Recenzja gry "Mozaika"
Fabuła
Cezar doprowadzał Kleopatrę do wściekłości naśmiewaniem się z Egipcjan. Stożkowe babki z piasku, beznose Sfinksy, politowania godne graffiti zdobiące grobowce. Przebrzmiała i niemodna pseudokultura. Kpił z tego ponad miarę. Kleopatra miała już dość. Cezar za którymś razem przesadził. Przebrała się czara goryczy. Chcąc udobruchać egipską piękność obiecał złożyć jej hołd, jeśli jej lud wybuduje Cezarowi okazały pałac. Kleopatra przystała na zakład, a że była z niej charakterna kobieta, wymogła na rzymskim wodzu, aby ten również udowodnił wspaniałość swojej kultury. Zadaniem Cezara było zaprojektowanie ozdobnej mozaiki, która zdobić miała posadzki owej najwspanialszej rezydencji.
W czasie gdy Kleopatra zajmowała się swoją częścią zakładu, Cezar zlecił wykonanie swojego zadania Markowi Antoniuszowi. Ten zaś, jako że nie czuł powołania do kamieniarstwa postanawia wynająć podwykonawców – w ich rolę wcielają się gracze.
Gra Adama Kałuży, zanim ukazała się nakładem wydawnictwa Kuźnia Gier, dostępna była w formie Print and Play w internecie, jako Mozaika Numernabisa. Jej fabuła nawiązywała do egipskich przygód Asteriksa. Niestety, ze względów licencyjnych wydawca zmuszony był zrezygnować ze znanej niemal każdemu komiksowej otoczki. Jak zatem wygląda nowe rynkowe oblicze Mozaiki? Czym różni się ona od darmowego pierwowzoru?
Zasady i przebieg rozgrywki
Cel gry i jej zasady są bardzo proste i przyjemne. Każdy gracz dysponuje własną planszą podzieloną na 16 kwadratów (w układzie 4x4). W trakcie rozgrywki na planszy pojawiać się będą wylicytowane wcześniej różnorodne kafelki. Celem każdego z graczy jest estetyczne ich rozmieszczenie – wszak o estetykę w zakładzie Kleopatry chodzi. Nie jest to proste. Każdy kafelek posiada kolor (żółty, czerwony, zielony lub niebieski) oraz jeden z trzech ozdobnych wzorów. W grze idzie o to, aby pasujące do ciebie fragmenty sąsiadowały ze sobą. Punkty zdobywamy układając kafelki w rzędy, kolumny lub kwadraty – odpowiadające sobie kolorem, albo wzorem, a najlepiej obiema cechami.
Każdy gracz, rozpoczyna zabawę posiadając pewna sumę pieniędzy oraz 4 losowe fragmenty układanki. Kolejne, potrzebne kafelki pozyskuje się drogą licytacji, spośród wyłożonych na stole. Gracz, który wylicytował największą kwotę, ma prawo wybierać jako pierwszy z aktualnie dostępnej puli, potem następny w kolejności i tak dalej do ostatniego. Pieniądze na kolejne zakupy czerpiemy kładąc kafelki na planszy. Zyskujemy tyle złota, z iloma obecnymi na planszy fragmentami sąsiaduje nowo położony kafelek. Bardzo proste i szybkie. Potem cała procedura się powtarza: losujemy nowe elementy, licytujemy, układamy, zgarniamy pieniądze – aż plansze się zapełnią.
Punkty zlicza się na samym końcu. Za każdy 4 kafelki w rzędzie, kolumnie o tym samym wyglądzie naliczamy 4 punkty. Jeśli kafelkom zgadza się tylko jedna cecha (kolor lub kształt) doliczamy 2 punkty. Dodatkowo, jeśli któremuś z graczy udało się ułożyć kafelki symetrycznie: pionowo, poziomo, skośnie lub środkowo, może on liczyć na sowity zastrzyk punktowy.
Niestety – sprawę komplikują muchy. Kleopatra zakładając się zaznaczyła, że mozaika musi być taka, że mucha nie siada. A mucha gdzieś usiąść musi. Czym są much i co robią, każdy dobrze wie. Mucha jak usiądzie tu narobi. A to narobi na portret panującego władcy, a to narobi na ciasto, a to... no właśnie, narobi nam na mozaikę. I taka mozaika z muchą i tym co narobiła, traci na wartości.
Mucha jest kara dla skąpca. Osoba, która wylicytuje najmniej otrzymuje muchę, którą umieszcza na swojej planszy. W trakcie podliczania, każda mucha obniża wartość punktowanej grupy o 1. A zdarza się, że siądzie ona na elemencie, który wchodzi w skład kilku układów, wówczas psuje nam każdy z nich. Paskudne stworzenie. Na szczęście, nie obniża ona bonusu za symetrię.
Wykonanie
Pierwszy kontakt z grą pozostawia przyjemne wrażenie. Pudełko jest poręczne, schludne. Ozdobione grafikami utrzymanymi w ciepłych tonacjach. Rzymski legionista, zamyślony nad układanką, na tle piramid, karawany wielbłądów. Całość otoczona jest hieroglifami w klimacie – imię Kleopatry zapisane w oryginale, obwiedzione kartuszem, znajduje się na honorowym miejscu.
Kafelki, czyli najistotniejsze elementy wykonano zaskakująco dobrze. Są nasycone kolorami, mają przyjemna fakturę, podklejone na grubej i sztywnej tekturze sprawiają wrażenie bardzo wytrzymałych. Materiały pierwszej klasy. Cieszy też czarny woreczek na kafelki.
Inne elementy zdradzają, że wydawca miał ograniczony budżet. Plansze są wykonane z papieru kredowego – jest dosyć sztywny, ale można go przypadkowo zagiąć, a takie odkształcenie będzie już widoczne. Mucha zaś, to wykonane z drewna sześciany akceptowalne rozwiązanie – takie znaczniki obecny są w setkach tytułów. Największym rozczarowaniem, zdziwieniem, wręcz szokiem był dla mnie widok pieniędzy. Wydawca pojechał moim zdaniem mocno po bandzie. Postanowił nie produkować papierowych krążków, ani plastikowych czy drewnianych. Ordynarnie wsadził do pudełka 60 naszych polskich swojskich jednogroszówek. Rozumiem, że koszt kupna takiego metalowego znacznika jest niższy niż zakup jakiegokolwiek innego, ale we mnie, w moich współgraczach wywołało to swego rodzaju odrazę i dezaprobatę wobec podobnych zabiegów.
Wrażenia
Mozaika to gra przeznaczona dla 3 do 5 graczy. Jest stosunkowo krótka, partię da się skończyć w 30 minut. Ma łatwe do przyswojenia zasady. Lubię takie gry, lecz przyznać muszę, że Mozaika nie zrobiła na mnie najlepszego wrażenie i to z kilku względów.
Głównie chodzi o te przeklęte muchy i zasady licytacji. Z moich obserwacji wynika, że gracze często remisują w licytacjach. Bezwzględne muchy dopadają więc bogu ducha winnego gracza, który przez przypadek siedzi w złym miejscu, a z sakwy na licytacją wyciągnął 2 złota. A że rozpiętość licytowanych kwot zamyka się często w przedziale 2 do 3, to remisy są murowane. Z drugiej strony, gracz, który przeszarżuje w licytacji, z pewnością zmuszony będzie podczas następnej dać najmniej, więc i tak muchę połknie.
Co więcej, im lepszą gracz ma układankę, tym więcej punktów zabiera każda mucha. Innymi słowy, Im ktoś lepiej gra, im ktoś częściej wysoko inwestuje dbając aby jego mozaika przedstawiała wysoką wartość punktową, tym bardziej narażony jest na działanie much – a każdy te muchy zbiera, na koniec gracze mają minimum po dwie lub trzy. Niby sytuację ratują symetrie, ale wystarczy jeden nie taki kafelek, by tej symetrii nie dotrzymać.
Gra nie wywołała zachwytu mojego, ani współgraczy. Choć wydano ją bardzo ładnie, to jednak pewne mechaniczne niedociągnięcia nie pozwalają delektować się rozgrywką. Licytacja wydaje się być wsadzona na siłę, zaś muchy uderzają tam gdzie nie powinny. Gra niechybnie wylądowałaby na półce, i nie ruszałbym jej więcej, gdyby nie fakt, że od niechcenia wymyśliłem wariant dwuosobowy (którego gra nie przewiduje - bez licytacji i bez much), aby móc grać z dziewczyną. I w tym wariancie, lekka i niezobowiązująca, lecz niepozbawiona interakcji gra często gości na moim stole. Myślę jednak, że gra może spodobać się niektórym graczom, acz w ciemno radziłbym jej nie kupować i jeśli się da, przetestować ją u kolegi.
Dziękujemy za udostępnienie egzemplarza do recenzji wydawnictwu Kuźnia Gier.
Ocena ogólna: 5/10
Zalety:
+ proste zasady
+ krótki czas rozgrywki
+ wytrzymałe kafelki
+ niska cena
Wady:
- zbędna licytacja
- muchy
- jednogroszówki w roli znaczników
- błędy w instrukcji







