Recenzja gry Kill Doctor Lucky, Director's Cut
Tomas czekał cierpliwie, ukryty bezpiecznie za szerokim regałem, ściskając w ręku nóż do papieru. Zza załomu korytarza dochodziły już do niego spokojne, miarowe kroki starego Doktora. Uśmiechnął się w duchu - tej nocy staruszek po raz ostatni spaceruje po swojej posiadłości, już za kilka chwil zimna stal zatonie w jego sercu, gdy...
Nagle kątem oka dostrzegł jakiś ruch. Przez drugie wyjście z biblioteki rozpoznał znajomą sylwetkę - Ta wścibska Judy zawsze musi wszystko popsuć; jeżeli spojrzy w tę stronę, niechybnie zobaczy, jak morduję starucha - zdusił w ustach przekleństwo. Do świtu jeszcze daleko - pocieszył się - nim wstanie słońce, zdążę zakatrupić Doktora.
Jednym z bardziej popularnych podgatunków kryminału są tak zwane "murder mysteries" - z reguły rozgrywane na ograniczonej przestrzeni (zamknięta posiadłość, statek lub pociąg, etc.) naprzeciw bystrego detektywa stawiają nieboszczyka i cały wachlarz jego krewnych i znajomych, z których każdy miał jakiś powód, by pozbawić ofiarę życia.
Do tego gatunku nawiązuje najsłynniejsza z gier wydawnictwa Cheapass Games (doczekała się już ośmiu wydań), Kill Doctor Lucky. Jednak zamiast sytuacji, w której należy odgadnąć, który z pozostałych graczy jest mordercą, akcja tej gry toczy się w ostatnich chwilach życia tytułowego Doktora, zaś zadaniem graczy jest jak najszybsze wysłanie go na tamten świat. Oczywiście należy uważać, by nikt nie zobaczył jak dokonujemy tego odrażającego czynu, poza tym nasza ofiara nie bez przyczyny nazywana jest Doktorem Szczęściarzem - staruszek ma niewiarygodny wręcz talent do wychodzenia cało z najgorszych nawet opresji i nasze próby mogą spalić na panewce przez niesamowite zbiegi okoliczności, zupełnie jak gdyby sam Los wziął doktora pod swoje skrzydła.
Gra toczy się w rezydencji Doktora - plansza, na której wydrukowano jej plan, jest dwustronna, co pozwala rozgrywać ją w jednym z dwóch układów pokoi. Jeden przystosowany jest do gry dla trzech-sześciu graczy, drugi, ze znacznie większą liczbą pomieszczeń, może zapewnić rozgrywkę nawet dziesięciorgu graczy.
Wszyscy gracze rozpoczynają grę w pokoju oznaczonym numerem 0 z pięcioma kartami na ręku, zaś doktor w jednym z losowo wybranych pomieszczeń. Następnie gracze kolejno wykonują swoje tury, podzielone na dwie fazy. W pierwszej z nich mogą przesunąć się o jedno pole i/lub zagrać karty Ruchu. Karty te pozwalają im przesunąć się o jedno lub więcej dodatkowych pól, lub przenieść się bezpośrednio do konkretnego Pomieszczenia. Żeby było ciekawiej, karty te można zagrać nie tylko na swoją postać, ale także na tytułowego Doktora - dzięki temu, jeżeli staruszek znajduje się w polu widzenia innego gracza, możemy przesunąć go do pokoju, w którym już czekamy na niego z jakimś morderczym narzędziem. Teraz przechodzimy do fazy, w której możemy spróbować zamordować (nie)szczęsnego Doktora. Jeśli nie udało nam się wydostać poza zasięg wzroku innych graczy, lub nie znajdujemy się w tym samym pomieszczeniu co Doktor, zamiast dawać upust swym krwawym żądzom, możemy spenetrować otoczenie, co pozwala nam pociągnąć dodatkową kartę (ale tylko jeżeli w fazie ruchu nie zagraliśmy żadnych kart, ponadto nie można penetrować pomieszczeń nienazwanych, takich jak schody i korytarze).
O ile nikt nas nie widzi (nie znajduje się z nami w jednym pomieszczeniu lub w pomieszczeniu, z którego przez drzwi widać scenę morderstwa) próba taka może zakończyć się sukcesem. Bazowo nasz atak ma wartość 1, jeśli posiadamy kartę Broni, możemy użyć jej do zwiększenia tej wartości - zaznaczyć tu należy, że niektóre bronie mają przypisane dwie wartości - w konkretnym pomieszczeniu są one bardziej skuteczne.
Wydawałoby się, że gra powinna w takim układzie skończyć się bardzo szybko - dzięki kartom ruchu prędko przenosimy się poza zasięg wzroku współgraczy, po czym łatwo pozbawiamy staruszka życia. Niestety, Doktor Szczęściarz nie nosi swego miana bez przyczyny, a jego niesamowite wręcz szczęście objawić się może w najróżniejszy sposób - niedoszłego mordercę może spłoszyć tajemniczy cień, jego ofiara może zniknąć w chmurze pierza, bądź okazać się tylko dziecięcą zabawką. W grze wszystkie te zdarzenia reprezentują karty Porażki - każda z nich ma przypisaną wartość, o którą zmniejsza się wartość ataku napastnika - jeżeli spadnie ona do zera lub poniżej, próba morderstwa kończy się niepowodzeniem. Ta właśnie kategoria kart jest bez wątpienia najważniejszą w grze - ich umiejętne używanie decyduje o porażce konkurentów, a - inaczej niż wszystkie pozostałe karty - nie wracają one do puli, kiedy wszystkie karty zostaną już pociągnięte.
Po turze ostatniego z graczy porusza się Doktor - inaczej niż wszyscy pozostali uczestnicy gry, przesuwa się on zawsze zgodnie z numerami, jakimi oznaczone są pomieszczenia - ponieważ niektóre z nich nie są numerowane, Doktor omija je w swoim spacerze. Jeśli z jakichś względów doktor znajduje się na początku swojej tury w pomieszczeniu bez numeru, w następnym ruchu przesuwa się do sąsiadującego z nim pokoju oznaczonego najwyższym numerem. Ciekawie na rozgrywkę wpływa zasada, według której gracz znajdujący się w pomieszczeniu, w którym Doktor kończy swoją turę, przejmuje inicjatywę (o ile w tym pomieszczeniu nie ma innych graczy) - można oprzeć na tym całą strategię, czając się na ofiarę w pokoju, do którego będzie się ona przenosić w swoim następnym ruchu.
Chociaż Kill Doctor Lucky jest grą bardzo prostą, może zapewnić wiele rozrywki, zmuszając do starannego planowania posunięć i umiejętnego wykorzystywania posiadanych kart - poza tym, jakie katy dociągniemy, i posunięciami innych graczy, których nie sposób przewidzieć, nie ma tu zupełnie elementów losowych, od których zależałby przebieg rozgrywki; więc (przynajmniej w teorii) odpowiednio dobrana taktyka powinna zapewnić nam zwycięstwo. Najczęściej wykorzystywaną strategią jest ostrożne śledzenie na początku gry innych graczy i ciągnięcie jak największej liczby kart, licząc na to, że nasi przeciwnicy wykorzystają posiadane Porażki na psucie sobie wzajemnie szyków. Oczywiście można także zdrowo się przejechać, gdy będziemy oczekiwać, że inni gracze powstrzymają próbę morderstwa, a my sami bezpiecznie zachowamy na ręku swoje karty Porażek - niestety jeśli zdecydujemy się nie zagrać ich przy próbie popełnienia morderstwa przez innego gracza, nie możemy zmienić swojej decyzji kiedy okaże się, że wszyscy inni gracze pozbyli się już swoich.
Jeżeli podstawowe zasady gry okażą się niewystarczające, autorzy proponują w recenzowanej "wersji reżyserskiej" kilka dodatkowych, opcjonalnych reguł, które powinny urozmaicić grę, między innymi możliwość atakowania innych graczy (!).
Jak wszystkie gry wydawnictwa Cheapass Games, także Kill Doctor Lucky opiera się nie na efektownej oprawie graficznej, ale na pomyśle i grywalności. Zarówno plansza jak i karty wydrukowane są w czerni na papierze, który daleko odbiega jakością od tego, do czego mogły nas przyzwyczaić choćby kolekcjonerskie karcianki, w pionki reprezentujące poszczególnych graczy i Doktora także należy zaopatrzyć się we własnym zakresie. Ale dzięki temu gra nie drenuje makabrycznie kieszeni (w polskich sklepach internetowych kosztuje około trzydziestu złotych).
Dziękujemy wydawnictwu Cheapass Games za udostępnienie gry do recenzji.






