Recenzja gry "Munchkin Quest"

Autor: Ta Aina
14 sierpnia 2012

Dla większości fanów gier RPG, uważanych za bliskich kuzynów planszówek, Munchkin to tytuł dobrze znany i niewymagający przedstawiania. Ta doskonała seria gier parodiujących narracyjne gry fabularne przeszła już do kanonu i gości w naszych domach od ponad 10 lat. Początkowo jako niekolekcjonerska karcianka z całą batalią bardziej lub mniej zabawnych dodatków. Kolejnymi ofiarami ostrza satyry padły takie wielkie systemy RPG jak Dungeons and Dragons, Zew Cthulu czy uwielbiane przez wszystkich postaci Zombie czy Piratów z Karaibów. Gra autorstwa Steve'a Jacksona doczekała się wielu wydań i tłumaczeń oraz  zdobyła sporo nagród.
Teraz polski fan gier ma okazję zagrać w przygodową grę planszową Munchkin Quest osadzoną w realiach... a właściwie na co komu realia i fabuła? Najważniejsze jest to że są podziemia, są skarby, są potwory - można levelować postać, zdobywać nowy ekwipunek, przeszkadzać kolegom. Czy to nie wystarczy do świetnej zabawy?

Kim właściwie jest Munchkin?

Postać Munchkina pochodzi z Czarodzieja z krainy Oz, w którym to Munchkinową Krainę zamieszkiwały postaci charakteryzujące się niskim wzrostem. Jednak w pewnych środowiskach bycie nazwanym Munchkinem to jedna z największych obelg. Munchkin bowiem, to gracz w RPG, którego jedynym celem jest zdobycie jak najwyższego poziomu postaci. Za nic ma on wczuwanie się w odgrywanego bohatera, odgrywanie dialogów z grającymi kolegami czy rozwiązywanie wymyślonych przez mistrza gry problemów moralnych. Chce on zabić jak najwięcej potworów, zdobyć jak najwięcej skarbów, mieć jak najlepsze statystyki postaci, a przede wszystkim bardzo, ale to bardzo chce wygrać grę…
Dla niewtajemniczony śpieszę z wyjaśnieniem że dowcip polega na tym że w klasycznych narracyjnych grach wyobraźni wygrać się nie da. Celem jest sama gra i odgrywanie postaci właśnie. Munchkin Quest wychodzi jednak na przeciw atawistycznym potrzebom wygrania i pokonania przeciwników. Celem gry jest w jak najszybsze zdobycie 10 poziomu, zabicie największego potwora a tym samym zwycięstwo. Na drodze ku temu osiągnięciu gracz spotka potwory, takie jak pierwszopoziomowy kwiat doniczkowy z ruchem zero, potężna Altanka czy na pozór niegroźna - Złota Rybka. Nie zabraknie też Potwora z Bazin, Krabów, Psychowiewiórek czy Młotomyszy z Marsa.
Tak - gra składa się bardzo dużej ilości mniej lub bardziej hermetycznych dowcipów. Wydaje się jednak, że osoby które nie zetknęły się nigdy z grami typu RPG również docenią ten rodzaj humoru i znajdą coś dla siebie.


Przed otwarciem pudełka.


Wszystkie gry z uniwersum Munchkina od lat pozostają przy tej samej szacie graficznej tworzonej przez: Johna Kovalica. Może się ona podobać albo nie - to kwestia gustu. Moje odczucie jest takie że sfera wizualna związana z Munchkinem wymaga odrobiny odświeżenia, gdyż odstaje od poziomu wydawanych obecnie planszówek.  Nie należy się tym jednak zniechęcać. Proszę: nie sugerujcie się archaicznym wyglądem stron internetowych poświęconych grze.  Sam Quest wygląda znacznie lepiej! Tak, wiem że grafika Munchkina jest w pewnych kręgach kultowa, ale jeśli się tego nie wie to niestety wypada dość blado. Tak czy inaczej nie można ilustracjom odmówić dowcipu i bardzo fajnie zgrywają się one z dowcipnym i maksymalnie „niepoważnym charakterem gry”.
 
Po otwarciu pudełka.

Po otwarciu pudełka widzimy naprawdę bardzo dużo elementów! Wśród nich: 200 kart, 24 dwustronne plansze pokojów, 38 pionków, 10 kości i bardzo dużo różnych żetonów.  Pudełko aż wypchane jest gadżetami, które ucieszą nie jednego Munchkina!  Elementów jest na tyle dużo, że w czasie rozgrywki robi się naprawdę solidny bałagan. I w tym wypadku  - uwierzcie mi - warto wybrać jednego z graczy, który zostanie strażnikiem lochu i będzie dystrybuował karty i elementy gry, których z chwili na chwilę przybywa.  Zapomnijcie też o graniu przy użyciu stołu i krzeseł. Lochy rozrastają się w tak nieoczekiwanych kierunkach, że jedynym miejscem rozgrywki może być podłoga. (No chyba że macie w domu stół bilardowy)

O czym jest gra?

Zasady gry są proste, odkrywasz lochy, szukasz skarbów walczysz z potworami, przeszkadzasz kolegom, giniesz, znowu zabijasz potwory, a i oczywiście zbierasz przedmioty - dużo przedmiotów! Jak na bezlitosną parodię przystało większość roleplayowych cliché zostało mniej lub bardziej subtelnie wyśmianych. Nawet tak podstawowa zasada jak wybór klasy i rasy postaci. W Munchkinie również możesz wybierać pomiędzy ludźmi, elfami, krasnoludami oraz niziołkami, jednak w każdej chwili możesz zmienić rasę. Większość akcji w grze odgrywa się za pomocą kart, więc wystarczy zagrać kartę elfa by nim zostać. Równie łatwo przestać być elfem, wystarczy kartę odrzucić i powiedzieć: nie chcę już być elfem. Dodam że można to zrobić również w trakcie walki.

Instrukcja i mechanika

Całość zasad opisanych jest w 20 stronicowej instrukcji.  Mimo mechaniki będącej wypadkową wielu przygodowych gier planszowych, zrozumienie i zapamiętanie całości zasad do Munchkina to jednak spore wyzywanie. Opatrzona humorem instrukcja  jest dość przystępnie napisana, zasady wydają się być odrobinę zagmatwane na przykład zasady przechowywania przedmiotów, które możesz mieć albo nie zagrane na ręku, zagrane w ręku postaci, za pasem albo w plecaku . Przysłowiowa godzinka przed graniem nie wystarczy by przyswoić wszystkie reguły. Wszelkie niejasności zgodnie z instrukcją „powinny być rozstrzygane w trakcie głośniej kłótni, w której właściciel gry ma ostatnie słowo”. Można również poszukać odpowiedzi na licznych stronach internetowych.

Jak się gra?

Sama gra mimo początkowych problemów z instrukcją idzie bardzo gładko i przyjemnie. Wszyscy gracze dość szybko łapią zasady, a momentami są one na tyle zabawne, że sam proces tłumaczenia jest bardzo przyjemny. W samej rozgrywce jest wszystko, czego potrzebuje rasowa przygodówka. Zazwyczaj trwa ona dłużej niż pudełkowe 3 godziny, a prawdziwi mistrzowie klimatu munchkina potrafią ją znacznie przedłużyć np. wszczynając bezsensowne spory i czepianie się wszystkiego czego tylko można, a co pomoże w osiągnięciu upragnionego lvl-u. W instrukcji napisane jest że po skończeniu ruchu należy w razie potrzeby obudzić śpiącego obok gracza, lecz nie sądzę by zdarzyła się taka sytuacja, bo gra jest dość angażująca. Ciekawym urozmaiceniem jest to że odkrywane potwory również się ruszają i za ruchy każdego z nich odpowiada konkretny gracz. Dzięki temu sytuacje w której gracz i mistrz gry rzucają kostkami a reszta graczy przysypia zdarza się bardzo rzadko. Nawet jeśli zdarzy się moment, że akurat nie masz co robić to kart czarów, przedmiotów i wszystkich innych dóbr, które masz na ręku i poza nim robi się tak dużo, że studiowanie i planowanie ich użycia skutecznie wypełni „czas między rzutami kostką”.

Paradoksalnie gra, która za cel stawia sobie wyśmianie odgrywania postaci i całego roleplayowego zadęcia jest bardzo klimatyczna. Instrukcja kładzie duży nacisk na to by jednak w postać się wczuć. Zostając Munchkinem możesz kłócić się z kolegami, kwestionować ich rzuty kostką, oszukiwać i wyzwolić w sobie wszystkie te cechy, które jako kulturalny człowiek, znający etykietę planszówkowicza albo przynajmniej podstawowe zasady relacji międzyludzkich nie może sobie pozwolić. Tu wszystko to jest dozwolone!  I co najważniejsze, nawet odarta z całej Munchkinowej otoczki to naprawdę fajna gra planszowa.

Dla kogo jest gra?

Gra to obowiązkowa pozycja dla wszystkich starych, nowych (a nawet emerytowanych) fanów narracyjnych gier fabularnych i wszelkiej maści fantastycznych karcianek . Jest również jest świetną pozycją dla miłośników gier przygodowych i ogólnie „fantastycznego klimatu”.

Dla mnie była swoistym wehikułem czasu, który przypomniał mi świat w którym naprawdę można było znaleźć podpiłowane kości do gry, a przy piwie rozmawiało się o tym dlaczego mistrz gry dał tak mało punktów doświadczenia za sesje.

Dziękujemy wydawnictwu Black Monk Games za przekazanie egzemplarza gry do recenzji.
 
Ocena ogólna: 8/10
 
Zalety
+ bardzo zabawna, trochę hermetyczna
+ dobra przygodówka
+ żyjący świat gry, dodatki, paradoksalnie: klimat gry
 
Wady
- hermetyczność humoru
- (dodałabym aspekt wizualny, ale o gustach się nie dyskutuje)
 

Munchkin Quest

Gatunek gry: przygodowa
Wydawca: Black Monk Games
Liczba graczy: 2-4 osoby
Czas gry: ok. 120 min.
Dopuszczalny wiek graczy: 12+
W pudełku:
  • 200 kolorowych kart
  • 27 żetonów Zdrowia
  • 69 żetonów Złota
  • 12 znaczników upuszczonych przedmiotów
  • 15 żetonów Ruchu
  • 12 znaczników Przeszukiwania
  • 4 Liczniki Poziomów
  • 4 plastikowe figurki Munchkinów
  • 12 podstawek dla Potworów
  • 24 dwustronne plansze Pokojów
  • 1 planszę Wejścia
  • 73 Łączniki Drzwi i Ścian
  • 38 kartonowych pionków Potworów
  • 8 kości k6
  • 1 kość k10
  • 1 sześciokolorowa Kość Potworów
  • 20-stronnicowa Instrukcja
Cena sugerowana producenta: 179,90 zł


blog comments powered by Disqus