Recenzja gry Give Me The Brain!
Znajomy, który dorabiał swego czasu w jednej z wielkich sieci fast-foodów zwykł narzekać, jak strasznie odmóżdżająca jest to praca - mówił, że po kilku godzinach siedzenia za kontuarem i przyjmowania zamówień albo przygotowywania posiłków czuł się jak zombie.
Podobne doświadczenia muszą chyba mieć autorzy z Cheapass Games, a zwłaszcza James Ernest - stworzył on przynajmniej dwie gry, których akcja rozgrywa się w restauracji, w której pracują zielonoskóre zgniłki. O Władcy Frytek (Lord of the Fries) napiszę innym razem, dzisiaj w chciałem w kilku słowach przybliżyć jedną z bardziej chyba popularnych (sądząc po fakcie, że doczekała się edycji deluxe) karcianek tego wydawnictwa - Daj Mi Mózg! (Give Me The Brain!).
Pierwsze wrażenie, jakie zrobiła na mnie ta karcianka, było bardzo przyjemne - nawet w podstawowej wersji gra cieszy oko ładnymi ilustracjami, w wersji deluxe dodanie im koloru zwiększa tylko ich atrakcyjność i sprawia, że naprawdę fajnie na nie popatrzeć. Jak na produkty Cheapassa jest to wręcz ewenement - większość ich gier graficznie prezentuje się dość siermiężnie, jedynie Totally Renamed Spy Game wyłamuje się z tej normy. Niestety ilustracje zdobią tylko mniej więcej jedną trzecią kart, większość zawiera tylko sam tekst.
Fabułka gry, przeznaczonej w założeniu dla 3-8 graczy, jest absurdalna do bólu - gracze wcielają się w niej bowiem w grupę zombich pracujących w barze szybkiej obsługi, wykonujących rozmaite prace zlecane im przez zwierzchników - celem rozgrywki jest jak najszybsze wykonanie wszystkich zleconych zadań (zagranie wszystkich kart i opróżnienie ręki), i zakończenie pracy. Same karty dzielą się na dwa (a właściwie trzy) rodzaje - pierwszy z nich to karty Licytacji (Bid) oznaczone kolorem niebieskim, drugi - karty Prac (Job), które z kolei dzielą się na te wymagające do wykonania posiadania mózgu (oznaczone gustownym różowym kolorkiem), oraz te których realizacja nie wymaga od nas posiadania tego organu (żółte).
No właśnie - tytułowy mózg, symbolizowany przez sześciościenną kostkę (która używana jest także w grze w bardziej tradycyjny sposób - ten element nie dołączony do gry, ale zaopatrzenie się weń we własnym zakresie nie powinno nastręczać większych trudności) jest chyba najważniejszym elementem rozgrywki. To on jest tym, o co walczą poszczególni gracze, jako że tylko jego posiadanie umożliwia realizację niektórych Prac - ponieważ kart Prac jednego i drugiego rodzaju jest jednakowa ilość, łatwo dostrzec, że bez zdobycia mózgu nie mamy praktycznie szans na zwycięstwo.
Gra zaczyna się rozdaniem każdemu z graczy siedmiu kart, kostka reprezentująca mózg znajduje się na stole, i gracze walczą o jej zdobycie zagrywając karty Licytacji - ten, kto zagra najwyższą (ich wartość waha się od 1 do 28), zdobywa mózg i przechodzi do swojej tury. W turze każdy z graczy może zagrać jedną lub więcej kart Prac - każde ze zleconych zadań wymaga wykorzystania jednej lub dwóch rąk - co bardzo usprawnia grę, ilość rąk oznaczona jest na kartach odpowiednim znaczkiem. Karty wymagające mózgu mają także określone, jak trudno wykonać przedstawione na nich zadania - każda z nich po zagraniu wymusza wykonanie rzutu kostką - jeżeli wynik będzie niższy od wymaganego, mózg wypada naszemu zombiemu ze łba, i podobnie jak na początku rozgrywki, przechodzimy do licytacji, po której ktoś zdobywa ten bezcenny organ, i rozpoczyna swoją kolejkę. Ewentualnie, jeżeli nie chcemy (lub nie jesteśmy w stanie) zrealizować żadnej z Prac, jakie mamy na ręku, można dociągnąć dodatkową kartę, lub odrzucić wszystkie posiadane na ręku karty i pociągnąć nowe - o jedną więcej, niż odrzuciliśmy.
Prace w znakomitej większości wpływają na stan posiadania, zmuszając zagrywającego je gracza lub innych uczestników rozgrywki do dociągania lub odrzucania kart - czasem naprawdę bardziej opłaca się zaryzykować wymianę kart lub dociągnięcie jednej więcej, niż zagrać Pracę, która zmusi nas na przykład do dociągnięcia czterech kart.
Gra, niestety, jest bardzo chaotyczna - częste zmiany posiadacza mózgu mogą sprawić, że któryś z graczy nigdy nie będzie miał możliwości przejścia do swojej tury; przy większej liczbie graczy zdobycie i utrzymanie mózgu przez kilka kolejek graniczy wręcz z cudem, co skutecznie uniemożliwia zrealizowanie sporej części Prac; dodatkowym minusem gry jest fakt, że opisy poszczególnych kart bywają dość długie i niejasno napisane, co - zwłaszcza osobom słabiej znającym język angielski - w żadnym stopniu nie ułatwia rozgrywki. Ciężko opracować tu jakąkolwiek strategię, na dobrą sprawę zadania nie układają się w żadną logiczną całość; jedyne, co szybko załapują nawet niezbyt spostrzegawczy gracze, to opłacalność zagrywania kart wymagających mózgu, nawet jeżeli na krótką metę wydaje się to kompletnie chybionym pomysłem - jeżeli stracimy mózg, jego odzyskanie może być niezwykle trudne, a wówczas nigdy nie pozbędziemy się kart zalegających nam na ręku.
Muszę powiedzieć, że jest to jedna z gier, na których zawiodłem się sromotnie. Opis zamieszczony na stronie wydawcy zapowiadał lekką, zabawną grę idealnie nadającą się znakomicie na wieczór ze znajomymi albo urozmaicenie towarzyskiego spotkania - niestety gra nie jest specjalnie zabawna, a i z lekkością nie jest tu najlepiej. Podobnie jak przy Totally Renamed Spy Game ładne obrazki nie rekompensują w żaden sposób nudnej rozgrywki, gra może ciągnąć się niemiłosiernie lub przeciwnie - zakończyć się już po kilku minutach jednostronnej gry, podczas gdy niektórym graczom nie uda się zagrać żadnej karty. Absurdalny humor gry bawi przez kilka pierwszych rozgrywek, potem zaczyna zwyczajnie nużyć, a sama gra budzić irytację.
Na wzmiankę natomiast zasługuje jeszcze jedna rzecz związana z tą grą - oprócz wersji standardowej (niedostępnej obecnie w sprzedaży) i kolorowej edycji deluxe ukazała się ona także w czeskiej wersji językowej(!). Dej Sem Mozek! jest zauważalnie mniejszy od gry w wersji deluxe (zawiera tylko 54 zamiast 112 kart), poza tym są one w wersji czarno-białej (a właściwie czarno-żółtej, na takim bowiem papierze zostały wydrukowane karty). Prawdę powiedziawszy nie miałem okazji zagrać w tę wersję Mózgu, jako że moi znajomi, zniechęceni anglojęzyczną wersją nie chcieli nawet słyszeć o przetestowaniu gry w języku naszych braci zza południowej granicy. Gra zawiera wprawdzie zasady zarówno po czesku jak i angielsku, a także ściągę z tłumaczeniem nazw kart z czeskiego na angielski, ale obawiam się, że niewiele pomogłoby to w grze - po pierwsze będzie ona przydatna tylko osobom, które doskonale znają grę w jej oryginalnej wersji, poza tym korzystanie z niej w trakcie rozgrywki wymaga... posiadania przez gracza mózgu (a właściwie symbolizującej go kostki), co dodatkowo utrudnia grę i zwiększać może znacznie frustrację graczy. Tak więc Dej Sem Mozek! wędruje póki co na półkę, i nie przypuszczam, by zbyt prędko z niej zszedł.
Dziękujemy wydawnictwu Cheapass Games za udostępnienie gry do recenzji.






