"Fasolki" - Sadź i Zbieraj.

Autor: Pudelek
Korekta: Gruszmen
24 grudnia 2007

"Mam trzy Augenbohne! Oddam za dwie Feuerbohne!" - każdy kto grał w popularną Bohnanzę na pewno wie o co chodzi. Kto jednak jeszcze nie spotkał się z tym tytułem, ma znakomitą okazję poznać go w polskiej wersji językowej. Wydawnictwo G3 wypuściło na rodzimy rynek Fasolki - polską wersję popularnej na całym świecie gry Bohnanza.

Gra jest idealną "kopią" pierwowzoru. Zarówno jeśli chodzi o mechanikę jak i wykonanie. Jedyne co się zmienia to język. Już nie będziemy mogli bić się o Rotebohne czy Sojabohne. Teraz fasolki mają bardziej swojskie nazwy. Tak więc mamy - Ogrodnika, Kowboja, Piromana, Grubasa, Pijaka, Hipisa, Boksera i Golasa. Czy te zmiany wyszły grze na dobrze? Jeszcze przed wydaniem gry, na forach branżowych odbywało się dużo dyskusji na temat zmiany nazewnictwa. Ciężko powiedzieć jednoznacznie, co jest lepsze. Czy polskie nazwy, czy nazwy niemieckie (ewentualnie angielskie, bo i taka wersja bywała na polskich stołach). Osobiście uważam, że rodzime nazwy zmniejszyły humorystykę Fasolek. Grając ze znajomymi (i nie tylko) zawsze miałem kupę śmiechu przy wymawianiu niemieckich nazw fasolek. Teraz, gdy na kartach jest suche "Ogrodnik" czy "Kowboj", raczej nie mamy już takiego ubawu. A przecież w sumie to gra imprezowa - także śmiech jest dodatkowym atutem. W dodatku niektóre nazwy nie zawsze odpowiadają wyobrażeniom na kartach – przykładem może być wspomniana fasola z napisem „Grubas”. Tymczasem dla mnie akurat ta karta kojarzyła się nie tyle z obżarstwem, ale raczej z ogólnym zaniedbaniem pana fasoli oraz jego zapachem – zatem bardziej stosowna, a na pewno zabawniejsza byłaby tutaj nazwa „Niechluj” lub „Śmierdziel”. No, ale mój gust w żadnym wypadku nie musi być regułą.

Może kogoś raził język niemiecki - wtedy polskie wydanie wydaje się być wręcz idealne. Instrukcja wygląda identycznie jak oryginał.

Zawartość pudełkaKolorowa i wydrukowana na dobrej jakości papierze - nie ma do czego się przyczepić. Karty wyglądają praktycznie tak samo jak w pierwowzorze. Mają trochę mniej wyraźną fakturę (aczkolwiek to może być moje subiektywne odczucie). To na co od razu zwróciłem uwagę wyciągając karty z pudełka, był ich zapach. Koszmar, nie wiem czy tylko mi się trafił taki egzemplarz, ale karty śmierdzą jakby ktoś wymoczył je w kleju modelarskim. Mam nadzieję, że problem ten po pewny czasie zniknie. Nie zmienia to jednak faktu, że pierwszy kontakt nie jest zbyt przyjemny ... W pudełku, które otrzymamy, znajdują się 104 karty, 6 kart „Trzecie pole” oraz instrukcja.

O co w ogóle chodzi w tej grze? Najogólniej mówiąc o sadzenie fasolek. Gracz zbiera karty przedstawiające kolejne fasolki i kiedy zbierze odpowiednią ilość to musi je „ściąć”, aby dostać za nie złote monety (pieniądze znajdują się na odwrocie kart z fasolkami – „ścięte” fasolki odrzucamy na stos kart zużytych, zostawiając sobie tylko taką ilość pieniędzy, jakie zarobiliśmy na „zbiorze”). Istotny jest fakt, że każdy gracz może w danym momencie zbierać fasolki jedynie dwóch rodzajów – a ponieważ ich wartość jest różna (najliczniejsze i najmniej cenne są karty Kowboja – jest ich 20, natomiast najmniej jest Ogrodników – tylko 6) należy kombinować jakich kart się pozbyć i jakie ewentualnie znowu zasadzić. Bardzo ważną częścią gry jest handel pomiędzy graczami, podczas którego możemy pozbyć się zbędnych kart lub zdobyć takie, które akurat nas interesują. Oczywiście należy uważać, żeby to nasz partner handlowy nie wyszedł lepiej podczas tej czynności. Dobrane z talii karty, których nie uda się przehandlować trzeba zasadzić, a jeśli nie mamy już miejsce gracz musi „zebrać” jakieś inne, nawet jeśli nie ma wystarczającej ilości do uzyskania „przychodu”, czyli pieniędzy. W dowolnym momencie gry każdy z grających może kupić kartę „Trzecie Pole”, dzięki któremu może zbierać trzy rodzaje fasolek. Taka przyjemność kosztuje 3 złote monety.

Gra kończy się w momencie, kiedy talia fasolek wyczerpie się po raz trzeci. Zwycięża osoba, która zdobyła najwięcej złotych monet, a w momencie remisu – ta, która ma więcej kart na ręce.

KartyPolskie wydanie Bohnanzy jest nadal znakomitą grą rodzinną lub imprezową dla 3-5 osób, trwającą około pół godziny. Proste zasady i miłe dla oka wydanie sprawiają, że jest polecana zarówno dla osób początkujących jak i dla starych wyjadaczy, chcących na chwilę odpocząć od skomplikowanych i wielogodzinnych rozgrywek. Ocenę obniżam o 2 punkty – jeden za nieprzyjemny zapach, a drugi za niektóre polskie nazwy fasolek, które nieco popsuły klimat oryginału.

Ocena: 8/10.

Plusy:

- wciąż to stare, dobre fasolki (czyli wszystkie plusy oryginalnej wersji)
- solidne wykonanie, podobnie jak pierwowzór

Minusy:

- śmierdzące karty
- mało klimatyczne nazwy fasolek
- cena nie jest niższa od niemieckiej wersji

Za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu G3.

Fasolki (Bohnanza)

Gatunek gry: karciana
Wydawca: G3
Liczba graczy: 3-5 osób
Czas gry: ok 45 min
Dopuszczalny wiek graczy: od 10 lat
W pudełku:
  • 110 kart
  • instrukcja
Cena sugerowana producenta: 39,00 zł


blog comments powered by Disqus