DZIAŁY

SKLEP.GILDIA.PL

Clive Cussler. Vixen-03.
Spodziewana premiera rynkowa minęła 15 maja 2012 - produkt powinien być dostępny w ciągu kilku dni.

Cena: 34,00 zł  37,80
Vampire Knight - 13.
Spodziewana premiera rynkowa minęła 16 maja 2012 - produkt powinien być dostępny w ciągu kilku dni.

Cena: 16,00 zł  19,99
Eloisa James. Rozważna i namiętna (wyd. 2012).
Spodziewana premiera rynkowa minęła 15 maja 2012 - produkt powinien być dostępny w ciągu kilku dni.

Cena: 32,20 zł  35,80

BANNERY

Gildia > Gildia Gier Planszowych > Gry planszowe > Cleopatra and the Society of Architects > Cleopatra and the Society of Architects - recenzja


Cleopatra and the Society of Architects - recenzja

Data publikacji artykułu: 19 września 2007
Autor: AvantaR
Korekta: RAJ
okładka

 Co sprawia, że na dany tytuł zwracamy uwagę? Szumne zapowiedzi ciekawej mechaniki? Interesująca nas tematyka? Zapewne tak, ale głównym jednak bodźcem jest chyba wygląd całości. W końcu nawet jeśli gra jest całkowicie abstrakcyjna i nie wiemy nic o jej mechanice, ale wygląd przyciąga oko – z chęcią zasiądziemy do stolika i skosztujemy danego tytułu. Tytułem, obok którego nie można przejść obojętnie jest na pewno Cleopatra and the society of architects. Gra wydawnictwa Days of Wonder, które już dawno przyzwyczaiło nas do prześlicznie wydanych gier. Jednak chyba nic jeszcze nie zostało wydane z takim rozmachem i pomysłem jak Cleopatra.

 O co cały szum? Otóż naszym zadaniem jest budowanie nowej świątyni dla naszej cudownej Cleopatry. Budujemy dosłownie – gdyż dostawiamy poszczególne elementy do świątyni, której podstawę tworzymy z odwróconego pudełka gry. Także całość jest trójwymiarowa – co na pewno wyróżnia ten tytuł.

Mechanika Cleopatry zasadniczo jest bardzo prosta i sprawdzona, jednak twórcy umieścili w niej kilka nowatorskich elementów, które dodają smaczku całości. Całość opiera się na odwiedzaniu „bazaru”, z którego mamy możliwość dobierania kart. Karty ustawiane są w trzech rzędach – mamy możliwość wybrania jednego rzędu. I właśnie na bazarze pojawia się pierwszy ciekawy element mechaniki – karty na kupce poukładane są losowo – jedne awersem do góry, inne rewersem. Także praktycznie w każdym rzędzie znajdują się zakryte karty, które dodają moim troszkę emocji - „trafi się to na co czekam, czy nie?”. Wielu ludzi stwierdziło, że jest to wyjątkowo chybione rozwiązanie – moim zdaniem wręcz przeciwnie, dodaje mała nutkę niepewności, która osobiście bardzo lubię. Po przywłaszczeniu sobie interesującej nas puli kart – dokładamy z kupki po jednej karcie do każdego rzędu. W ten sposób każdy gracz ma wybór zawsze z trzech rzędów. Gdy posiadamy już odpowiednią liczbę kart, możemy przejść do sedna gry – czyli budowy. Aby wybudować interesujący nas element powstającego pałacu musimy udać się na wykopaliska. Każda karta to odpowiedni surowiec lub karta specjalna umożliwiająca nieraz małe oszustwa (które nigdy nie ujdą nam na sucho ... ale o tym później). Możemy wybudować między innymi figury sfinksa, tron czy wielkie obeliski. Za wybudowanie każdej części musimy zużyć część naszych surowców, w zamian jednak otrzymujemy odpowiednie profity w postaci talentów. Ten kto na koniec gry będzie posiadał ich największą ilość – wygrywa. Jest jednak jeden mały smaczek – otóż w czasie gry otrzymujemy tzw. amulety korupcji, które gracz wrzuca do swojej piramidki (tak, tak – każdy z graczy ma ładną, tekturową piramidkę, która dodatkowo dodaje klimatu). Oznaczają one jak bardzo jesteśmy skorumpowani i jak bardzo korzystaliśmy z „nieczystych” zagrywek. Otrzymać je możemy między innymi używając zatrutych kart (czyli tych, które zawierają amulet korupcji) lub skąpiąc swoich talentów w trakcie składania ofiary (wszystkie osoby prócz gracza wygrywającego licytację muszą dorzucić do swojej piramidki odpowiednią ilość amuletów korupcji). Ten, kto na koniec gry będzie największym łapówkarzem zostanie wrzucony krokodylom na pożarcie (ku uciesze Kleopatry jak i samych krokodylów). Także jak widać – nie można skupić się tylko na zdobywaniu talentów, trzeba też zwracać uwagę na punkty korupcji i starać się ich pozbywać. Bo w trakcie odwiedzin u krokodylów raczej nam się talenty nie przydadzą... Mechanika, mimo że dość lekka, zmusza też trochę do kombinowania i odpowiedniego zarządzania swoimi zasobami.

    O wykonaniu Cleopatry można by napisać dużo. Gra jest po prostu prześliczna. Wszystkie elementy są bardzo ładne i sprawiają, że gra jest naprawdę klimatyczna. Plastikowe części są bardzo dobrej jakości – nie ma żadnych nadlewek czy innych błędów w sztuce. Obeliski mają wyryte hieroglify! Naprawdę – coś wspaniałego. Tytuł aż prosi się o zagranie jakiś klimatycznych partii przy świecach i tematycznej muzyce. Myślę, że najlepiej spojrzeć na zdjęcia – nie oddają one na pewno całości, ale są pewnym wyobrażeniem jak teraz mogą wyglądać gry planszowe. No właśnie – to pytanie chodzi za mną już dość trochę. Czym jeszcze zaskoczą nas twórcy planszówek? Mamy już gry, w które trzeba grać w ciemnościach, mamy gry, w których plansza jest budowana z trójwymiarowych elementów czy takie, w których wykorzystuje się elektronikę. Czasem można by odnieść wrażenie, że najważniejszy jest wygląd i wykonanie a reszta jest nieistotna. Na szczęście Cleopatra nie należy do takich gier. Mechanika nie jest super odkrywcza – łączy jednak kilka sprawdzonych pomysłów, które autorzy przyprawili odrobiną ciekawostek.

Czyżby gra miała nie mieć żadnych wad? Tak pięknie niestety nie jest i do kilku rzeczy chciałbym się doczepić. Osobiście uważam, że gra nie skaluje się zbyt dobrze – najlepiej jednak grać w pełnym składzie (czyli w pięć osób). Wtedy Cleopatra nabiera tempa. Gra posiada pewien element losowy. Często możemy siedzieć bezczynnie gdyż potrzebne nam karty złośliwie nie będą chciały się pojawić, a gdy już je nazbieramy to ktoś podbierze nam ostatni element i nie będziemy mogli go wybudować. Nie jest to jednak losowość, która nadto denerwuje. Odpowiednie podejście do gry i nie będzie problemu. Ostatnim dość subiektywnym mankamentem jest czas potrzebny do rozłożenia gry. Często nie chce sięgnąć mi się po ten tytuł, gdyż rozstawienie wszystkiego zawsze zajmuje mi dużo czasu (szczególnie, że sama rozgrywka nie jest, aż taka długa). No, ale może komuś idzie to szybciej i nie zauważy tutaj żadnej wady.

 Szkoda, że gra nie jest całkowicie niezależna językowo. Jest ona na tyle lekka, że spokojnie można by zagrać w nią nawet z rodzicami (czy z młodszym rodzeństwem). Niestety część kart posiada trochę tekstu, którego zrozumienie konieczne jest do zagrania. Myślę, że gdyby autorzy zechcieli to z powodzeniem zamienili by instrukcje na kartach na symbole graficzne. Pozostaje sięganie do polskiej instrukcji (którą dodaje część polskich sklepów) lub wydrukowanie i naklejenie tłumaczeń na karty.

Czy gra jest warta swojej ceny? Ciężko odpowiedzieć na to pytanie – na półce cenowej Cleopatry leży wiele innych tytułów, które mogą nieraz znacznie bardziej kusić. Szczególnie, że mam pewne obawy co do jej replayability. Nie jest na pewno grą złą. Wręcz przeciwnie, uważam, że jest to tytuł co najmniej dobry – jednak osobiście wolałbym wydać pieniądze na coś innego. Wiem, że Cleopatra mimo, że grana byłaby chętnie, to jednak nie bardzo często. Do zagrania obowiązkowo chociaż raz – czy będziesz chciał mieć ją w swoich zbiorach to już zostawiam pod ocenę Tobie, drogi czytelniku!

Plusy:

+ przepiękne wykonanie - zarówno piękne grafiki na kartach jak i starannie odlane plastikowe elementy
+ prosta i sprawdzona mechanika, przyprawiona małymi smaczkami
+ gra zarówno dla starych wyjadaczy jak i dla całej rodziny (pod warunkiem przetłumaczenia niektórych kart)
+ mimo, że pod względem mechaniki jest to typowa eurogra - można naprawdę wczuć się w klimat

Minusy:
- gra chodzi najlepiej dopiero przy większej ilości graczy
- karty z tekstem mogłyby być niezależne językowo (zastąpienie tekstu symbolami graficznymi)
- długi czas rozkładania elementów w stosunku do czasu trwania gry
- cena

Ocena 7/10

Dystrybutorem gry jest firma Rebel.pl