Recenzja gry "Mount Everest"

Autor: Ta Aina
Korekta: Gruszmen
30 grudnia 2013

- Ja już nie mogę... nie mam siły...
- Jeszcze tylko kawałek, dalej! Widać już namiot!

Mount Everest to kolejna gra Adama Kałuży wydana przez wydawnictwo Rebel.pl. Ci, którym wygląd i tematyka gry coś przypomina i są przekonani że te grę gdzieś już widzieli, nie są wcale w błędzie. Mount Everest to bardzo bliski krewny K2. Obie gry mają tego samego autora, ilustratora i tego samego wydawcę. Jeśli ktoś miał przyjemność grać w K2, wie że to bardzo dobry tytuł. Dość wymagający, jednak nie stawiający przed graczami konieczności przyswajania miliona zasad. Mount Everest wzięło z K2 to co najlepsze z pewnymi modyfikacjami, zarówno fabularnymi jak i w obszarze mechaniki oraz zasad. Gry są do siebie podobne do tego stopnia, że plansza Mount Everest może stać się rozszerzeniem do K2. Czy to dobrze, że gry są tak bardzo do siebie podobne? Czy jest to ciągle ta sama gra czy już zupełnie nowa jakość? Czy warto w naszym planszo zbiorze mieć obydwa tytuły, a może wystarczy jeden z nich? Z tego powodu nasza recenzja ma charakter nieco porównawczy, ale ciężko było go uniknąć.

Mount Everest to gra wydana bardzo przyzwoicie – na wysokim, europejskim poziomie. Pudełko to tym razem (w odróżnieniu od K2), to „kwadratowy standard”. Zarówno plansza do gry jaki i plansze graczy wykonane są z należytą dbałością o jakość. Grafiki, za sprawą Jarka Noconia i Bartka Fedyczaka zachęcają do rozgrywki i bardzo dobrze wprowadzają w wysokogórski klimat. Wszystkie żetony i karty (a jednych i drugich jest po ponad setce) wykonane są bardzo dobrego materiału i wytrzymają na pewno nie jedną rozgrywkę. Elementów wystarczy do przeprowadzenia nawet pięcioosobowej rozgrywki. Z kolei minimum na jakie pozwalają zasady to dwie osoby.

Fabularnie w grze nie jesteśmy już dzielnymi himalaistami, a przedsiębiorcami, którzy prowadzą biznes turystyczny i umożliwiają turystom zdobycie najwyższej góry świata. Pomysł jest ciekawy i koncepcyjnie pasuje do pierwszej części cyklu (bo takowy się chyba zarysowuje). I tak jak w pierwszej części gra ma swój klimat, tworzony zarówno przez ładne ilustracje jak i spójność na linii fabuła - mechanika.

To co od razu można o grze powiedzieć to, że jest ona zdecydowanie trudniejsza od K2. Tutaj punkty dostajemy tylko za wejście na szczyt i szczęśliwe sprowadzenie grupy, nie tak jak w K2 za osiągnięcie, jakiejś wysokości. Celem każdego z graczy jest doprowadzeni na szczyt Mount Everestu dwóch grup turystów, z których każdy charakteryzuje się innymi cechami. Nie jest to łatwe gdyż turyści to raczej bogaci poszukiwacze warzeń a nie rasowi himalaiści (tych ostatnich też możemy dołączyć do naszych grup, ale dostarczą nam oni zdecydowanie mniej punktów na koniec gry). Każdy przewodnik ma ograniczoną liczbę „slotów”, które może wykorzystać do zabrania obozu, tlenu lub turystów. To co wejdzie w skład zaopatrzenia zależy od graczy i jest podstawą obierania strategii gry.

Oprócz naszych wyborów, które wpływają na to że rozgrywka za każdym razem jest inna, gra świetnie symuluje zmieniające się warunki pogodowe w wysokich górach. W Mount Everest występuje mechanizm podobny do tego, który był wykorzystany w K2 - żetony pogody i ryzyka. Pogoda jest losowa i jest modyfikatorem do możliwości naszych ruchów. Jest to bardzo fajny mechanizm, który sprawia że każda rozgrywka może potoczyć się zupełnie inaczej niż pozostałe. Dlatego też czas gry może być bardzo zróżnicowany. Pudełkowe 90 minut może się zmienić w dużo ponad 2 godziny, jeśli pogoda nie sprzyja, a co za tym idzie gracze zmuszeni są do większego wytężania szarych komórek. Każdy z graczy dysponuje dwoma taliami kart ruchu i aklimatyzacji, których mądre zastosowanie stanowi sens gry. Oczywiście oprócz budowania obozów w strategicznych miejscach, w których możemy pomagać strudzonym turystom za pomocą butli z tlenem.

Grając w Mount Everest miałam nieodparte wrażenie, że mimo powierzchownego podobieństwa jest to gra zupełnie inna od K2. Być może dlatego że od czasu gdy ostatni raz zdobywałam szczyt K2 upłynęło sporo czasu i nie pamiętałam niuansów w zasadach, którymi oba te tytuły się różnią. Z drugiej strony nie starałam się na siłę szukać podobieństw. Nie zmienia to faktu, że gra jest bardzo fajna i wciągająca. W porównaniu z poprzedniczką, Mount Everest to gra bardziej przemyślana, dojrzalsza, wymagająca większej ilości myślenia strategicznego i zaangażowania. Jest też sporo napięcia, bo w końcu wzięliśmy pod opiekę turystów i odpowiadamy za ich życie - tym bardziej że w razie ich zejścia z tego świata nie otrzymamy żadnych punktów zwycięstwa.  

Dziękujemy wydawnictwu Rebel.pl za przekazanie egzemplarza gry do recenzji.

Ocena ogólna: 8/10

Zalety:
+ Dużo planowania, przemyślanej strategii
+ Przez zmiany pogody gra bardzo trzyma w napięciu
+ Jakość wydania

Wady:
- mimo wszystko gra jest podobna do K2

Mount Everest

Gatunek gry: towarzyska
Wydawca: Rebel
Liczba graczy: 2-5 osób
Czas gry: 90 min.
Dopuszczalny wiek graczy: 10+
W pudełku:
  • 1 dwustronna plansza
  • 10 plansz graczy w 5 kolorach
  • 12 kafli pogody
  • 120 kart, po 24 w 5 kolorach
  • 10 kafli namiotów, po 2 w 5 kolorach
  • 12 żetonów lodospadu
  • 30 żetonów tlenu
  • 20 żetonów ryzyka
  • 80 dwustronnych żetonów turystów
  • 15 drewnianych pionków himalaistów (przewodników), po 3 w każdym kolorze
  • 1 drewniany znacznik pogody
  • instrukcja
Cena sugerowana producenta: 129.95


blog comments powered by Disqus