DZIAŁY

SKLEP.GILDIA.PL

C. S. Forester. Horatio Hornblower #3 - Z podniesioną banderą.
Data premiery rynkowej: 27 czerwca 2012>
Cena: 24,00 zł  29,99
L. J. Smith. Pamiętniki wampirów. Pamiętnik Stefano #5 - Azyl.
Data premiery rynkowej: 31 maja 2012>
Cena: 29,50 zł  32,80
Sean Williams. The Old Republic: Fatalny Sojusz.
Spodziewana premiera rynkowa minęła 10 maja 2012 - produkt powinien być dostępny w ciągu kilku dni.

Cena: 35,80 zł  39,80

BANNERY

Gildia > Gildia Gier Planszowych > Gry planszowe > Revolution: The Dutch Revolt > Recenzja gry "Revolution: The Dutch Revolt"


Recenzja gry "Revolution: The Dutch Revolt"

Data publikacji artykułu: 27 stycznia 2007
Autor: Leo
Korekta: RAJ
okładka

To co działo się w Niderlandach na przełomie XVI i XVII w. jest dla większości Polaków czarną magią. Nie ma co ukrywać, walka Holendrów z Habsburgami o niepodległość oraz jej uwarunkowania zewnętrzne i wewnętrzne to dla nas terra incognita. Częstokroć nie zdajemy sobie sprawy jak ważne dla dziejów Europy (nie tylko zachodniej) było zwycięstwo małego, ale energicznego i pracowitego narodu z krainy polderów. Również ukształtowany w tym czasie podział Niderlandów legł u podstaw ukształtowania się w przyszłości narodów belgijskiego i luksemburskiego.

Początek tych wydarzeń możemy prześledzić (i oczywiście spróbować je zmienić) zasiadając do wydanej w 2004 r. przez holendersko-niemiecką firmę Phalanx Games gry o dość długim tytule Revolution. Dutch Revolt 1568-1648.

Zacznijmy od grafiki. Gra, nie waham się tego stwierdzić, jest śliczna. Widziałem jeszcze trzy inne produkty tej firmy i dostrzegam, że we Phalanxie tak wysoka jakość edytorska to standard - sztywna plansza, grube i miłe w dotyku żetony, piękne karty i duże pudełko z przegródkami. Wszystko w stonowanych, odpowiednio dobranych kolorach. Wprawdzie ilustracja na pudełku nie jest może zbyt "komercyjna" (widzimy grupę rozpolitykowanych postaci w strojach z epoki), ale oddaje ona istotę gry. Zasiadając przed planszą, stylizowaną na renesansową mapę, od razu czuje się klimat epoki.
Jedyną rzeczą do której można mieć zastrzeżenia to niezbyt czytelne (bo stylizowane na odręczne pismo) nazwy miast na planszy.

Revolution jest grą polityczno - strategiczną, przeznaczoną dla dwóch od pięciu graczy. Można się w niej wcielić w jedno ze stronnictw społeczno - politycznych jakie walczyły o władzę w XVI - wiecznych Niderlandach. Są to: protestanci, burżuazja, szlachta, Habsburgowie i katolicy. Każda ze stron ma inne atuty i inne też warunki do zwycięstwa.
Gra ma jedną niezwykłą cechę - jest całkowicie pozbawiona elementu losowego (!) - nie ma w niej kostki, losowania kart czy temuż podobnych procedur. Wśród eurogier taka właściwość występuje dosyć często, ale wśród gier strategicznych jest to ewenement. Dla wielu graczy (szczególnie tych będących notorycznymi pechowcami) może to być niewątpliwa zaleta Revolution.

Instrukcja gry nie jest zbyt długa, ale miejscami niezbyt jasno napisana. Po pierwszym przeczytaniu może to stwarzać wrażenie, że mamy do czynienia z "grą, w której nie wiadomo o co chodzi". Całe szczęście po rozłożeniu planszy i pierwszych przymiarkach do rozgrywki wszystko zaczyna "chodzić". I to nawet dość płynnie. Gra nie jest zbyt trudna, choć sprawia takie pierwsze wrażenie. Głównym problemem jest bardzo duża ilość faz w poszczególnych etapach (w angielskiej nomenklaturze - w turach). Dokładnie tych faz jest 20 (!). Całe szczęście autorzy gry dołączyli "ściągawkę" na tekturce z wyciągiem z zasad i m.in. ze spisem faz gry. Wystarczy ją przed sobą położyć i wszystko staje się prostsze (ech, żeby tak w prawdziwym życiu…)

Nie będę opisywał zasad gry, bo chyba nie o to tutaj chodzi. Najogólniej - walczymy o wpływy polityczne w poszczególnych prowincjach Niderlandów (i częściowo w Nadrenii). Do dyspozycji mamy punkty wsparcia politycznego, zasoby finansowe oraz wojsko. Możemy też uzyskać pomoc z zagranicy (np. od Hiszpanów, Anglików czy hugenotów). Bardzo istotne jest to, że punkty polityczne oraz zasoby finansowe są reprezentowane przez te same żetony, których jest określona ilość. Powoduje to, że nie da się być równocześnie bogatym i wpływowym - odpowiednia gospodarka tymi zasobami jest kluczowa dla zwycięstwa. Aby przejąć kontrolę nad daną prowincją należy wystwić w niej odpowiednią ilość własnych żetonów politycznych i zlikwidować tak dużo wrogich ile tylko damy radę. Nie należy jednak zapominać o wrogich oddziałach wojskowych, które mogą spacyfikować naszych politycznych zwolenników i jednym oblężeniem całkowicie przekreślić nasze wpływy. Aby temu zapobiec należy zadbać o silną armię - ta jednak kosztuje i to niemało.

Każda ze stron konfliktu ma słabe i mocne strony. Na przykład Habsburgowie na początku są najsilniejsi militarnie, ale protestanci mogą tę przewagę szybko zredukować, bo mogą najtaniej rekrutować armię. Z kolei katolicy są wojskowo słabi, ale mają dużo pieniędzy; szlachta balansuje pomiędzy stronami konfliktu i może pełnić komfortową rolę języczka u wagi…

Tak jak już wspominałem, wszystko w tej grze zależy od nas i reakcji naszych rywali, a nie od losu. W efekcie w grze jest bardzo wysoki stopień interakcji. Oczywiście tacy Habsburgowie i katolicy i odpowiednio burżuazja i protestanci są naturalnymi sojusznikami, ale do czasu… Prędzej czy później dochodzi i między nimi do konfliktu.

Autorzy gry napisali, że trwa ona od 4 do 8 godzin, ale chyba jednak nieco przesadzili. Nawet niezbyt doświadczeni gracze są w stanie skończyć ją w niecałe cztery godziny (przynajmniej nam się to udawało). Najwięcej czasu (szczególnie na początku) zajmuje zapamiętanie kolejności faz i związanej z tym sekwencji ruchów oraz przeliczanie podatków i wpływów politycznych (to z kolei wymaga "nauczenia się" mapy). Później jest już dużo łatwiej.

Na mnie osobiście Dutch Revolt zrobiła bardzo dobre wrażenie. Jestem historykiem i doceniam takie rzeczy jak wprowadzenie w klimat epoki i szacunek dla realiów historycznych. I tego zresztą oczekuję od dobrej gry. Poza tym zawsze miałem sentyment do Holendrów... Może to oczywiście powodować, że nie jestem do końca obiektywny, jednak jestem przekonany, że gra spodobała się większości graczy, którzy mieli przyjemność w nią zagrać.

Na zakończenie przychodzi mi do głowy następująca myśl: nie ma się co dziwić Holendrom, że zdecydowali się opracować grę o tematyce bezpośrednio dotyczącej najważniejszych fragmentów ich historii. Chciałoby się też, aby kiedyś w Polsce powstał produkt na podobnym poziomie merytorycznym i edytorskim, ale traktujący o naszych dziejach…

A teraz jeszcze kilka rad dla graczy i refleksji:
1. Jak najszybciej poznajmy geografię regionu i zapamiętajmy, które prowincje są najcenniejsze.
2. Dobrze byłoby, żeby każdy z graczy starał się podczas rozgrywki utworzyć swoją wyłączną strefę wpływów i nie dopuszczać tam żadnego z rywali. Dla protestantów takim "sanktuarium" może być północna Holandia, dla burżuazji - środkowa Holadnia, dla Habsburgów - południowe Niderlandy, dla katolików - Nadrenia. Najtrudniej może mieć szlachta, ale ona z kolei powinna starać się wcisnąć wszędzie gdzie się da…
3. Protestanci i burżuazja powinni jak najszybciej zbudować silne armie. Mając możliwość tańszej mobilizacji i użycia beggarów (to taka wodna partyzantka) powinni to bezwzględnie wykorzystać.
4. Nie dopuszczajmy do zablokowania boksów służących do ruchu armii przez wojska jednego z graczy. Jest to najlepsza droga do oddania mu całego regionu bez możliwości przeciwdziałania z naszej strony.
5. Uważajmy, aby zawsze pozostawić sobie odpowiednią kwotę pieniędzy na opłacenie armii.
6. Najcenniejsze prowincje "pochłaniają" też najwięcej żetonów wpływów. Dobrze kalkulujmy, bo ilość tych żetonów jest ograniczona i może w efekcie nam ich zabraknąć na rozwój w innych prowincjach lub na zamianę na pieniądze.

Ocena gry:
Poziom edytorski i grafika: 9/10
Realizm i klimat: 8/10
Grywalność: 8/10

Dziękujemy sklepowi Rebel za udostępnienie gry do recenzji.