucamy bez potrzeby płacenia za nie.
3) Przekazanie laleczki vudu: gracz posiadający ten groźny przedmiot podaje go osobie po lewej i w tym momencie aktywowane są wszystkie klątwy nawiązujące do tej czynności.

Rozgrywka toczy się szybko i dzięki absurdalnym efektom klatw sprawia, że niezależnie od towarzystwa w którym się bawimy, rozrywka będzie przednia. Posiadając klątwy nakazujące trzymać skrzyżowane rece na piersi, jednocześnie zasłaniając sobie dłonią jedno oko, a przed każdym rzutem skacząc i bawiąc się kośćmi jak kot, a na każdego przeciwka, który używa artefaktu krzyczeć błagając go, żeby go nam oddał, nie można zachować powagi. Sprawia to, że „Vudu” trudno nazwać grą, a bliżej jej do zabawy towarzyskiej. Co prawda liczy się punkty (rzucenie każdej klątwy i wykorzystanie niektórych efektów oraz zrywanie klątw powoduje uzyskiwanie lub tracenie punktów - warto przyłapać kogoś na łamaniu zasad!), jednak robi się to chyba tylko po to, żeby ograniczyć długość rozgrywki (ta kończy się, kiedy ktoś przesunie swój znacznik na pole oznaczone liczbą „11”). Luźny i niezobowiązujący charakter „Vudu” nie jest bynajmniej wadą, gdyż - podobnie jak w przypadku większości innych produktów wydawnictwa Black Monk - chodzi o śmiech i dobrą zabawę, nie o zwycięstwo.

Największą wadą tego tytułu jest ograniczona liczba klątw oraz artefaktów, których efekty w pewnym momencie zaczną się powielać, co powoduje powtarzalność. W przypadku tak szalonego tytułu przydałoby się więcej zróżnicowanych pomysłów, co podniosloby atrakcyjność rozgrywki. Niewygodny jest również system liczenia punktów - znaczniki są co prawda duże i ładne, ale za nic nie mieszczą się na torze punktacji (wypukłym, co sprawia, że pionki bez problemu mogą spadać). Uwzględniając to, że „Vudu” ma spore szanse być rozgrywanym w pubach lub w trakcie imprez, łatwo można sobie wyobrazić, że obserwowanie i kontrolowanie postępu będzie problematycznym zadaniem.

Dzięki temu wszystkiemu i na przekór drobnym niedociągnięciom, „Vudu” będzie stanowiło bardzo dobrą zabawę dla towarzystwa, które nie boi się wygłupiać i robić szalonych, głupich rzeczy (chyba, że polecenie „zagrzmij jak grom” uzna się za ponure i nieśmieszne). Pozwala na integrację i miłe spędzenie wieczoru. Co prawda rozgrywka zajmuje maksymalnie pół godziny, jednak pozwoli na poprawę humoru wszystkim uczestnikom (od trzech do sześciu osób) i dobre rozpoczecie imprezy. No i wraz z grą otrzymuje się laleczkę wudu! A to już jest coś! 

Dziękujemy wydawnictwu Black Monk Games za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Ocena 8/10

Plusy:
+ duża interakcja
+ prostota zasad
+ klimat

Minusy:
- zbyt mały tor punktacji
- mała różnorodność kart

Vudu (edycja polska)

Gatunek gry: towarzyska
Wydawca: Black Monk Games
Liczba graczy: 3-6 osób
Czas gry: ok. 30 min.
Dopuszczalny wiek graczy: 8+
W pudełku:
  • 36 Kart Klątw
  • 10 Kart Wiecznych Klątw
  • 13 Kart Artefaktów
  • 5 Kości Składników
  • 6 Pionków Punktacji
  • Laleczka Vudu
  • Instrukcja


blog comments powered by Disqus